Im więcej potencjalnych relacji, tym mniej realnej więzi. Im większe poczucie skuteczności w zdobywaniu kobiecych ciał, tym większa potrzeba, by nie wejść w możliwą zależność.
Co to adekwatnie znaczy, kiedy mężczyzna mówi, iż „może mieć każdą”? Czy chodzi o wolność wyboru, utwierdzenie się w atrakcyjności, potwierdzenie własnej siły? A może o coś znacznie mniej oczywistego – o sposób przeżywania relacji, w którym bliskość zostaje zastąpiona dostępnością, a spotkanie zamienia się w serię możliwości?
W tym zdaniu kryje się pewien paradoks. Im więcej potencjalnych relacji, tym mniej realnej więzi. Im większe poczucie skuteczności w zdobywaniu kobiecych ciał, tym większa potrzeba, by nie wejść w możliwą zależność. Pomiędzy pragnieniem bycia pożądanym a lękiem przed byciem naprawdę zobaczonym rozciąga się przestrzeń, w której seksualność może stać się nie tylko źródłem przyjemności, ale także subtelną strategią obrony przed czuciem.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Seksualność jest z jednym z centralnych wymiarów ludzkiej psychiki, w którym intensywnie działają mechanizmy obronne. Seksualizacja relacji redukuje drugą osobę do ciała, do funkcji, do przedmiotu pożądania. Upraszcza. Uprzedmiotawia. Chroniąc często przed czymś wewnętrznie znacznie groźniejszym – przed zależnością emocjonalną, bezbronnością, i przed wstydem związanym z odsłonięciem siebie.
Bliskość oznacza bowiem ryzyko: bycia zobaczonym w swojej kruchości, niedoskonałości, dziecięcej potrzebie miłości. Dla wielu mężczyzn – wychowanych w kulturze premiującej autonomię, kontrolę i sprawczość – przyznanie się do potrzeby przywiązania bywa doświadczeniem zagrażającym tożsamości. Seksualizacja i erotyzacja relacji pozwalają utrzymać iluzję kontroli: „to ja wybieram”, „to ja zdobywam”, „to ja odchodzę pierwszy”. W tej wewnętrznej logice relacja jest polem gry, nie przestrzenią wzajemności.
W teorii relacji z obiektem podkreśla się znaczenie wczesnej więzi z opiekunem. jeżeli doświadczenie pierwotnej zależności było niestabilne – naznaczone chłodem, odrzuceniem, przemocą, zaniedbaniem lub nadmierną kontrolą – dorosła bliskość może aktywować dawne nieświadome lęki. Zamiast bezpiecznej zależności pojawia się groźba pochłonięcia albo opuszczenia.
Mężczyzna, który „może mieć każdą”, często nie dopuszcza do sytuacji, w której ktoś mógłby mieć jego tak naprawdę. Nie pozwala się wybrać, nie pozwala się (sobie) zatrzymać. Relacje utrzymuje na poziomie intensywnej erotyki, która daje iluzję głębi, ale nie wymaga odsłonięcia prawdziwego „ja”. Kompulsywny seks staje się językiem kontaktu, który nie prowadzi do rozmowy. Intensywność zastępuje intymność.
Bliskość zawsze niesie ze sobą ryzyko i ambiwalencję – zachwyt i przerażenie, ekstazę i lęk. Odrzucając ją w imię nieograniczonego wyboru, mężczyzna chroni się przed cierpieniem, ale jednocześnie skazuje na samotność
Marta Rużyłowicz-Szeremeta
Heinz Kohut opisywał narcystyczne mechanizmy obronne jako próbę ochrony kruchego Self. Na kruchych mężczyzn kolejne podboje seksualne mogą działać jak „zastrzyki” potwierdzenia: jestem pożądany, więc istnieję. Każda nowa relacja przynosi chwilowe wzmocnienie, ale nie buduje stabilnego poczucia siebie. W rezultacie pojawia się przymus powtarzania – kolejna kobieta, kolejna noc, kolejny dowód na potwierdzenie własnej skuteczności.
Paradoksalnie im większa liczba erotycznych kontaktów, tym silniejsze może być poczucie pustki. Uznanie zdobyte przez uwodzenie nie jest bowiem uznaniem za to, kim się jest, ale za to, jak się działa. Intymność wymagałaby zatrzymania i ryzyka konfrontacji z pytaniem: czy ktoś mógłby mnie kochać, gdybym przestał imponować? Gdybym nie był w roli zdobywcy, mistycznego kochanka?
