Potrzebujemy nowych opowieści, które odmitologizowałyby polską szkołę i pokazały jej bardziej prawdziwą twarz.
Przeczytałam ostatnio nowinę, jakoby powstawał sequel „Dnia świra”. Rozentuzjazmowana podałam tę informację dalej, prędko jednak sprowadzono mnie na ziemię. Data publikacji wpisu: 1 kwietnia. Żart prima sort, rzeczywiście się nabrałam.
Ale szczerze mówiąc, nie widzę powodu, dla którego taki film nie mógłby powstać. Czemu niby pomysł ten wydaje się śmieszny? Czyżby nic się nie zmieniło od roku 2002?
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
„Dzień świra” naprawdę zasługuje na odkurzenie, a może choćby zrewidowanie. Izabela Kuna idealnie wcieliłaby się w główną rolę, którą przed laty grał Marek Kondrat, w końcu zawód nauczyciela jest dzisiaj w Polsce dalece sfeminizowany. choćby jeżeli istnieje spore ryzyko, iż z „duchowego sequela” wyszedłby odległy od pierwowzoru marny gniot, to wciąż mamy we współczesnej polskiej kulturze kilka obrazów szkoły i nauczycieli, które dałyby nam wyobrażenie, czym dziś ta szkoła jest, a czym powinna albo mogłaby być.
Może już czas, byśmy zaczęli o szkole nie tyle debatować, a myśleć nad namacalnymi scenariuszami z nią w roli głównej?
Nauczyciel – bohater tragiczny
Przypomnijmy fabułę filmu Koterskiego. Adaś Miauczyński to rozczarowany życiem polonista, który swoje porażki i dręczące go frustracje wyraża m.in. poprzez gorzkie poczucie humoru i cięte riposty – te w ramach wewnętrznego monologu. Celne i wulgarne komentarze niczym didaskalia do biurokratycznej szarzyzny dnia powszedniego wywołują u widzów salwy śmiechu. Faktycznie, trudno powstrzymać mimowolny chichot.
W istocie to śmiech przez łzy – widzimy przed sobą smutny obraz zmarnowanego życia, w którym szkoła jest dla belfra miejscem pochówku jego inteligenckich ambicji i aspiracji zawodowych. Tutaj nasz bohater pożegnał się z wielkimi marzeniami i przystał na powolne dogorywanie w cieniu niespełnionych możliwości oraz młodzieży, która ma go za skończonego idiotę.
W wizji reżysera szkoła jest nie tyle choćby źródłem życiowej bezsilności i rozgoryczenia, co symbolem porażki całego narodu, który biegł, ale nigdzie nie dobiegł. Wcieleniem pariasa, który po latach nauki odbiera swoją żałosną wypłatę, mówiąc pod nosem: „Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa!”. Obraz nędzy i rozpaczy, prawda? Dowcipna i powielana bez trudu klisza, która na stałe wpisała się w społeczny stereotyp na temat pracy dydaktycznej.
Szkoła to uniwersum niemal fantastyczne, które rządzi się własną logiką. Panują tu osobliwe prawa realizmu magicznego, w ramach których zjawiska nadprzyrodzone współistnieją z rzeczywistymi, a to, co groteskowe, stoi na równi z tym, co racjonalne
Martyna Leszczyńska
Tak sobie myślę, iż dzisiaj chyba nie trzeba być wcale nauczycielem, żeby popaść w rozczarowanie lub nałogi. Rytualne wypominanie światu swoich miernych zarobków jest zresztą niemalże tradycją, która nie zna podziałów. Niezależnie od wieku, wykształcenia czy miejsca zamieszkania, narzekanie na finanse buduje wspólnotę opartą na bogatym katalogu krzywd. „Mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną. Kręcę się po mieście z wiecznie zblazowaną miną. Mózg jak karabin, mógłbym zabić kogoś, zgładzić myślą. Ciągle w pogoni za tą straszną liczbą. Czyli sześć zer. Chciałbym kiedyś zrobić sześć zer” – Miauczyńskiemu wtóruje Taco Hemingway na albumie „Umowa o dzieło”.
Postać Adasia jest więc międzypokoleniowa, uniwersalna. To bohater tragiczny, z którym każdy z nas może się w jakimś sensie utożsamić, zobaczyć odbicie krążących mu w „rubasznym czerepie” uporczywych myśli, żalów i niewypowiedzianych na głos skarg.
Lekcje z niemożliwego
Osadzenie fikcyjnej historii w szkolnym uniwersum zdaje się mieć moc potęgowania absurdów otaczającej nas codzienności. Szkoła to bowiem uniwersum niemal fantastyczne, które rządzi się własną logiką. Panują tu osobliwe prawa realizmu magicznego, w ramach których zjawiska nadprzyrodzone współistnieją z rzeczywistymi, a to, co groteskowe, stoi na równi z tym, co racjonalne.
