Poznaj niezwykłą historię abp. Fultona J. Sheena – jednego z największych kaznodziejów, pisarzy i misjonarzy XX wieku. Dowiedz się, jak dzięki programom telewizyjnym i książkom docierał do milionów serc, broniąc wiary przed ateizmem i komunizmem.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: https://www.ewtn.com/catholicism/library/archbishop-fulton-j-sheen---author-orator-and-missionary-13684Photo credit: EWTN GCN
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Podczas kazania z cyklu „Trzy Godziny” (Tre Ore), które Fulton J. Sheen wygłosił w Wielki Piątek kilka lat temu, zapytał swoich słuchaczy: „Skoro Jezus Chrystus pragnął dusz ludzkich, czyż i chrześcijanin nie powinien ich pragnąć? Skoro On przyszedł rzucić ogień na ziemię, czyż chrześcijanin nie powinien płonąć? Czyż nie powołał nas, byśmy byli Jego apostołami i Jego ambasadorami, po to, aby Jego Wcielenie mogło przedłużać się poprzez nieustanne udzielanie tego, co boskie, za pośrednictwem tego, co ludzkie?”. Sam odpowiedział na to pytanie, oświadczając: „Katolik, który nie dąży do szerzenia swojej wiary, jest pasożytem na życiu Kościoła”.
Ten zwrot, podkreślający obowiązek i godność chrześcijańskiego apostolatu, jest wiernym opisem samego biskupa Sheena. Jego gorliwość w szerzeniu Królestwa Chrystusa w Ameryce uczyniła go „najbardziej znanym «nawracającym» w Kościele, być może najsłynniejszym kaznodzieją w Stanach Zjednoczonych i bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnym amerykańskim księdzem katolickim”.
Fulton Sheen, urodzony w małym miasteczku El Paso w stanie Illinois 6 maja 1895 roku, przyjął święcenia kapłańskie w wieku 24 lat. Po uzyskaniu doktoratu z filozofii na Uniwersytecie w Lowanium oraz z teologii na rzymskim Angelicum, powrócił do Stanów Zjednoczonych w 1925 roku. Dwa lata później rozpoczął wykładanie filozofii na Katolickim Uniwersytecie w Waszyngtonie. W 1950 roku został mianowany Krajowym Dyrektorem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary, a niedługo potem udał się do Rzymu, gdzie został konsekrowany na biskupa tytularnego Caesariany i mianowany biskupem pomocniczym kardynała Francisa Spellmana, arcybiskupa Nowego Jorku.
PRZECIWNIK WSPÓŁCZESNEGO ATEIZMU I KOMUNIZMU
Fulton Sheen od samego początku zdawał sobie sprawę, iż w naszych czasach apostolat to przede wszystkim demaskowanie błędów i taktyk wrogów Chrystusa. Argumentował, iż dopóki wierni nie zrozumieją zła, które ich otacza, jak będą mogli obronić się przed tą zarazą? I dopóki choroba nie zostanie zdiagnozowana, w jaki sposób ci, którzy teraz nienawidzą i lżą Chrystusa, mogą w końcu nawrócić się i Go pokochać?
Dlatego też pierwszy z jego trzydziestu sześciu opublikowanych tomów był starannie udokumentowaną analizą bezbożności współczesnej cywilizacji, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. „Współczesna filozofia” – zaczynał – „jest świadkiem narodzin nowego pojęcia Boga… Jest to Bóg w procesie ewolucji. Bóg, który nie jest. On się staje. Na początku nie było Pana, ale na początku było stawanie się. Z tego ruchu Bóg rodzi się poprzez kolejne akty stworzenia. W miarę jak świat postępuje, On postępuje; w miarę jak świat osiąga doskonałość, On osiąga doskonałość. (Co więcej) człowiek jest koniecznym etapem w ewolucji Boga. Tak jak człowiek pochodzi od zwierzęcia, tak Bóg będzie pochodził od człowieka… Celem tej pracy jest zbadanie tego nowego pojęcia Boga”. Uczynił to na ponad 300 stronach, posługując się cytatami amerykańskich i angielskich pragmatystów, takich jak James, ateistów jak Dewey, naturalistów jak Sellars oraz agnostyków, takich jak Hume, Huxley i Hocking. Konkluzja, która mogłaby posłużyć za tezę dla wszystkich jego przyszłych pism, brzmiała: „Mądrość wieków i uosobienie naszego doświadczenia zawierają się w prostej prawdzie, zrozumiałej dla ludzi prostych, a zapomnianej przez niejednego filozofa, iż nie jesteśmy «twórcami Boga, ale jesteśmy przez Boga stworzeni»”.
