Ponieważ „każdy z nas zboczył na własną drogę”, Bóg „włożył” na swego Mesjasza „nieprawość nas wszystkich”. Sprawił, iż Syn poniósł razem z nami ciężar losu istot „chybiających celu”.
Prawica Haszem wzniesiona, prawica Haszem okazała moc (Ps 118,16)
…Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?! (Mk 15,34)
Podczas liturgii Wielkiego Piątku rozbrzmiewa tak zwany Trisagion: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!”. Kontemplacja krzyża łączy się z wołaniem do „Boga Mocnego” (tytuł Mesjasza – por. Iz 9,5), co koresponduje z wymową odczytanego chwilę wcześniej opisu Męki z Czwartej Ewangelii. Właśnie w tej wersji medytacyjnego opowiadania o Golgocie Ukrzyżowany jest przedstawiony jako emanujący mocą… choć zarazem z niej niekorzystający (por. J 18,4-11). Malowana słowem ikona ukazuje Chrystusa jako wyrzekającego się użycia siły, żeby w inny sposób pokonać drapieżny mrok („nadchodzącego wilka”, por. J 10,12).
Moc w bezsilności
Ukrzyżowany łagodnie, ale nieustępliwie staje na drodze światu „chybiającemu celu”, spieszącemu ku własnej zagładzie. Bierze na siebie i wytrzymuje impet zderzenia. Niezłomnie kochając, „uśmierca w sobie wrogość”, której ostrzem jest przebijany (por. Ef 2,16).
To dlatego czytamy, iż jest „Barankiem Boga, zabierającym chybienie świata” (ho Amnos tou Theou, ho airōn tēn hamartian tou kosmou, J 1,29). W Jego osobie droga życia („jestem drogą”, J 14,6) przecina drogę zatracenia i otwiera się przed każdym, kto jej zaufa (por. J 3,16). W ten sposób „odbiera” naszemu życiu zgubny kierunek.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Życie tracone na krzyżu staje się „okupem za wielu” (por. Mk 10,45), bo Jezus płaci nim za bliskość wobec odtrącających Go. Moc, której nie używa przeciw ludziom, to siła Miłości, która „wszystko znosi, wszystkiemu ufa, ze wszystkim wiąże nadzieję, wytrzymuje wszystko” (1 Kor 13,7).
To moc wiernej przyjaźni (hesed – łaski) wobec nieprzyjaciół, bycia „życzliwym (chrēstos) dla niewdzięcznych i złych” (por. Łk 6,35). Ta nieagresywna moc działa na głębszym poziomie realiów i „skutkuje w bezsilności” (en astheneia teleitai, 2 Kor 12,9). Dobro wytrwale świadczone niedobrym jest jak światło w głębokim mroku (por. J 1,5), jasny punkt oparcia dla oczu, dyskretnie wabiący – „wszystkich pociągający ku sobie” (por. J 12,32).
Bliskość Niewyczuwalnego
Równie dyskretnie działała w losie samego Jezusa moc Ojca, któremu ufał (a który „jest w ukryciu”, por. Mt 6,6). Biblia mówi o tym językiem paradoksu: „Za dni swego ciała zanosił z głośnym krzykiem i łzami prośby oraz błagania do Mogącego wybawić Go od śmierci (ek thanatou) – i został wysłuchany dla swej pobożności (eulabeia)” (Hbr 5,7). Użyte w greckim tekście sformułowanie da się odczytać na dwa sposoby.
Jeśli Jezus, który przecież poniósł śmierć, został zarazem „od niej” wybawiony, to znaczy, iż w istocie został wyratowany „ze śmierci” (ek thanatou). Doznał jej, w pełni jej doświadczył, ale Ojciec Życia był z Nim zarówno w trakcie męki (por. J 16,32), jak i wtedy, gdy Syn już „pościelił sobie w Hadesie” (por. Ps 139,8). Dzięki temu Jezus wprawdzie „zakosztował śmierci” (Hbr 2,9), ale ta śmierć nie była w stanie go w sobie „zatrzymać”, uwięzić na stałe (por. Dz 2,24). Jezus został z niej wydobyty.