To przestrzeń, gdzie czas płynie nierównomiernie; jednym niemiłosiernie się dłuży, innym przelatuje między palcami. Głos nauczyciela jak zdarta płyta kręci się w nieskończoność, a powtarzane w pętli formuły zlewają się w niezrozumiały dla postronnych bełkot, który mimo wszystko miewa swoje „mocne” momenty. Jak w Hogwarcie: poprawnie wypowiedziane zaklęcie potrafi zmienić bieg zdarzeń. To, co wydaje się nierealne, tu z jakichś powodów nagle się wydarza.
Niemożliwe – pcha się na usta – a jednak, przed państwem kolejna lekcja z niemożliwego. Uczeń, który jeszcze chwilę temu był obecny jedynie ciałem na lekcji, ulatnia się celem pilnego wyjścia do toalety. Meandruje w ciszy szkolnych korytarzy, których ściany nagle zdają się komunikować tajnym szyfrem. Bezbrzeżnie interesujące wyrywają go z linearnego poczucia czasu. Pochłaniają uwagę, którą próżno zdobyć zwykle w klasie, jak gdyby chciały przekazać mu ukrytą głęboko w murach wiadomość.
- Damian Wyżkiewicz CM
- Dawid Gospodarek
Ostatni dzwonek
Zanim ciało i umysł ponownie zintegrują się w rejonach sklepiku szkolnego, uczeń ów będzie słyszał po drodze głosy niewiadomego pochodzenia, uporczywie nakłaniające go do podjęcia określonych działań. „Wystaw mnie” – zdają się mówić drzwi od męskiej toalety.
Chwilę później, na przerwie, rozlega się donośny głos nauczyciela: „Kto znowu wystawił te drzwi?!”. Urwany krzyk odbija się głucho o smutną, białą framugę i pozostaje zawieszony w powietrzu bez odpowiedzi.
Laboratorium opowieści
Tak, w szkole mają miejsce zjawiska paranormalne. Są one niezapowiedzianą, choć stałą częścią programu dnia. Chwiejna równowaga między ustalonym porządkiem a dziełem przypadku, tym, co wymyka się rozumowi i kontroli, uwidacznia się tu prawdopodobnie o wiele częściej niż gdziekolwiek indziej.
Czyni to ze szkoły naturalne laboratorium opowieści, które wciąż czekają, by zostać opowiedziane. Również te historie, których niesamowitość kryje się w powtarzalności, w szczelinach belferskiego istnienia, gdzieś w rytmie uderzeń codziennej monotonii. Niby te same scenariusze odgrywane wciąż na nowo przez kolejne roczniki, a jednak w tej złudnej powtarzalności kryje się potencjał nieskończonych wariacji.
W końcu szkoła dla wszystkich z nas była i jest czymś innym, inaczej ją pamiętamy, inaczej sobie wyobrażamy. To nie tylko drobne napięcia urastające do rangi prawdziwych dramatów, ale także małe momenty radości, chwilowe przebłyski geniuszu i rodzące się relacje, które urzekają swoją niewymuszoną prostotą oraz spontanicznością.
Współczesna polska szkoła okazuje się niewyeksplorowaną artystycznie przestrzenią, która w oczach dojrzałych twórców często służy jedynie za jednowymiarowe tło dla przepracowywania jednostkowych traum albo społecznych lęków. W wyobraźni zbiorowej to przez cały czas miejsce systemowych opresji, gdzie wśród uczniów umiera naturalna kreatywność, a u nauczycieli godność i satysfakcja z wybranej ścieżki zawodowej.
A co, gdyby tak wziąć tę narrację pod włos? Stworzyć film, któremu udałoby się przełamać panoszący się cynizm, nie popadając przy tym w egzaltowany banał lub wulgarną przesadę? Dość mamy idealistycznych wizji nauczycieli-mistrzów, którzy staną na stole i magicznie sprawią, iż wszyscy chcą czytać literaturę. Dość patologicznych historii, które burzą i bulwersują, ale stanowią daleki od normy społeczny margines.
Potrzebujemy nowych narracji, które odmitologizowałyby polską szkołę i pokazały jej bardziej prawdziwą twarz. Taką bez botoksu, bez niepotrzebnego dolewania kwasu. Narracji, gdzie fabuła nie jest rozdmuchiwana do granic możliwości dla podtrzymania uwagi. Potrzebujemy opowieści nieidealnej, ale autentycznej. W końcu, jak twierdzili Łona i Webber, „horyzonty tu nienajszersze, marne gusta, ale kto tak pięknie potrafi przypuszczać”.

13 godzin temu