Pomiędzy 1925 a 1937 rokiem trzy kolejne książki dotykały tego samego głównego tematu: upadku zachodniego społeczeństwa jako rezultatu jego odwrócenia się od Boga. Do 1937 roku dla Sheena stało się już jasne, iż współczesny ateizm to nie tylko ezoteryczna filozofia głoszona przez uczonych profesorów na Harvardzie i Yale; to był nowy mesjanizm płynący z Moskwy, który groził ogarnięciem całej powierzchni ziemi. Dlatego w tym samym roku, w którym Pius XI wydał swoją encyklikę o ateistycznym komunizmie, ks. prałat Sheen opublikował trzy książki zatytułowane kolejno: Krzyż i Kryzys (Cross and Crisis), Wolność pod panowaniem Boga (Liberty Under God) oraz Tęcza i smutek (The Rainbow of Sorrow). Przez wszystkie lata wojny, kiedy inni milczeli na ten temat z powodu naszego sojuszu z Rosją, Sheen bezlitośnie demaskował „Czerwony Terror”.
W końcu w 1948 roku opublikował Komunizm i sumienie Zachodu (Communism and the Conscience of the West), który kompetentni krytycy słusznie określili jako „warunek sine qua non do inteligentnego zrozumienia myśli komunistycznej i jej rozwoju”.
Odnosząc się do genezy komunizmu, Sheen był przekonany, iż ta „apokalipsa przemocy” jest ceną za nasze grzechy.
Komunizm jest zarówno skutkiem, jak i sądem nad naszym zachodnim światem; skutkiem, ponieważ narodził się z naszych niewypełnionych chrześcijańskich obowiązków, z naszego porzucenia Domu Ojca na rzecz materializmu; sądem, ponieważ ujawnia, jak błędne było nasze myślenie i jak złe były nasze czyny.
Gdzie – pytał – narodziła się filozofia komunizmu? Nie w Rosji, ale w świecie zachodnim minionego stulecia. Ma ona zachodnie pochodzenie: jej filozofia jest niemiecka, socjologia – francuska, a ekonomia – angielska. Karol Marks, jej twórca, nałożył dialektykę Hegla na materializm Feuerbacha, socjologię Proudhona i problemy ekonomiczne zrodzone z liberalizmu, i z tego powstała nowa ewangelia, która teraz obróciła się przeciwko swoim twórcom, by dręczyć ich za przeszłość.
Skoro nasza generacja ponosi za to odpowiedzialność, musimy pokornie wyznać naszą winę przed Bogiem, szczerze żałować i czynić pokutę za błędy z przeszłości. Ale choćby to nie wystarczy. Gdyż „jeśli w naszym zachodnim świecie nie nastąpi moralne odrodzenie (szczególnie) odrodzenie życia rodzinnego, komunizm może stać się narzędziem likwidacji burżuazyjnej cywilizacji, która zapomniała o Bogu”. Boimy się komunizmu i słusznie; ale nasze obawy powinny być racjonalne. „Komunizmu” – mówił – „nie należy się obawiać tylko dlatego, iż jest on anty-Boży, ale dlatego, iż to my jesteśmy bezbożni; nie dlatego, iż on jest silny, ale dlatego, iż my jesteśmy słabi, bo jeżeli będziemy poddani Bogu, to któż zdoła nas pokonać?”.
CHRZEŚCIJAŃSKA PSYCHOLOGIA A FREUDYZM
W 1946 roku dr Joshua Liebman, rabin ze świątyni Izrael w Bostonie i jeden z czołowych kaznodziejów radiowych w Stanach Zjednoczonych, opublikował bestseller o freudyzmie zatytułowany Spokój umysłu (Peace of Mind). Pierwszy nakład 20 000 egzemplarzy wyprzedał się w miesiąc. Do końca 1947 roku ponad 475 000 kopii zostało kupionych przez dręczonych lękiem Amerykanów, pragnących owego „spokoju umysłu”, który obiecywał autor. Cena za ten „spokój” była jednak wysoka. W rozdziale zatytułowanym „Sumienie czyni nas wszystkich tchórzami”, rabin Liebman rozprawił się z grzechem, poczuciem winy, pokutą i przykazaniami Bożymi, uznając je za relikty „wczesnych stadiów ludzkości”, od których najwyższy czas wyzwolić naszą naukową epokę.
