Péter Magyar ze swoją partią Tisza proponuje alternatywę odcinającą się zarówno od Fideszu Viktora Orbána, jak i od wcześniejszych rządów, które społeczeństwo nie wspomina najlepiej – mówi dr Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Kacper Mojsa: W najbliższą niedzielę, 12 kwietnia, oczy całej Europy zwrócą się ku Budapesztowi. Po szesnastu latach rządów Viktora Orbána i jego partii Fidesz Węgrzy staną przed jednym z najważniejszych wyborów ostatnich lat. Dotychczas nie pojawiła się tak realna i silna alternatywa polityczna jak Tisza z Péterem Magyarem na czele. Czy Węgrzy widzą w niej realną szansę na zmianę, czy raczej są już tak zmęczeni, a może choćby sfrustrowani obecną władzą, iż po prostu potrzebują nowego otwarcia?
Dr Andrzej Sadecki: Rzeczywiście, z jednej strony można to traktować jako swoisty plebiscyt po czterech kadencjach rządów Viktora Orbána. Widać dziś wyraźną frustrację społeczną związaną z trudną sytuacją gospodarczą, a także pewne zmęczenie Fideszem.
Z drugiej strony, nie jest to jednak jedynie głos sprzeciwu. Wydaje się, iż część społeczeństwa naprawdę uwierzyła, iż zmiana jest możliwa. Oferta Pétera Magyarawydaje się atrakcyjna. W przeciwieństwie do dotychczasowej opozycji, której nieustanne próby jednoczenia okazywały się nieskuteczne, Tisza jest nową siłą i reprezentuje młodsze pokolenie niż obecny premier.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Sam Magyar, choć w przeszłości funkcjonował na zapleczu Fideszu, dziś jawi się jako świeża postać. To lider nowej partii, której kandydaci nigdy wcześniej nie zasiadali w parlamencie, wchodzą do polityki jako debiutanci. To często lokalni działacze i liderzy społeczni, bez doświadczenia parlamentarnego czy rządowego. I właśnie w tym sensie Tisza proponuje coś zupełnie nowego: alternatywę odcinającą się zarówno od wieloletnich rządów Fideszu, jak i od wcześniejszych rządów lewicy i liberałów, które społeczeństwo także nie najlepiej wspomina.
Łatwo jednak skontrować ten brak doświadczenia. Viktor Orbán wielokrotnie próbował punktować Tiszę i samego Pétera Magyara, przedstawiając go jako polityka nieprzygotowanego do sprawowania władzy w trudnych dla Węgier czasach. Szczególnie często podkreślał, iż lider Tiszy nie poradzi sobie z wyzwaniami gospodarczymi, które dziś stoją przed krajem.
– To rzeczywiście było duże wyzwanie dla Pétera Magyara – przekonać wyborców, iż jest w stanie dokonać realnych zmian. By przeciwdziałać zarzutom o brak kompetencji, lider Tiszy starał się mocno podkreślać, iż udało mu się pozyskać do współpracy znanych i doświadczonych menedżerów, głównie z sektora biznesu. Jedną z kluczowych postaci tego środowiska jest István Kapitány – potencjalny minister gospodarki, menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorze energetycznym, który pełnił wysokie funkcje, również na poziomie międzynarodowym. Magyar przyciągnął też Anitę Orbán – osobę, która pełniła swego czasu funkcje publiczne w rządzie Orbána, a następnie zrobiła karierę w biznesie. W ten sposób kandydat Tiszy chciał pokazać, iż ma wokół siebie ludzi z realnym doświadczeniem i kompetencjami.
Ostatecznie wszystko zależeć będzie od tego, czy Węgrzy uwierzą, iż ich kraj potrzebuje całkowitego „nowego otwarcia”, czy też pozostaną ostrożni wobec politycznych debiutantów. Viktor Orbán, po szesnastu latach nieprzerwanego sprawowania funkcji premiera – a adekwatnie po dwudziestu latach łącznie u władzy – przez cały czas kreuje się na doświadczonego, odpowiedzialnego lidera. Jednak wydaje się, iż w społeczeństwie coraz mocniej wyczuwa się atmosferę znużenia i oczekiwania na zmianę.
Warto zauważyć, iż efekt nowości również potrafi się z czasem wyczerpać. choćby nowa polityczna „gwiazda” może po pewnym czasie budzić zmęczenie. Co szczególnie ciekawe, Magyar stara się odzyskać sferę symboliczną – tę związaną z historią i narodową tożsamością Węgier – którą przez lata silnie zawłaszczył Fidesz. To próba odwołania się do emocji, wartości i narracji narodowych, które dotąd były domeną rządzącej partii. To rodzi z kolei pytanie, do kogo adekwatnie Tisza kieruje swój przekaz?