Wspierająca bliskość Ojca trwała nie tylko pod powierzchnią całej sytuacji, ale choćby pod jej dnem – także w chwili, gdy najgłębsze odczucie Ukrzyżowanego znalazło wyraz w wersecie Psalmu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?!” (Ps 22,2). Ten tragiczny moment miał drugie dno, bo Jezus doświadczał braku kontaktu z Ojcem, który ze swej strony był z Nim w głębokim kontakcie. Innymi słowy Ojciec trzymał Go mocno, choć On tego nie czuł. Krzyk Ginącego nie pozostał bez odpowiedzi, ale była to odpowiedź bez słów, umykająca świadomości – jak uchwyt rąk dźwigających osobę nieprzytomną.
Zbawia nas radykalna bliskość Bliźniego Absolutnego – syjamskiego Bliźniaka każdego i każdej
Marek Kita
Przywołana w Liście do Hebrajczyków „pobożność” (eulabeia) to dosłownie głęboki respekt i związana z nim uległość. Jezus „za dni swego ciała” – funkcjonując w granicach ziemskiej kondycji – respektował tajemnicę „Boga ukrytego” (por. Iz 45,15), poddając się Jego „niezbadanym wyrokom” i prowadzeniu „drogami nie do prześledzenia” (por. Rz 11,33). Ojciec ukryty w sercu ludzkich losów prowadził Go ścieżką współodczuwania z nami „w ciele” (por. 1 J 4,2), wewnątrz doświadczenia dzieci świata.
Ponieważ „każdy z nas zboczył na własną drogę”, Bóg „włożył” (hipgia) na swego Mesjasza „nieprawość (avon) nas wszystkich” (Iz 53,6). Inaczej mówiąc, sprawił, iż Jego Syn poniósł razem z nami (i ostatecznie w naszym imieniu) ciężar losu istot „chybiających celu”, przekierowując polegających na Nim (por. J 3,16) na adekwatną ścieżkę życia, „drogę pokoju” (Łk 1,79). W kulminacyjnym momencie konfrontacji z trajektorią pogubionych – gdy nieprawość świata po prostu Go przygniotła – Syn Boga, będący „odbiciem Jego istoty” (Hbr 1,3), nauczył się ludzkiego posłuszeństwa w mroku niewiedzy (por. Hbr 5,8). Przesycił je Boskim poddaniem się Osobie kochającej i ukochanej (por. J 13,1; 14,31; 17,4-5). W efekcie otrzymaliśmy wzorcowe „posłuszeństwo wiary/zaufania” (hypakoē pisteōs, Rz 1,5; 16,26).
Drugie dno epizodu z Cyrenejczykiem
Ewangelie synoptyczne zawierają scenę, w której prowadzący Jezusa na śmierć żołnierze zmuszają przechodnia, by pomógł Skazańcowi nieść krzyż (por. Mt 27,32; Mk 15,21; Łk 23,26). Czwarty ewangelista pomija ten szczegół, akcentując sprawczość samego Jezusa (por. J 19,17).
Postać Cyrenejczyka zadomowiła się w religijnej wyobraźni i nieraz słyszymy rozważania o naszym współudziale w zbawieniu świata. Zresztą w innym miejscu Nowego Testamentu padają słowa o „dopełnianiu w mym ciele niedostatków utrapień Chrystusa” (Kol 1,24). Kontekst całego przekazu Ewangelii wyklucza myśl, iż Chrystus miałby „cierpieć za mało”. Chodzi zatem o przyjęcie przez wierzącego własnego udziału w ludzkim losie, który jest także losem Chrystusa – i w którym nie sposób uniknąć kłopotów, trudności, zmagań, agonii. Godząc się na nie, przyjmujemy obecność Zbawiciela w naszej obolałej egzystencji i pozwalamy Mu promieniować na nas i poprzez nas.
- Zbigniew Nosowski
Szare, a piękne
Tak, zbawia nas radykalna bliskość Bliźniego Absolutnego – syjamskiego Bliźniaka każdego i każdej. Jeszua-„Ratunek” to właśnie Imanu-El, „Bóg z nami” (por. Mt 1,21-23). Nasze „dopełnianie w sobie” Chrystusowego losu jest łaską, a nie przekleństwem, ponieważ Boski Syn Człowieczy napełnił swoją ziemską egzystencję naszym losem. Drugim dnem epizodu z Cyrenejczykiem jest fakt, iż to Jezus pomaga temu (i każdemu innemu) człowiekowi unieść jego życie i śmierć. Pomaga donieść je do zmartwychwstania, bo sam Jezus „z powodu oczekującej Go euforii przetrwał krzyż” (anti tēs prokeimenēs Autō charas hypemeinen stauron, Hbr 12,2). Chrześcijańska zgoda na cierpienie nie wynika z cierpiętnictwa, nie jest masochizmem.