Liebman zmarł niedługo po opublikowaniu swojej książki, ale była ona zbyt powszechnie czytana i naśladowana przez innych, aby pozostać bez odpowiedzi. Fulton Sheen odpowiedział Liebmanowi książką Pokój duszy (Peace of Soul), która osiągnęła popularność, w pełni dorównującą dziełu Liebmana. Oprócz wydania książkowego, publikowano ją również w odcinkach w świeckich gazetach, których redaktorzy dostrzegli, iż prawdziwy pokój jest możliwy tylko dzięki chrześcijańskiemu rozwiązaniu problemów torturujących ludzkie dusze.
„Jeśli dusze nie są zbawione” – rozpoczął Sheen – „nic nie jest zbawione. Nie będzie pokoju na świecie, dopóki nie będzie pokoju w duszi. Podczas II wojny światowej Pius XII powiedział, iż powojenny człowiek zmieni się bardziej niż mapa powojennej Europy. Właśnie ten powojenny, sfrustrowany człowiek, ta nowoczesna dusza, interesuje nas w tej publikacji”. Następuje czternaście rozdziałów ułożonych w kolejności freudowskiego panegiryku Liebmana. Rozpoczyna od „zdemaskowania” twierdzenia, jakoby psychoanaliza miała do zaoferowania w trosce o ludzkie dusze coś „nowszego i lepszego” niż mądrość Kościoła i jego świętych. „W całej gamie współczesnej psychologii nie napisano o frustracji, lękach i niepokojach niczego, co mogłoby się choć w niewielkim stopniu równać w głębi czy szerokości z traktatem św. Tomasza o uczuciach, Wyznaniami św. Augustyna czy traktatem Bossueta o pożądliwości”.
W odpowiedzi rabinowi, który opisał religię jako „skamielinę w epoce, która w poszukiwaniu zbawienia zwróciła się do Marksa, Freuda i Einsteina”, Sheen w logiczny sposób sprowadził różne napięcia badane przez psychologię do refleksji nad „głębszym napięciu metafizycznym, tkwiącym w każdej istocie ludzkiej, pomiędzy jej przygodnym i ograniczonym bytem a Nieskończonym i Absolutnym Bytem Boga”.
Zamiast poddania się uczuciom, które Liebman zalecał jako warunek spokoju umysłu, Sheen wyjaśnia i udowadnia, iż „lęku nie można wyleczyć przez poddanie się namiętnościom i instynktom; podstawową przyczyną naszego lęku jest niepokój w czasie, który wynika z faktu, iż zostaliśmy stworzeni dla wieczności. Gdyby gdziekolwiek na ziemi istniało miejsce spoczynku inne niż Bóg, możemy być całkowicie pewni, iż ludzka dusza w swojej długiej historii już dawno by je odnalazła”.
Mówiąc w imieniu freudystów, Liebman drwił z idei winy i grzechu. Ale grzech, mówi Sheen, jest nieustępliwy. „Jeśli trwamy w grzechu poprzez zaprzeczanie grzechowi, rozpacza bierze w posiadanie nasze dusze”. Następnie wymierza potężny cios w tych, którzy pod płaszczykiem nauki chcieliby zniszczyć fundamenty porządku moralnego. „Stan rozpaczy wywołany przez nieodżałowany grzech często osiąga punkt, w którym pojawia się jawny fanatyzm wymierzony przeciwko religii i moralności. Ten, kto odpadł od porządku duchowego, będzie go nienawidził, ponieważ religia nieustannie przypomina mu o jego winie”.