– W największym stopniu trafia on do ludzi młodych – w najmłodszych grupach wyborców wręcz deklasuje Fidesz. Próbuje jednak przyciągać także tych wyborców, którzy dawniej głosowali na w tej chwili rządzących, i którym odpowiadały niektóre rozwiązania wprowadzane przez tę partię, np. restrykcyjna polityka migracyjna czy polityka prorodzinna.
Jednocześnie wielu z nich ma już dość wszechobecnej oligarchizacji, czyli sytuacji, w której w wielu sektorach gospodarki, by odnieść sukces, trzeba mieć bliskie relacje z partią. Problem ten stał się jeszcze bardziej dotkliwy w momencie, gdy sama sytuacja gospodarcza zaczęła się pogarszać. Jeszcze niedawno część wyborców mogła przymykać oko na nieprawidłowości, korupcję czy tworzenie się wielkich fortun wokół Orbána, myśląc: „dopóki nam się poprawia, nie ma co narzekać”.
Dziś, przy dużo gorszej kondycji gospodarki, po okresie wysokiej inflacji i niskiego wzrostu, hasła oczyszczenia życia politycznego i przywrócenia standardów są znacznie bardziej nośne.
Kwestie gospodarcze rezonują znacznie silniej niż tematy bezpieczeństwa, zwłaszcza iż na Węgrzech odsetek osób wskazujących je jako najważniejsze jest wyższy niż średnio w Europie
Andrzej Sadecki
Jeśli chodzi o profil Tiszy i samego Magyara, to świadomie przedstawia się on jako formacja nieideologiczna, typu catch-all. Generalnie można jego poglądy określić jako centroprawicowe, ale on sam nie sytuuję się jednoznacznie po żadnej stronie światopoglądowej. W jego programie widać zarówno elementy bardziej konserwatywne, jak i bardziej lewicowe, np. wyższe opodatkowanie najbogatszych. Z drugiej strony pojawiają się też hasła wzmacniania konkurencyjności i wspierania małych oraz średnich przedsiębiorstw, co brzmi bardziej liberalnie.
To mieszanka, która ma z jednej strony odpowiadać wyborcom rozczarowanym Fideszem, a z drugiej przyciągać elektorat dawnej opozycji, który Magyar w dużej mierze przejął już w ciągu ostatnich dwóch lat.
W tej kampanii wyraźnie rysują się dwie główne osie. Pierwsza to ta, związana z trudną sytuacją gospodarczą gospodarcza. Węgierskie społeczeństwo jest zmęczone wysokimi cenami oraz niską jakością usług publicznych. Z drugiej strony bardzo silne są nastroje antyukraińskie, na których wyraźnie gra Orbán.
Jak wynika z analiz przedwyborczych Ośrodka Studiów Wschodnich, Węgrzy postrzegają Rosję i Ukrainę jako niemal jednakowe źródła ryzyka. Co ciekawe, podobny, choć nieco słabszy, niepokój widać także wśród wyborców Tiszy. W niedawnym podcaście OSW zwracaliście uwagę, iż na billboardach na Węgrzech najczęściej można spotkać wizerunek nie Orbán czy Magyara, ale Zełenskiego. Która z tych dwóch osi jest dziś dla Węgrów istotniejsza? Czy obecny węgierski premier skutecznie gra kartą antyukraińską, próbując przykryć problemy gospodarcze?
– Oceniałbym to tak, iż nie do końca się to sprawdza. Narracja oparta na zagrożeniu zadziałała cztery lata temu, ale wtedy to zagrożenie było znacznie bardziej namacalne – wybory odbywały się zaledwie kilka tygodni po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wówczas Orbán wyszedł z obietnicą, iż nie dopuści do tego, by Węgry zostały wciągnięte w tę wojnę.
Dziś jednak pytanie brzmi, na ile zagrożenie ukraińskie jest dla obywateli rzeczywiście odczuwalne. Oczywiście istnieją kwestie, które od lat pozostają przedmiotem sporów, przede wszystkim prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu. Węgrzy w ogóle mają dość skomplikowane relacje z niemal wszystkimi sąsiadami, zwłaszcza z tymi państwami, w których żyją liczne mniejszości węgierskie – z Rumunią, Słowacją czy właśnie Ukrainą.
Ukraińcy od początku nie mieli tam szczególnie dobrej prasy, ale trzeba też jasno powiedzieć, iż antyukraińskie nastroje w dużej mierze zostały wykreowane przez obóz Orbána i były budowane w sposób bardzo świadomy.
Dlatego może Viktor Orbán buduje obraz Węgier jako państwa, które tylko on jest w stanie uchronić przed katastrofą. W tej narracji pojawia się z jednej strony Unia Europejska, która rzekomo chce wciągnąć Węgry w wojnę, a z drugiej sama Ukraina przedstawiana jest jako zagrożenie.
