Jak odnaleźć spokój w niespokojnych czasach?

2 godzin temu

W świecie pełnym lęku o przyszłość, zdrowie i bliskich, słowa Chrystusa „Niech się nie trwoży serce wasze” brzmią jak wyzwanie. Czy chrześcijaństwo to tylko zbiór zasad, czy realna droga z Osobą? Dowiedz się, dlaczego szukanie nieskończoności w rzeczach przemijalnych zawsze kończy się pustką i co to znaczy w praktyce, iż Jezus jest jedyną Prawdą, która wymaga konkretnych decyzji tu i teraz.

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Bracia i Siostry,
dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od słów, które są jak lekarstwo na niespokojne serce:
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!” (J 14,1)
Ale bądźmy uczciwi.
Czy nasze serca są spokojne?
Ile w nas dziś lęku…
o zdrowie, o przyszłość, o Kościół, o Polskę, o nasze rodziny…
Ile razy budzimy się w nocy z ciężarem myśli.
Ile razy nosimy w sobie niepokój, którego nie potrafimy nazwać.
A Jezus mówi:
„Niech się nie trwoży serce wasze.”
Nie dlatego, iż problemów nie ma.
Ale dlatego, iż On jest większy niż wszystkie problemy.
Największym problemem nie jest to, iż masz trudności.
Największym problemem jest to, komu w tych trudnościach wierzysz bardziej — Bogu czy swojemu lękowi.

Bracia i Siostry,
chwilę później Jezus mówi coś jeszcze bardziej zdumiewającego:
„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele… idę przygotować wam miejsce” (J 14,2)
To znaczy jedno:
Twoje życie nie kończy się tutaj.
Nie jesteś stworzony do lęku.
Nie jesteś stworzony do chaosu.
Nie jesteś stworzony do przypadkowości.
Jesteś stworzony do nieba.
– dlatego żadna ilość pieniędzy nie daje pokoju
– dlatego choćby największy sukces nie wypełnia serca
– dlatego człowiek, który ma wszystko… potrafi być wewnętrznie pusty
Święty Augustyn powiedział:
„Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie — i niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.”
I dlatego świat, choć daje wszystko…
nie daje pokoju.
Bo człowiek szuka nieskończoności — w rzeczach skończonych.

I wtedy odzywa się Tomasz:
„Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14,5)
To jest pytanie każdego z nas.
Jak żyć?
Jaką drogą iść?
Komu zaufać w świecie pełnym sprzecznych głosów?
I Jezus odpowiada jednym z najmocniejszych zdań Ewangelii:
„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6)
Zatrzymaj się…!
On nie mówi: „znam drogę”.
On nie mówi: „pokażę ci drogę”.
On mówi:
„Ja jestem drogą.”
To znaczy:
albo idziesz z Nim…
albo błądzisz.
Nie ma trzeciej drogi.
Można iść szybko.
Można iść pewnie.
Można mieć plan.
A jednocześnie iść… w złym kierunku.

Bracia i Siostry,
świat dzisiaj mówi:
„każdy ma swoją prawdę”
„każdy idzie swoją drogą”
„wszystko jest względne”
A Jezus mówi:
„Ja jestem prawdą.”
Nie jedną z wielu.
Nie opcją.
Nie propozycją.
Prawdą.
I to jest trudne.
Bo prawda wymaga decyzji.
Nasz ukochany Św. Jan Paweł II mówił:
„Wymagajcie od siebie, choćby gdyby inni od was nie wymagali.”
A my często chcemy życia… bez wymagań.
Wiary… bez konsekwencji.
Chrześcijaństwa… bez nawrócenia.
To się nie uda.

Bracie… Siostro…
trzeba dziś postawić bardzo konkretne pytanie:
czy ja naprawdę idę za Chrystusem — czy tylko o Nim słucham?
Bo można znać Ewangelię…
a nie iść drogą Ewangelii.
Można mówić o wierze…
a żyć tak, jakby Boga nie było.
Można być blisko Kościoła…
a sercem być daleko od Boga.
To nie jest wiara. To jest iluzja.
To jest chrześcijaństwo bez nawrócenia.
A chrześcijaństwo bez nawrócenia kończy się duchową śmiercią.

Jezus mówi dalej:
„Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9)
Czyli:
jeśli chcesz wiedzieć, jaki jest Bóg — patrz na Jezusa.
A jaki jest Jezus?
Cichy. Pokorny.
Miłosierny.
Ale też wymagający…
Nie zgadza się na grzech.
Nie relatywizuje prawdy.
Nie dostosowuje się do świata.
I dlatego wielu Go odrzuciło.
I dziś też wielu Go odrzuca.
Bo łatwiej jest stworzyć sobie Boga „po swojemu”…
niż przyjąć Boga prawdziwego.
Święta Teresa z Ávili mówiła:
„Bóg nie zmienia się nigdy — zmieniamy się my.”

Bracia i Siostry,
Jezus mówi jeszcze coś, co powinno nami wstrząsnąć:
„Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję — owszem, i większe od tych uczyni” (J 14,12)
To znaczy:
Twoje życie ma znaczenie.
Twoja wiara ma być żywa.
Widoczna.
Konkretna.
Nie tylko w słowach.
Ale w czynach.
Święty Ojciec Pio powiedział:
„Wiara bez uczynków jest jak ciało bez duszy.”

Bracie… Siostro…
może dziś jesteś zagubiony.
Może boisz się przyszłości.
Może nie wiesz, jaką decyzję podjąć.
Jezus nie daje Ci dziś mapy.
On daje Ci siebie.
Bo chrześcijaństwo to nie jest droga według zasad.
To jest droga z Osobą.
I mówi:
„Zaufaj Mi. Idź za Mną.”
To wystarczy.

I dlatego kończymy w miejscu najważniejszym:
Eucharystii.
Bo tutaj spotykasz Drogę.
Prawdę.
I Życie.
Nie teorię.
Nie ideę.
Ale żywego Boga.
Jeśli nie budujesz życia na Chrystusie — budujesz na piasku.
A wszystko, co zbudowane bez Boga — prędzej czy później się rozsypie.

Bracia i Siostry,
dzisiejsze Słowo Boże nie jest do rozważania na później.
To jest wezwanie na teraz. Na dzisiaj.
Można całe życie słuchać o Jezusie…
i nigdy naprawdę za Nim nie pójść.
Albo Jezus jest Twoją drogą…
albo szukasz drogi po omacku.
Albo Jezus jest Twoją prawdą…
albo żyjesz w półprawdach.
Albo Jezus jest Twoim życiem…
albo tylko istniejesz.
Dziś trzeba podjąć decyzję.
Nie jutro.
Nie kiedyś.
Ale w tym momencie. Dlaczego? Bo dla Boga liczy się: TERAZ.
A zatem dziś nie pytaj: „czy wierzę?”
Zapytaj: „czy idę?”
Może dziś Bóg nie chce, żebyś wszystko zrozumiał.
Może chce, żebyś w końcu… zaufał.
Niech Jezus umocni nasze serca.
Niech zabierze nasz lęk.
Niech stanie się naszą drogą, prawdą i życiem.
JEZU, UFAM TOBIE.
Amen.

Idź do oryginalnego materiału