Dobrą opinię o Amerykanach świadczy fakt, iż Pokój duszy spotkał się z tak przychylnym przyjęciem. Kolejnym wyrazem ich wiary w Boga i objawioną prawdę był fakt, iż cotygodniowe programy telewizyjne biskupa Sheena emitowane w ogólnokrajowej sieci telewizyjnej zostały oficjalnie ocenione jako „wybitny wkład radia i telewizji w amerykańską kulturę w 1952 roku”. Te programy, noszące tytuł Life Is Worth Living (Warto żyć), były dramatyczną i ekspresyjną prezentacją zasad naszkicowanych w Pokoju duszy. We wtorkowe wieczory, od 20:00 do 20:30, widownia szacowana na od dwóch do pięciu milionów widzów słuchała i oglądała rzymskokatolickiego biskupa z kredą w dłoni, który przed tablicą wyjaśniał cel ludzkiego życia na tym świecie. Mówił o tym, jak z powodu upadku Adama do naszego życia wkroczył grzech i pożądliwość; jak z pomocą Bożej łaski i posługując się rozumem, możemy opierać się sile pożądania i unikać pułapek grzechu; oraz o tym, iż jeżeli do śmierci będziemy wiernie opierać się pokusom, będziemy szczęśliwi z Bogiem przez całą wieczność.
Stacja telewizyjna DuMont, która emitowała program, nie otrzymywała za to wynagrodzenia, a biskupowi przydzielono czas, który w żargonie telewizyjnym określa się jako „pasmo śmierci” (obituary spot) – kolidujące z dwoma niezwykle popularnymi programami w innych sieciach. Mimo tak potężnej konkurencji biskup odniósł spektakularny sukces. Stacja DuMont została zalana lawiną listów (8 500 tygodniowo). Oceny oglądalności jego programu uznawano za „niezrównane w porównaniu z jakimkolwiek innym programem o charakterze intelektualnym czy inspirującym” w amerykańskiej telewizji. Jeden z komentatorów telewizyjnych stwierdził wówczas: „Jest całkiem możliwe, iż to najwybitniejszy katolicki mówca od czasów Piotra Eremity”.
NAWRACAJĄCY
Zainteresowanie Fultona Sheena nawracaniem niekatolików i sprowadzaniem do Kościoła katolików, którzy odeszli, datuje się na pierwsze lata jego kapłaństwa. Wraz ze wzrostem jego popularności jako mówcy i pisarza, zaczęły mnożyć się prośby o naukę religii ze strony potencjalnych konwertytów – z imponującymi rezultatami. Senator Wagner (obrońca praw pracowniczych), Heywood Broun (felietonista i wolnomyśliciel), pisarka Gretta Palmer, skrzypek Fritz Kreisler, działaczka komunistycznego podziemia Elizabeth Bentley, czy Henry Ford II z koncernu motoryzacyjnego – to tylko niektórzy z „wielkich tego świata”, których biskup (jako ksiądz i prałat) Sheen przyprowadził do wiary katolickiej. Ale były też setki mniej znanych konwertytów: angielska aktorka, która później została mniszką klauzurową; Francuzka na skraju samobójstwa, którą ocalił i uczynił osobą codziennie przyjmującą Komunię Świętą; Żydówka, odrzucona przez rodzinę za to, iż została katoliczką, której pomógł otworzyć salon kosmetyczny; czy religijny fanatyk, który przyszedł do niego, żeby go znieważyć, a skończył jako gorliwy świecki apostoł wiary.
Biskup wymieniał trzy powody, dla których niekatolicy zwracają się ku Kościołowi:
- Kryzys moralny – zwłaszcza świadomość grzechu i pragnienie przebaczenia, co gwarantują sakramenty.
- Kryzys intelektualny – kiedy ludzie, którzy przez lata wędrowali przez pustynię agnostycyzmu, nagle uświadamiają sobie, iż w wierze katolickiej mogą znaleźć to intelektualne przekonanie i spokój duszy, których nadaremnie szukali gdzie indziej.
- Kryzys fizyczny – taki jak choroba, wypadek, utrata bliskiej osoby przez odejście lub śmierć – kiedy to uświadamiają sobie, iż tylko w naukach Kościoła mogą znaleźć odwagę i siłę woli potrzebną do niesienia swojego krzyża w zgodzie z wolą Bożą.
Zanim możliwe było rozpoczęcie katechez, potencjalny konwertyta musiał najpierw mieć chęć zostania katolikiem lub, w przypadku osób odchodzących, powrotu do Kościoła. Sheen wychodził na poszukiwanie owiec, nie wahając się odwiedzać ich osobiście, ani dzwonić i zapraszać do siebie.