Hosanna na głębokości
Tak więc już ukrzyżowanie Jezusa – oczywiście dopełnione zmartwychwstaniem, też ukrytym przed światem (por. Dz 10,40-41) – było okazaniem mocy Bożej ręki, wzniesionej w obronie człowieka (por. Ps 118,16). To odkrycie leży u podstaw Dobrej Wiadomości o Jezusie. W liście pisanym jeszcze zanim zredagowano Cztery Ewangelie apostoł Paweł stwierdza: „głosimy Chrystusa ukrzyżowanego: dla Żydów skandal, a dla narodów głupotę, ale dla powołanych – tak Żydów, jak i Greków – Chrystusa, Bożą moc i Bożą mądrość” (1 Kor 1,23-24).
Głoszenie Jezusa jako Chrystusa/Mesjasza było skandalem dla wyznawców judaizmu z okresu Drugiej Świątyni, bo ruchy mesjańskie czekały na zwycięskiego wodza oraz widzialne królestwo (por. Dz 1,6). Oczekiwały znaków Bożej mocy. Z kolei dla hellenistycznego świata, ceniącego mądrość – sztukę życia dobrego, więc szczęśliwego – głupotą wydawał się wzorzec w postaci Kogoś ginącego śmiercią tyleż okrutną, co hańbiącą. A jednak dla reagujących na powołanie do bliskości z Absolutnym Bliźnim ten właśnie ukrzyżowany Jezus stanowi znak mocy i wyraz mądrości spoza „tego świata” (por. J 18,36).
Zatem głosząc Jezusa „wypowiadamy mądrość wśród dojrzałych” (1 Kor 2,6) – trafiamy do serc/umysłów otwartych na inspirację ze strony „jedynego Mądrego” (Rz 16,27). Mądrość Boga wymyka się jednak myśleniu „obecnej ery” (tou aiōnos toutou) oraz jej władców. Nie spełnia kryteriów świata, który „chybia celu”. Natomiast skuteczność tej mądrości (jej moc) daje się doświadczyć – jakkolwiek w sposób paradoksalny – w życiu przekierowanym na adekwatny kurs.
W kolejnym liście Pawła czytamy opis doświadczenia apostołów, które w różnej mierze staje się udziałem wszystkich wierzących: „w każdy sposób uciskani, ale niezmiażdżeni, zbici z tropu, ale niezrozpaczeni, prześladowani, ale nieporzuceni, powaleni, ale niezgubieni. Zawsze umieranie Jezusa noszący w ciele, żeby i życie Jezusa w naszym ciele się przejawiło” (2 Kor 4,8-9).
Ręka Boga „podniesiona” w naszej obronie (por. Ps 118,16) okazuje się więc raczej sięgać w głąb każdej sytuacji, do głębokiego wymiaru egzystencji, na poziom serca. Zamiast uderzyć, dokonać siłowego „resetu” rzeczywistości, Bóg pracuje nad jej przemianą od wewnątrz. Jego Mesjasz stał się ziarnem zasianym w ludzkim świecie (por. J 12,24). Obumarł w środowisku grzechu (chybiania celu istnienia) i kiełkuje w przestrzeni tęsknoty „całego stworzenia”, a zwłaszcza osób wierzących, „mających pierwocinę Ducha” (por. Rz 8,22-23).
Prawa ręka Ojca, wieczny Syn, został podniesiony na wysokość krzyża i trwa podniesiony ze śmierci w sercu istnienia – jako „napełniający wszystko we wszystkim” (panta en pasin plēroumenos, por. Ef 1,23). Każde „tu i teraz” jest nasycone Nim, zawsze i wszędzie istnieje możliwość zaufania Mu i pójścia w Jego ślady.
Wtedy bycie ofiarą losu zmienia się w bycie darem dla otoczenia. Zaś afirmując innych i będąc dla nich darem – czyli kochając – człowiek, niezależnie od okoliczności, przechodzi „ze śmierci do życia” (por. J 5,24; 1 J 3,14). Wtedy dzieje się Pascha.

5 godzin temu






![Abp Galbas: w kazaniach nie chodzi o własną chwałę czy polityczne zyski, ale o zbawienie ludzi [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/26402062.jpg)









