Homilia Papieska z Pompei

2 godzin temu

Pełny tekst homilii papieża Leona XIV w Pompei: Różaniec drogą do pokoju.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: Vatican Media/EWTN Polska
Photo credit: Vatican Media
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Drodzy bracia i siostry!

„Wielbi dusza moja Pana”. Te słowa, którymi odpowiedzieliśmy na pierwsze czytanie, wypływają z serca Dziewicy Maryi, gdy przedstawia Elżbiecie owoc swojego łona – Jezusa, Zbawiciela. Po niej dla Chrystusa śpiewać będą Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, oraz starzec Symeon. Te trzy kantyki każdego dnia wyznaczają rytm uwielbienia Kościoła w Liturgii Godzin. Są one spojrzeniem dawnego Izraela, który widzi wypełnienie swoich obietnic; są spojrzeniem Kościoła-Oblubienicy, zwróconym ku swemu Boskiemu Oblubieńcowi; są wreszcie domyślnym spojrzeniem całej ludzkości, która znajduje odpowiedź na swoje pragnienie zbawienia.

Sto pięćdziesiąt lat temu, kładąc kamień węgielny pod to Sanktuarium w miejscu, gdzie wybuch Wezuwiusza w 79 roku po Chrystusie pogrzebał pod popiołami ślady wielkiej cywilizacji, chroniąc je przez wieki, św. Bartolo Longo wraz z żoną, hrabiną Marianną Farnararo De Fusco, kładł fundamenty nie tylko pod świątynię, ale pod całe miasto maryjne. Wyrażał w ten sposób świadomość Bożego zamysłu, który św. Jan Paweł II – przemawiając w tym miejscu łaski 7 października 2003 roku, na zakończenie Roku Różańca – nakreślił na trzecie tysiąclecie w perspektywie nowej ewangelizacji: „Dzisiaj – mówił – podobnie jak w czasach starożytnych Pompejów, konieczne jest głoszenie Chrystusa społeczeństwu, które oddala się od wartości chrześcijańskich i traci o nich choćby pamięć”.

Dokładnie rok temu, kiedy powierzono mi posługę Następcy Piotra, przypadał właśnie dzień Supliki do Matki Bożej – ten piękny dzień Supliki do Matki Bożej Różańcowej z Pompei! Musiałem więc tutaj przybyć, aby złożyć moją służbę pod opiekę Najświętszej Maryi Panny. Wybór imienia Leon stawia mnie na śladach Leona XIII, który miał, pośród wielu innych zasług, także tę, iż rozwinął szerokie nauczanie o Różańcu Świętym. Do tego wszystkiego dochodzi niedawna kanonizacja św. Bartolo Longo, apostoła Różańca. Ten kontekst daje nam klucz do refleksji nad słowem Bożym, które dopiero co usłyszeliśmy.

Ewangelia o Zwiastowaniu wprowadza nas w moment, w którym Słowo Boże staje się ciałem w łonie Maryi. Z tego łona promieniuje Światło, które nadaje pełny sens historii i światu. Pozdrowienie, jakie anioł Gabriel kieruje do Dziewicy, jest wezwaniem do radości: „Raduj się, pełna łaski” (Łk 1, 28; por. Sof 3, 14). Tak, Ave Maria jest wezwaniem do radości: mówi Maryi, a w Niej nam wszystkim, iż na zgliszcza naszej ludzkości doświadczonej przez grzech, a przez to zawsze skłonnej do nadużyć, przemocy i wojen, spłynął dotyk Boga, dotyk miłosierdzia, który w Jezusie przyjmuje ludzkie oblicze. Maryja staje się w ten sposób Matką miłosierdzia. Jako uczennica Słowa i narzędzie Jego wcielenia, objawia się prawdziwie jako „pełna łaski”. W Niej wszystko jest łaską! Ofiarowując Słowu własne ciało, staje się Ona także – jak uczy Sobór Watykański II za św. Augustynem – „matką członków (Chrystusa)… ponieważ współpracowała miłością, aby w Kościele rodzili się wierni, którzy są członkami tej Głowy” (Lumen gentium, 53; por. św. Augustyn, De S. Virginitate, 6). W „Oto ja” Maryi rodzi się nie tylko Jezus, ale i Kościół, a Maryja staje się zarazem Matką Boga – Theotokos – i Matką Kościoła.