Louis Budenz opuścił Kościół, by dołączyć do Partii Komunistycznej, a ostatecznie został redaktorem naczelnym komunistycznego Daily Worker. W 1937 roku publicznie zaprosił katolików do połączenia sił z komunizmem w interesie pokoju na świecie. Fulton Sheen odpowiedział mu w broszurze, pisząc: „Jestem przekonany, iż najwięksi propagandyści komunizmu nie wiedzą o nim praktycznie nic w sensie faktograficznym. Mówią o Rosji w ogólnikach lub utartym językiem własnej propagandy. Dlatego wierzę, iż wielu komunistów działa w dobrej wierze, i tu zaliczam również pana, panie Budenz”.
Niezadowolony tylko z tego, prałat umówił się na osobiste spotkanie z Budenzem w nowojorskim hotelu. Podczas kolacji Budenz zaczął argumentować na korzyść demokratycznych zalet nowej Konstytucji Radzieckiej. Ale, jak sam później wyznał: „Prałat Sheen zna sekret postępowania z ludźmi, którzy zerwali z Kościołem… Odsuwając pozostałe sztućce na stole, jakby chciał zrezygnować z jakiejkolwiek argumentacji, pochylił się do przodu i zawołał: «Porozmawiajmy teraz o Najświętszej Dziewicy!»”.
To był początek końca. Budenz wspominał dalej: „Natychmiast uświadomiłem sobie bezsens i grzeszność życia, jakim wtedy żyłem. Pokój, który płynie od Maryi, a który był moim udziałem we wczesnych latach, rozbłysł we mnie z przytłaczającą wyrazistością. Przez moment zabrzmiała mi w uszach modlitwa, która wywodzi się z pozdrowienia Gabriela: «Ave Maria, gratia plena». Jak często, pomyślałem, to błaganie wznosiło się od tysięcy ludzi w potrzebie i przynosiło im pokój – a ja, który wiem lepiej, je odrzucam!”. Powrót Budenza do Kościoła wymagał jeszcze sześciu lat żmudnych wysiłków, cierpliwej korespondencji i modlitwy, ale w końcu się udało, a Budenz stał się potem jednym z koronnych świadków przed amerykańskim Kongresem w walce z komunizmem w Stanach.
Clare Boothe Luce, kongresmenka i ambasador we Włoszech, opisała swoje nawrócenie w magazynie McCall’s (nakład ponad 4 miliony egzemplarzy) w serii artykułów The True Reason (Prawdziwy Powód). Mówiąc o człowieku, którego nauki ocaliły ją przed „bezbożnym i atawistycznym zaroślem freudyzmu” i przyniosły pokój Bożej prawdy, pisała:
Wielu ludzi jest ciekawych monsiniora Fultona J. Sheena. Chciałabym zaspokoić tę ciekawość, bo rozmowa o nim zawsze sprawia mi radość. Był on tak wspaniałym przyjacielem, będąc jednocześnie wielkim przyjacielem Boga, dokładnie wtedy, gdy tak bardzo potrzebowałam kogoś takiego. Mogę zapewnić, iż prawdą jest to, co mówią: w swoim apostolskim zale generuje on zarówno ciepło, jak i światło. Nigdy wcześniej nie spotkałam nauczyciela, który potrafiłby być jednocześnie tak cierpliwy i tak nieustępliwy, tak poetycki i tak praktyczny, tak wynalazczy i tak ortodoksyjny. I wbrew plotkom, nie ma w Ojcu Sheenie niczego szczególnie hipnotyzującego. To, co „hipnotyzuje” jego konwertytów, to nagły, niezwykły widok Prawdy, Miłości i Życia wiecznego, który jego nauki przed nimi otwierają. Ta „hipnoza” gwałtownie jednak mija – na co sam Ojciec Sheen liczy – gdy człowiek zaczyna uświadamiać sobie, iż to, czego wszyscy szukają, to w rzeczywistości widok własnego Domu. A Dom to miejsce, w którym można poruszać się swobodnie i łatwo, i nie trzeba przybierać póz ani rozmawiać szeptem.
Za tego wspaniałego nauczyciela, tego dobrego i utalentowanego profesora katolickiej filozofii, dziękuję Bogu. Często mnie pytano: „Czy zostałabyś katoliczką, gdyby nie Ojciec Sheen, który udzielał ci lekcji?”. Odpowiadam: „Oczywiście. Bóg chciał, abym była katoliczką, inaczej nie posłałby mnie do Ojca Sheena, najlepiej wyposażonego, aby oczyścić mój umysł z bzdur i napełnić go sensem płynącym od Naszego Pana, Jezusa”.