Czy ten przekaz nie zaczął się już jednak zużywać? Taka narracja może działać przez pewien czas, ale z czasem traci swoją siłę, zwłaszcza jeżeli – jak sam Pan wspomniał – nie ma już tej samej emocjonalnej intensywności co wcześniej.
Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?
– Ten przekaz z pewnością do pewnego stopnia się zużył, bo widać, iż kampanijna narracja oparta na zagrożeniu nie doprowadziła do zmniejszenia przewagi Tiszy w sondażach. jeżeli spojrzeć na badania dotyczące najważniejszych problemów wskazywanych przez Węgrów, wojna rosyjsko-ukraińska pojawia się dopiero na piątym miejscu. Na czoło wysuwają się kwestie gospodarcze: wysokie ceny, stan usług publicznych czy stan systemu ochrony zdrowia. To właśnie te sprawy rezonują znacznie silniej niż tematy bezpieczeństwa, zwłaszcza iż na Węgrzech odsetek osób wskazujących je jako najważniejsze jest wyższy niż średnio w Europie.
Oczywiście narracja rządowa była intensywnie promowana w mediach i do pewnego stopnia kształtowała postawy społeczne. Nie można też pominąć tego, iż niektóre wypowiedzi ukraińskich polityków czy urzędników łatwo wpisywały się w logikę przekazu Fideszu i go wzmacniały. Mimo to samo zagrożenie ukraińskie wydaje się dziś bardziej teoretyczne niż bezpośrednio odczuwalne, dlatego trudno przekonać nim większość społeczeństwa.
Twardy elektorat Fideszu pozostaje zmobilizowany antyukraińskimi hasłami, ale wygląda na to, iż to może nie wystarczyć do zdominowania nastrojów społecznych.
A co na to Magyar? Przecież już jako opozycjonista wobec Fideszu powielał rządową propagandę, która relatywizowała rosyjskie sprawstwo wobec pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Teraz jest już bardziej wstrzemięźliwy. Jak on zarządza tym tematem w kampanii? W jakim stopniu otwarcie wchodzi w debatę ukraińską, a w jakim ją spycha poza główny obieg kampanijny?
– Faktycznie jest bardzo wstrzemięźliwy w tych kwestiach i nie chce wypowiadać się zbyt konkretnie. W polityce zagranicznej deklaruje ogólne, a nie szczegółowe stanowisko: chce naprawić relacje z Unią Europejską i w NATO oraz stopniowo ograniczać zależność od Rosji – może nie z dnia na dzień, ale jednak systematycznie.
Jeśli chodzi o Ukrainę, tu wypowiada się szczególnie ostrożnie. Tak jak obecny rząd jest przeciwny przyspieszonej ścieżce akcesji do UE, ale w przeciwieństwie do Fideszu nie sprzeciwia się samej idei członkostwa Ukrainy. Można więc założyć, iż w przypadku wygranych wyborów przynajmniej nie będzie blokował kluczowych decyzji w Unii Europejskiej i NATO dotyczących wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada.
Myślę, iż wówczas nie będzie liderem, który stoi w czołówce jakiejś szczególnie asertywnej polityki wobec Rosji, ale na pewno odbiegnie od tej polityki, jaką widzieliśmy ostatnio ze strony Orbána, np. sankcji wobec Rosji oraz blokowania wsparcia finansowego. Rezultatem będzie raczej korekta niż jakakolwiek diametralna zmiana.
Warto dodać, iż obóz Viktora Orbána i jego media skrzętnie przemilczają z kolei inną kwestię – tego, kto zaczął wojnę z Iranem. Fidesz ma poparcie ze strony administracji Donalda Trumpa, czego wyrazem była chociażby ostatnia wizyta wiceprezydenta J. D. Vance’a. Ale czy ten zewnętrzny głos wsparcia ze strony USA na finiszu kampanii nie będzie dla Orbána raczej pocałunkiem śmierci niż atutem, który przyciągnie lub zmobilizuje wyborców?
– Wydaje mi sie, iż to po prostu nie będzie miało decydującego wpływu ani na plus, ani na minus – ewentualnie ten wpływ się zneutralizuje. Wizyta wiceprezydenta Vance’a – a nie samego Trumpa, na którą Orbán bardzo liczył – wygląda bardziej na nagrodę pocieszenia. jeżeli ktoś jest rozpoznawalny dla społeczeństwa węgierskiego, to jest to sam amerykański prezydent, a nie inni – choćby wysocy rangą – przedstawiciele rządu USA.
Czyli to był pewnego rodzaju akt ostatniej szansy? Desperacji?