Wielka tajemnica! Wszystko dzieje się mocą Ducha Świętego, który osłania Maryję i czyni płodnym Jej dziewicze łono. Ten moment w historii ma w sobie słodycz i moc, które przyciągają serce i wznoszą je na te wyżyny kontemplacji, na których kiełkuje modlitwa Różańca Świętego. Modlitwa ta, powstała i rozwijająca się stopniowo w drugim tysiącleciu, zapuszcza korzenie w historii zbawienia, a swoje preludium ma właśnie w pozdrowieniu anioła skierowanym do Dziewicy. „Zdrowaś Maryjo”! Powtarzanie tej modlitwy w Różańcu jest jak echo pozdrowienia Gabriela – echo, które przemierza wieki i prowadzi wzrok wierzącego ku Jezusowi, widzianemu oczami i sercem Matki. Jezus uwielbiany, kontemplowany, przyswajany w każdej ze swoich tajemnic, abyśmy za św. Pawłem mogli powiedzieć: „Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 19).

Poprzedzone proklamacją słowa Bożego, osadzone między Ojcze nasz a Chwała Ojcu, Zdrowaś Maryjo powtarzane w Różańcu jest aktem miłości. Czyż nie jest adekwatnością miłości powtarzanie bez znużenia: „Kocham Cię”? Akt miłości, który na paciorkach koronki – co dobrze widać na obrazie maryjnym w tym Sanktuarium – pozwala nam wstępować ku Jezusowi i prowadzi nas do Eucharystii, która jest „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego” (Lumen gentium, 11). Był o tym przekonany św. Bartolo Longo, gdy pisał: „Eucharystia jest żywym Różańcem, a wszystkie tajemnice odnajduje się w Najświętszym Sakramencie w formie czynnej i żywotnej” (Il Rosario e la Nuova Pompei, 1914, s. 86). Miał rację. W Eucharystii wszystkie tajemnice życia Chrystusa są, by tak rzec, skoncentrowane w pamiątce Jego ofiary i w Jego rzeczywistej obecności. Różaniec ma rys maryjny, ale serce chrystologiczne i eucharystyczne (por. List ap. Rosarium Virginis Mariae, 1). jeżeli Liturgia Godzin wyznacza czasy uwielbienia Kościoła, Różaniec wyznacza rytm naszego życia, nieustannie sprowadzając je z powrotem do Jezusa i do Eucharystii.

Pokolenia wiernych były kształtowane i strzeżone przez tę modlitwę – prostą i ludową, a jednocześnie zdolną do mistycznych wyżyn i będącą skarbcem najbardziej istotnej teologii chrześcijańskiej. Co bowiem jest bardziej istotne niż tajemnice Chrystusa, niż Jego święte Imię wypowiadane z czułością Dziewicy Maryi? To w tym Imieniu, a nie w żadnym innym, możemy zostać zbawieni (por. Dz 4, 12). Powtarzając je w każdym Zdrowaś Maryjo, doświadczamy w pewien sposób domu w Nazarecie, jakbyśmy na nowo słyszeli głos Maryi i Józefa w ciągu długich lat, kiedy Jezus mieszkał z nimi. Doświadczamy także Wieczernika, gdzie Apostołowie z Maryją oczekiwali na zesłanie Ducha Świętego. To właśnie wskazało nam pierwsze czytanie. Jakże nie myśleć o tym, iż w owym czasie między Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą Maryja i Apostołowie prześcigali się w przypominaniu sobie różnych momentów z życia Jezusa? Żaden szczegół nie mógł umknąć! Wszystko należało zapamiętać, przyswoić, naśladować. Tak rodzi się kontemplacyjna droga Kościoła, której – na wzór roku liturgicznego – Różaniec oferuje syntezę w codziennym rozważaniu świętych tajemnic. Słusznie Różaniec uznano za streszczenie Ewangelii, które św. Jan Paweł II zechciał uzupełnić tajemnicami światła. Także ten wymiar był bardzo żywy u św. Bartolo Longo, który ofiarował pielgrzymom głębokie rozważania, aby uchronić Różaniec przed pokusą mechanicznego odmawiania i zapewnić mu oddech biblijny, chrystologiczny i kontemplacyjny, który musi go cechować.