„Móc mieć każdą” brzmi także jak fantazja o nieskończonej wolności. Absolutna wolność od więzi bywa często w istocie ucieczką od lęku przed utratą. jeżeli nie angażuję się naprawdę, nie mogę zostać naprawdę porzucony. jeżeli relacja jest tylko grą erotyczną, jej koniec nie dotyka najgłębszych warstw mojej psychiki. Zawsze mogę sobie to wytłumaczyć prostym: na to się umawialiśmy, takie są zasady.
W ten sposób seksualizacja relacji działa jak amortyzator: chroni przed bólem związanym z możliwym odrzuceniem, ale też tłumi możliwość odczuwania głębokiej euforii z prawdziwie bliskiego spotkania. Bliskość zawsze niesie ze sobą ryzyko i ambiwalencję – zachwyt i przerażenie, ekstazę i lęk. Odrzucając ją w imię nieograniczonego wyboru, mężczyzna chroni się przed cierpieniem, ale jednocześnie skazuje na samotność. Wszechmoc okazuje się krucha: powtórzę, im więcej możliwości, tym mniej realnych więzi.
- Krystyna Czerni
Cisza i zgiełk obrazów
Prawdziwie intymna więź zaczyna się tam, gdzie kończy się erotyczna gra. Nie opiera się ani na podboju, ani na pustym podziwie, ale na wzajemnym uznaniu podmiotowości obojga stron relacji. To przejście od relacji z „obiektem częściowym” – ciałem, funkcją, fantazją – do relacji z osobą jako całością, z jej historią, lękami i pragnieniami. To uznanie tego, iż druga strona nie jest przedłużeniem naszego Ja ani lustrem potwierdzającym nasze poczucie własnej wartości.
Erich Fromm pisał, iż miłość dojrzała to akt woli i decyzji, a nie tylko uczucie. Intymność jest praktyką – codziennym wyborem głębokiej obecności. Nie polega wyłącznie na intensywności przeżyć, ale na umiejętności trwania, choćby wtedy, gdy opada pierwsza fascynacja. Obejmuje odpowiedzialność, troskę, szacunek i poznanie, a adekwatnie codzienne poznawanie. Seksualność nie znika, ale przestaje być sprawdzianem dla poczucia własnej wartości; staje się językiem bliskości, a nie jej substytutem.
Z perspektywy teorii przywiązania prawdziwa więź daje poczucie „bezpiecznej bazy”. Oznacza to, iż mogę być zależny, nie tracąc siebie. Mogę odsłonić słabość, nie obawiając się upokorzenia. Mogę przeżyć konflikt, nie traktując go jako zapowiedzi katastrofy. Intymność nie usuwa lęku przed utratą – ale sprawia, iż nie rządzi on relacją.
W prawdziwej bliskości pojawia się zdolność widzenia w drugim człowieku autonomicznego świata wewnętrznego. Zamiast pytać: „czy wciąż mnie pragniesz?”, zaczynam pytać: „co czujesz i czego potrzebujesz?”, „co przeżywasz?”. To subtelne przesunięcie z pierwotnego narcyzmu ku dialogowi i relacyjności. Spotkanie dwóch podmiotów, a nie dwóch strategii zdobywania dla potwierdzenia siebie.
Dlatego „móc mieć każdą” może tak naprawdę oznaczać „nie móc spotkać żadnej”. Bo spotkanie zaczyna się tam, gdzie kończy się strategia. Tam, gdzie seksualność przestaje być tarczą obronną, a staje się jednym z wymiarów relacji – nie jej namiastką.
Męski lęk przed bliskością często jest śladem dawnych zranień, które znajdują ujście w erotycznej wszechmocy. Dopiero gdy seksualność przestaje służyć obronie, może stać się przestrzenią autentycznej więzi – takiej, w której nie chodzi o to, by „mieć”, ale by być z kimś i ze sobą samym naprawdę. W tej przestrzeni mężczyzna nie musi udowadniać swojej wartości przez ilość podbojów. Wystarczy, iż pozwoli jednej osobie zobaczyć siebie bez zbroi – i sam odważy się zobaczyć ją w całej jej odrębności.
Tekst ukazał się na Facebooku. Tytuł od redakcji Więź.pl

4 godzin temu
26-02-25.webp)




![Pomoc dla księży w kryzysie. Diecezja powołuje zespół specjalistów [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2019/02/c5aa92fc013d9e88e09a0fd10f12aacc.jpg)