DYREKTOR KRAJOWY DZIEŁA ROZKRZEWIANIA WIARY
W 1950 roku ks. prałat Sheen objął stanowisko dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary w Stanach Zjednoczonych. W związku z nową funkcją zrezygnował z nauczania filozofii i niedługo zaczął osiągać wręcz niesamowite wyniki.
Aby uczynić misje bardziej znanymi, rozpoczął „rewolucyjne usprawnianie katolickich metod zbierania funduszy”. Śledząc nowe trendy w świeckim świecie wydawniczym, zauważył, iż najpopularniejsze stają się małe, kieszonkowe magazyny. Pierwszym krokiem była zmiana dużego, rotograwiurowego czasopisma Catholic Missions w niewielki, 48-stronicowy, dwumiesięczny format Mission. Trafne sentencje: „Większość ludzi jest nieszczęśliwa, ponieważ nie ponosi żadnych ofiar dla innych”; pilne apele, jak zdjęcie głodującego chińskiego dziecka podpisane: „Głód: 2/3 ludności świata kładzie się co noc spać głodna”; uderzające cytaty, chociażby z Pascala: „Mahomet wybrał drogę ludzkiego sukcesu, Jezus Chrystus – drogę ludzkiej porażki”; czy też statystyki misyjne: „W parafii św. Piotra w Bombaju w ciągu dwóch miesięcy rozdano łącznie 55 000 Komunii Świętych” – wszystko to zintegrowano z bieżącym komentarzem o cierpieniach pogan i pracy misjonarzy, kontrastując to z prosperity w Stanach Zjednoczonych i wskazując na potrzebę poświęcenia, jeżeli pragnienie Chrystusa, „aby wszyscy stanowili jedno”, ma się kiedykolwiek spełnić.
Oprócz małego Mission, nastawionego na popularny odbiór, biskup Sheen założył nowy kwartalnik Worldmission – pismo o charakterze naukowym, publikujące artykuły ekspertów z dziedzin misyjnych. Na przykład w wydaniu wiosennym 1953 roku znalazł się artykuł „Kościół Katolicki a Kultura Indii”, obok tekstu „Federacja w Brytyjskiej Afryce Środkowej”, a także „Rzemieślnicy z Ranchi” czy „Szansach w Wietnamie”. Wszystkie były starannie udokumentowane odnośnikami i przypisami. Kolejne kilkanaście stron to dział „Bieżące trendy”, podejmujący takie tematy jak „Kierunki sztuki chrześcijańskiej w Azji”, „Katolickie podręczniki dla Japonii” oraz „Poligamia – plaga Afryki Zachodniej”. Ostatnie dwadzieścia stron poświęcono krótkim recenzjom książek dotyczących misji i terenów misyjnych.
Na koniec, aby nieustannie przypominać wiernym o ich obowiązku wspierania misji, biskup pisał rozpowszechnianą przez agencję felietonową kolumnę „God Love You” (Niech Bóg cię kocha) – mieszankę wiadomości misyjnych i króciutkich apeli, która pojawiała się we wszystkich katolickich tygodnikach w kraju. Nadawał jej niezwykle osobisty charakter, potwierdzając publicznie dary otrzymane na misje. Na przykład: „Niech Bóg kocha J.F.G. «Proszę przyjąć ten dar w wysokości 10$ na misje. Miałem za to kupić książkę, ale może Misje mogłyby wykorzystać te książki w moim imieniu…». Niech Bóg kocha panią J.K., która zrezygnowała z pójścia do kina, by wysłać 5$ na Misje Ojca Świętego… Niech Bóg kocha A.D. «Moja mama właśnie dostała magazyn Mission, i jest mi bardzo żal tej głodnej, małej dziewczynki. Ten dolar z moich oszczędności jest po to, by ją nakarmić. Mam 8 lat…». Niech Bóg kocha T.L. «W załączeniu przesyłam przekaz na 15,65$. To moja pierwsza praca i chcę, aby moja pierwsza tygodniówka trafiła na Misje Ojca Świętego»”. Cotygodniowa rubryka zawsze podkreślała również potrzebę modlitwy za misje, przypominając, że: „Najgodniejszą sprawą jest modlić się za 1 100 000 000 pogan na świecie, którzy nie znają ani Najświętszego Serca, ani Niepokalanego Serca”.
