Nie chcemy już wojny

2 godzin temu
„Chcemy Libanu, który żyje w pokoju i spokoju, chcemy znaleźć pracę dla naszej młodzieży, chcemy, aby rodziny nie czuły się już zmuszone do opuszczania swoich wsi [...] nadszedł czas, aby jeszcze głośniej zabrać głos: nie chcemy już wojny” – tymi słowami maronicki proboszcz parafii św. Jerzego w Rumajsz zareagował na wiadomość, iż ogłoszone w przez Iran, Stany Zjednoczone i Izrael zawieszenie broni nie będzie miało zastosowania w Libanie.„Spodziewaliśmy się tego” – powiedział ojciec Elias. „Rumajsz to ostatnia chrześcijańska wioska przed granicą z Izraelem. Nie jesteśmy blisko granicy – jesteśmy na granicy. Jesteśmy jedynymi – wraz z dwiema innymi wioskami – którzy wciąż trzymają się w rejonie Bint Dżubajl. Tu wszyscy od razu zrozumieli, iż rozejm w południowym Libanie jest mało prawdopodobny, dlatego, iż armia izraelska już nas minęła i ze względu na skalę jej zaangażowania w tę kampanię” – dodał.Do izraelskich ataków doszło 8 kwietnia rano. Naloty uderzyły w południowe części Bejrutu w południowym Libanie oraz we wschodniej części doliny Bekaa – obszary, gdzie Hezbollah jest rzekomo bardziej widoczny. Izrael nazwał to największą falą nalotów w tym konflikcie, ponieważ w ciągu 10 minut uderzył w ponad 100 obiektów, które określił jako centra dowodzenia Hezbollahu i obiekty wojskowe.Mimo to ojciec Elias opowiedział, iż jego wspólnocie udało się świętować Wielkanoc. „Dziękujemy Panu za to, ponieważ mimo iż w tym roku musieliśmy zrezygnować z Wigilii Paschalnej, przez cały czas mogliśmy świętować Wielki Tydzień z pełnym zaangażowaniem. To jest sedno naszego oporu – wiara, zaufanie do Pana i oddanie się Mu. Nie poddawanie się – a raczej zaufanie Panu. To właśnie sprawia, iż jesteśmy naprawdę odpornym narodem pośród tej fali wojny i konfliktu, która nas otacza” – zaznaczył.Ojciec Elias dodał, iż wspólnota otrzymała wielkie wsparcie. Wyraził wdzięczność za modlitwy Papieża Leona XIV. „Właśnie dziś rano nuncjusz apostolski, arcybiskup Paolo Borgia, zapytał nas, jak się mamy i jakie są nasze potrzeby. Sporządzam więc listę leków. Są tu osoby chore na raka lub przechodzące poważne zabiegi. Niektórzy potrzebują bardzo specyficznych lub bardzo drogich leków, które kosztują dużo lub nie są już dostępne. Potrzebujemy tych niezbędnych dóbr, a przede wszystkim korytarza humanitarnego” – podkreślił.Ojciec Elias wyjaśnił, iż stara się przesłać tę listę do Zakonu Maltańskiego, który ściśle współpracuje z Caritas w tym regionie. „My ponosimy tutaj, w parafiach, cały ciężar i staramy się również dowiedzieć się, jak uzyskać wsparcie. Pozostajemy niezachwiani w naszym pokojowym oporze” – podsumował ojciec Toni Elias.
Idź do oryginalnego materiału