Najbliższa niedziela da odpowiedź na pytanie, czy Węgrzy chcą tylko korekty, czy aż rewolucji.
Edytorial do tygodnika „Więź co Tydzień” z 9 kwietnia 2026:
Nem tudom. Gdy przed corocznym wyjazdem na Węgry odświeżaliśmy sobie nasz niezwykle ubogi zasób węgierskiego słownictwa, właśnie to wyrażenie – po polsku: nie wiem – padało jako pierwsze. Bo było najbardziej uniwersalne. A Węgry były z kolei najbardziej oczywistym kierunkiem na wakacyjny wyjazd dla mieszkańców Krosna i południowego Podkarpacia – zarówno rodzinny, jak i ze znajomymi. Bo niedaleko, bo niedrogo, bo ciepło, bo przyjaźni ludzie, bo Tokaj, bo piękne jeziora i pełne atrakcji baseny termalne.
Mam wrażenie, iż duża część opinii publicznej w Polsce dokładnie taką samą frazą – oczywiście w polskiej wersji – odpowiedziałaby na pytania: o co adekwatnie chodzi tym Węgrom w polityce? Dlaczego są tak prorosyjscy? Dlaczego głosują na Viktora Orbána? I w tym chyba rzecz, iż patrząc na Węgrów z daleka trudno ich zrozumieć, a odmienność języka jest tylko niewielką częścią problemu.
Wiele wskazuje na to, iż w najbliższy weekend po 16 latach Orbán straci stanowisko premiera. „Wydaje się, iż część społeczeństwa naprawdę uwierzyła, iż zmiana jest możliwa. Oferta Pétera Magyara wydaje się atrakcyjna” – mówi nam Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich, którego zaprosiliśmy do rozmowy, by lepiej zrozumieć sytuację u naszych przysłowiowych bratanków.
Bo choć zatrważające są wyrazy poparcia od Putina i Trumpa, jakie odbiera urzędujący premier, to prawdziwa zmiana może przyjść tylko dzięki poparciu społeczeństwa. Najbliższa niedziela da odpowiedź na pytanie, czy Węgrzy chcą tylko korekty, czy aż rewolucji.
Przeczytaj: Czy Węgrzy są gotowi na zmianę władzy?

3 godzin temu