Siostry i bracia, jeżeli Różaniec jest w ten sposób „omodlony” i, odważyłbym się powiedzieć, „celebrowany”, staje się on również naturalną koleją rzeczy źródłem miłości. Miłości do Boga, miłości do bliźniego: to dwie strony tego samego medalu, o czym przypomniało nam drugie czytanie z Pierwszego Listu św. Jana, kończące się wezwaniem: „Nie miłujmy słowem ani językiem, ale czynem i prawdą” (1 J 3, 18). Dlatego św. Bartolo Longo był apostołem Różańca i jednocześnie apostołem miłości. W tym Maryjnym Mieście przyjmował sieroty i dzieci więźniów, ukazując odradzającą moc miłości. Tutaj także dzisiaj najmłodsi i najsłabsi są przyjmowani i otaczani opieką w dziełach Sanktuarium. Różaniec kieruje wzrok na potrzeby świata, co podkreślał list apostolski Rosarium Virginis Mariae, proponując w szczególności dwie intencje, które pozostają paląco aktualne: rodzinę, cierpiącą z powodu osłabienia więzi małżeńskiej, oraz pokój, zagrożony przez napięcia międzynarodowe i ekonomię, która przekłada handel bronią nad szacunek dla ludzkiego życia.

Kiedy św. Jan Paweł II ogłaszał Rok Różańca – w przyszłym roku minie od tego ćwierć wieku – chciał go w szczególny sposób powierzyć opiece Matki Bożej Pompejańskiej. Od tego czasu czasy nie uległy poprawie. Wojny, które wciąż toczą się w wielu regionach świata, domagają się odnowionego zaangażowania nie tylko ekonomicznego i politycznego, ale także duchowego i religijnego. Pokój rodzi się wewnątrz serca. Ten sam Papież w październiku 1986 roku zgromadził w Asyżu przywódców głównych religii, wzywając wszystkich do modlitwy o pokój. Przy różnych okazjach, także niedawno, zarówno papież Franciszek, jak i ja, prosiliśmy wiernych na całym świecie o modlitwę w tej intencji. Nie możemy pogodzić się z obrazami śmierci, które każdego dnia serwują nam wiadomości. Z tego Sanktuarium, którego fasadę św. Bartolo Longo pojął jako pomnik pokoju, wznosimy dziś z wiarą naszą Suplikę. Jezus powiedział nam, iż modlitwa zanoszona z wiarą może wszystko wyjednać (por. Mt 21, 22). A św. Bartolo Longo, myśląc o wierze Maryi, nazywa Ją „wszechmocną przez łaskę”. Niech za Jej wstawiennictwem od Boga pokoju spłynie obfite miłosierdzie, które dotknie serc, ukoi urazy i bratobójczą nienawiść oraz oświeci tych, na których spoczywa szczególna odpowiedzialność za rządy.

Bracia i siostry, żadna ziemska potęga nie zbawi świata, ale tylko Boża moc miłości – ta Boża moc miłości, którą Jezus Pan nam objawił i podarował. Wierzmy w Niego, ufajmy Mu, naśladujmy Go!

Idź do oryginalnego materiału