Czy rany na ciele Biedaczyny z Asyżu były jedynie wynikiem skrajnej empatii, czy realną pieczęcią Boga? Odkryj tajemnicę sanktuarium La Verna, gdzie we wrześniu 1224 roku dokonał się przełom, który na zawsze połączył ludzkie cierpienie z Boską męką.
Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: Jan Włodzimierz Brewczyński, EWTN Polska | 14 marca 2026 |Photo credit: Ludovico Cigoli, domena publiczna
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Święty Franciszek bez wątpienia dokonał rewolucji w wielu kwestiach. Jego porzucenie bogactwa, podejście do natury, założenie zakonu, czy uzyskanie zgody na działalność na terenach muzułmańskich zdecydowanie zasługują na miano rewolucji. Do tego został pierwszym w historii opisanym stygmatykiem. A jego stygmaty mają własne wspomnienie w kalendarzu świąt liturgicznych obok Hildegardy, czy Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, czyli 17 września.
Wydarzenia na surowych zboczach La Verna (należącego do góry Penna) w Toskanii z 1224 roku stanowią rewolucję w duchowości pasyjnej i nowy motyw w ikonografii. To nie tylko historia pobożnego uniesienia, ale radykalny zapis fizycznego zjednoczenia człowieka z Chrystusem Ukrzyżowanym.
Fenomen „gwoździ” z tkanki
Dwa lata przed swoją śmiercią Franciszek, schorowany, niemal niewidomy i osłabiony wewnętrznymi sporami dynamicznie rosnącego zakonu, wycofał się na czterdziestodniowy post ku czci św. Michała Archanioła. Towarzyszył mu jedynie brat Leon.
Według wczesnych biografów, w tym Tomasza z Celano i św. Bonawentury, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego Franciszek ujrzał coś, co wymykało się ówczesnym definicjom piękna i przerażenia. Z nieba zstąpił Serafin – anioł o sześciu skrzydłach, jaśniejący i płonący, który jednocześnie nosił w sobie obraz Człowieka Ukrzyżowanego. Na ciele świętego Franciszka zostały „nadrukowane” znamiona.
Według Tomasza z Celano, hagiografa piszącego zaledwie trzy lata po śmierci świętego: „Jego ręce i stopy wydawały się przebite gwoźdźmi… Głowy gwoździ były okrągłe i czarne, zaś ostrza były długie i zagięte, wystające z ciała”.
Z perspektywy historycznej jest to opis unikalny. Franciszek nie nosił „jedynie” krwawiących otworów. Rany te krwawiły, sprawiały mu ogromny ból i utrudniały chodzenie, przez co ostatnie dwa lata życia święty musiał być często transportowany na osiołku.
Święty Franciszek zmarł 3 października 1226 roku. Leżąc nago na gołej ziemi, zgodnie ze swoim życzeniem, po raz ostatni pokazał rany, które przez dwa lata były jego najcięższym i jednocześnie najcenniejszym ciężarem.
Niedowierzanie
Ta drastyczna forma stygmatyzacji sprawiła, iż Biedaczyna stał się „żywym obrazem” Zbawiciela i Bożej miłości. To oczywiście budziło lęk i zdumienie choćby wśród współczesnych mu hierarchów. Franciszek do końca życia starał się ukrywać te znaki pod habitem, traktując je jako intymną pieczęć Przymierza.
Wieść o ranach Franciszka rozeszła się dopiero po jego śmierci, gdy brat Eliasz ogłosił to w specjalnym liście do zakonu. Sceptycyzm był wówczas ogromny. Kościół pod przewodnictwem Grzegorza IX stanął przed nie lada wyzwaniem. Jednak autorytet Franciszka i świadectwa osób, które obmywały jego ciało, były tak silne, iż papież oficjalnie potwierdził autentyczność tych znaków, ustanawiając Franciszka „żywym obrazem Chrystusa”.
Oczywiście kwestia tych stygmatów budzi do dziś kontrowersje również wśród współczesnych. Współczesna medycyna próbuje racjonalizować stygmaty, sugerując wpływ chorób tropikalnych lub skrajnej autosugestii, jednak fenomen trwałości i struktury ran Franciszka wymyka się prostym diagnozom.
Jedna z hipotez medycznych sugeruje, iż święty mógł cierpieć na ciężką postać malarii w połączeniu z plamicą. Choroby te mogą wywoływać krwawe wybroczyny i zmiany skórne. Jednakże opis „gwoździ” z tkanki pozostaje dla medycyny niewyjaśniony.
Inni badacze wskazują na skrajną formę somatyzacji. Franciszek był człowiekiem o niezwykłej empatii i wyobraźni. Jego wieloletnie posty, brak snu i całkowite skupienie na męce Pańskiej mogły doprowadzić do sytuacji, w której układ nerwowy miałby wymusić na organizmie reakcję fizjologiczną w miejscach najwyższego napięcia emocjonalnego.
Polski wątek
Na zakończenie warto wspomnieć, iż La Verna (łac. Alverna) trafiła również do Polski. Krzysztof Koryciński herbu Topór, który podczas swojego pobytu we Włoszech przebywał w pustelni La Verna postanowił ufundować na wzór pustelni podobne miejsce na ziemiach polskich. Po perypetiach finansowych, dziś można modlić się tam w kościele pw. stygmatów św. Franciszka z Asyżu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ:
słowa kluczowe:
św. Franciszek z Asyżu; stygmaty; Alwernia; męka Pańska; zjawiska nadprzyrodzone; La Verna; Toskania; Włochy;

2 godzin temu