– Myślę, iż tak. Tego samego dnia, kiedy Orbán praktycznie cały dzień spędził z Vance’em, Magyar miał siedem spotkań w różnych miejscach na Węgrzech. Rodzi się w związku z tym pytanie, czy faktycznie więcej nie zyskuje się, wychodząc bezpośrednio do wyborców, rozmawiając z nimi twarzą w twarz, niż budując przekazy oparte wyłącznie o wizytę amerykańskiego wiceprezydenta.
Rozmawiamy głównie o Fideszu i Tiszy, a może to inne partie okażą się po wyborach języczkiem u wagi. Według sondaży jedyną formacją wchodząca w grę, jeżeli chodzi o potencjalne przekroczenie progu wyborczego, wydaje się być skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny. Czy to oznacza, iż na węgierskiej prowincji nacjonalizm wciąż ma się dobrze?
– Bardzo interesujące jest to, iż Ruch Naszej Ojczyzny ma spore poparcie także w miastach, więc niekoniecznie dociera jedynie do prowincji. W pewnym sensie jest to partia antysystemowa, która opiera się zarówno na hasłach nacjonalistycznych, jak i tych antyestablishmentowych.
Czyli jest to potencjalny kandydat dla tych wyborców, którzy nie chcą głosować ani na jednych, ani drugich.
– Tak. Mimo wszystko, układ wyborczy idzie bardziej w stronę systemu dwupartyjnego. W tym właśnie tkwi siła Tiszy. Wcześniej Fidesz korzystał na tym, iż opozycja była rozdrobniona, a choćby wtedy, gdy w 2022 roku zjednoczyła się i wystawiła wspólnych kandydatów w okręgach jednomandatowych, wiele lewicowych wyborców nie chciało głosować na kandydatów prawicowych, a część wyborców prawicowych – na lewicowych, co doprowadziło ostatecznie do rozdzielenia głosów.
Dziś, przy dużo gorszej kondycji gospodarki, po okresie wysokiej inflacji i niskiego wzrostu, hasła oczyszczenia życia politycznego i przywrócenia standardów są znacznie bardziej nośne
Andrzej Sadecki
Czy potencjalna wygrana Tiszy może spowodować nowe otwarcie w relacjach z Europą?
– Pomimo, iż główny nurt polityki europejskiej pozostaje wobec Orbána krytyczny, istnieje sporo partii, które go wspierają. Według mnie, ewentualna zmiana władzy będzie miała duże konsekwencje regionalne. Premier Węgier wielokrotnie wspierał w Europie Środkowej nurt widoczny u premiera Słowacji, Roberta Fico, a w mniejszym stopniu także u szefa czeskiego rządu, Andreja Babiša.
Ten nurt opiera się na tym, by w polityce zagranicznej poszukiwać równowagi, a w praktyce także alternatyw na wschodzie, w formie współpracy z Rosją i Chinami. To właśnie Viktor Orbán sprawił, iż taka linia nie jest już totalnym tabu w polityce europejskiej. Jego przegrana stanowiłaby silny sygnał, osłabiający te trendy.
A czy sami Węgrzy są gotowi na zmianę władzy w Budapeszcie?
– Wiele na to wskazuje. Jednak system polityczny, jaki zbudował Fidesz, jest bardzo „zabetonowany”, więc Tisza w wielu kwestiach – jeżeli nie zdobędzie większości konstytucyjnej – i tak będzie miała silnie skrępowane ręce.
W tym układzie łatwo wyobrazić sobie scenariusz dużej niestabilności, co może doprowadzić do szybkiego rozczarowania wyborców nowym rządem. W takiej sytuacji Orbán, pozostając w opozycji, dalej zachowa mocne wpływy, bo pod kontrolą Fideszu pozostanie szereg kluczowych instytucji: Trybunał Konstytucyjny, bank centralny, prokuratura generalna i wiele innych.
Jeśli więc Tisza nie zdobędzie większości dwóch trzecich w parlamencie, jej rządzenie będzie wyjątkowo utrudnione, a cała „zabetonowana” przez Fidesz konstrukcja ustrojowa będzie dalej działać jak hamulec, który mocno ogranicza zakres możliwych zmian.
Dr Andrzej Sadecki – kierownik Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich, wcześniej wieloletni analityk ds. Węgier i współpracy regionalnej w Europie Środkowej.

3 godzin temu












![Sprzątanie staje się modne. Tomaszów, Przeorsk, Bełżec, Żerniki – tu ludzie dają przykład [ZDJĘCIA]](https://static2.kronikatygodnia.pl/data/articles/xga-4x3-sprzatanie-staje-sie-modne-tomaszow-przeorsk-belzec-zerniki-tu-ludzie-daja-przyklad-zdjecia-1775717047.jpg)