APOSTOŁ MATKI BOŻEJ
Żaden opis jego zdumiewających osiągnięć nie byłby pełny bez odniesienia się do osobistego nabożeństwa biskupa Sheena do Matki Bożej oraz jego ogromnych wysiłków na rzecz szerzenia tego kultu w Stanach Zjednoczonych.
Wszystkie opublikowane przez niego książki są formalnie dedykowane Najświętszej Maryi Pannie, a każda z tych dedykacji jest inna i stanowi osobistą deklarację wielkiej miłości autora do Matki Chrystusa.
Na przykład: „Królowej bez zmazy pierworodnej poczętej… pomny na tysiące łask z opieki Tejże Dziewicy… dedykuje niegodny autor”.
Innym razem: „Dedykowane Maryi, łaskawemu, Matczynemu Sercu Zbawiciela Świata, w modlitewnej nadziei na nawrócenie Rosji”.
Albo jeszcze inaczej: „Dedykowane Kobiecie, którą kocham; Kobiecie, o której choćby Bóg marzył przed stworzeniem świata; Kobiecie, z której się narodziłem – za cenę bólu i cierpienia pod Krzyżem. Kobiecie, która – choć nie była kapłanem – na Wzgórzu Kalwarii mogła wyszeptać: «To jest Ciało moje, to jest Krew moja», bo nikt poza nią nie dał Mu ludzkiego życia. Kobiecie, która prowadzi moje pióro, tak nieporadne w dobieraniu słów, gdy opowiada o Słowie. Kobiecie, która w świecie nasyconym Czerwienią niesie z sobą Błękit nadziei”.
Przynajmniej trzy pełne tomy jego autorstwa bezpośrednio dotyczą osoby Maryi. W większości innych książek jest Ona obecna tak silnie, iż bez niej straciłyby one swą organiczną jedność. Jednak to właśnie w dziele Pierwsza miłość świata (The World’s First Love) bodaj najlepiej ujawnia się sekret inspiracji biskupa Sheena i powód jego apostolskiego sukcesu. Komentując boski paradoks, który czyni Maryję jednocześnie Dziewicą nad dziewicami i duchową Matką wszystkich ludzi, biskup Sheen pisał:
Podobnie jak dziewictwo nie jest przeciwieństwem miłości, nie jest również przeciwieństwem zrodzenia. Chrześcijańskie błogosławieństwo dziewictwa w żaden sposób nie unieważniło nakazu z Księgi Rodzaju „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, ponieważ dziewictwo również ma swoje zrodzenie. Poświęcenie Maryi w dziewictwie było wyjątkowe, gdyż zaowocowało zrodzeniem fizycznym – Słowem, które stało się ciałem. Ale ustanowiło ono również wzór dla zrodzenia duchowego, bo zrodziło życie Chrystusowe. Podobnie dziewicza miłość nie może być bezpłodna, ale na wzór św. Pawła, powinna powtarzać: „Ja was zrodziłem w Chrystusie jako najdroższe dzieci”.
Bóg, który potępił człowieka ukrywającego swój talent w ziemi, z pewnością nie pochwali tych, którzy zobowiązują się kochać Go z całego serca, a nie wydają z siebie żadnego nowego życia – nawróceń czy dusz zbawionych poprzez kontemplację. Antykoncepcja (ograniczanie zrodzenia), niezależnie od tego, czy jest stosowana przez męża i żonę, czy przez dziewicę poświęconą Chrystusowi, zasługuje na naganę. W Dniu Sądu Bóg zada wszystkim – małżonkom i dziewicom – to samo pytanie: „Gdzie są twoje dzieci?”. Dziewictwo jest przeznaczone do zrodzenia w takim samym stopniu jak miłość małżeńska; w przeciwnym razie Wzór-Dziewica nie byłaby Matką Chrystusa, nie dając tym samym przykładu innym, jak stawać się ojcami i matkami dla chrześcijan.
Biskup Sheen usilnie starał się dorastać do tego ideału. Naśladując Maryję, współpracował z Bogiem, niosąc życie Chrystusa tysiącom dusz, które Go nie znały, albo, znając Go, o Nim zapomniały. A Bóg błogosławił tym wysiłkom obfitością swoich łask.
Autor:
Great Catholic Books Newsletter
Wydanie poświęcone Fultonowi J. Sheenowi

1 godzina temu














