Nie zawiodłam się na życiu zakonnym. Doświadczyłam w nim przemocy

3 godzin temu
Zdjęcie: Zakonnica


Jeśli mamy być sobie Siostrami i Braćmi, to nie poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu, ale poprzez odwagę stanięcia po stronie skrzywdzonych.

Dwa dni temu, z okazji Dnia Życia Konsekrowanego, opublikowaliśmy list s. Dyzmy skierowany do osób konsekrowanych. Na list odpowiedziała Izabela Mościcka, kierująca Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym.

Siostro, czytam Twój list uważnie i z wdzięcznością za odwagę mówienia o rozczarowaniu. Ale muszę odpowiedzieć inaczej, bo moje doświadczenie domaga się innego języka.

Nie zawiodłam się na życiu zakonnym. Doświadczyłam w nim przemocy.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

To nie były tylko pęknięte wyobrażenia ani rozpad iluzji. To nie było bolesne dojrzewanie ideałów. To było systematyczne naruszanie granic: psychicznych, duchowych, cielesnych, ekonomicznych. To było nadużycie władzy, ukryte pod słowami: „posłuszeństwo”, „ofiara”, „dla dobra wspólnoty”, „dla Boga”.

I nie jestem wyjątkiem.

Dziś mogę powiedzieć to z całą odpowiedzialnością: przez Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym, które prowadzę, pomogłam już niemal dwustu kobietom, które doświadczyły przemocy w życiu zakonnym. Często dużo brutalniejszej niż ja. Przemocy, której nie da się nazwać „kryzysem” ani „rozczarowaniem”. Przemocy, która łamała psychikę, niszczyła ciało, wypaczała obraz Boga i pozostawiała długotrwałe traumy.

Dlatego nie mogę zgodzić się na język, który – choćby w dobrej wierze – rozmywa odpowiedzialność.

Nowość Promocja!
  • Tośka Szewczyk

Nie umarłam. Od krzywdy do wolności

31,20 39,00
Do koszyka
Książka – 31,20 39,00 E-book – 28,08 35,10

Nie chodzi tylko o to, iż ideały się nie spełniły.

Chodzi o wszechwładzę wynikającą z posłuszeństwa, które przestaje być ewangeliczne, a staje się narzędziem kontroli.

Chodzi o przemoc ekonomiczną, w której dorosłe kobiety muszą prosić o pieniądze na podstawowe potrzeby, tłumaczyć się z każdej złotówki i uczyć się, iż zależność jest cnotą.

Chodzi o zniekształconą wizję czystości, w której jakakolwiek potrzeba seksualna zostaje nazwana brudem, słabością albo winą – zamiast częścią ludzkiego życia, wymagającą dojrzałości, wiedzy i szacunku.

To nie są pojedyncze „niewłaściwe zachowania”. To są mechanizmy. To jest system.

I właśnie w tym system przemoc przez lata był zamiatany pod dywan w imię dobra Kościoła, świętości powołania i fałszywie rozumianej jedności. Milczenie przedstawiano jako cnotę, a mówienie prawdy jako zdradę. Ofiary uczono, iż ich cierpienie jest próbą wiary, a sprzeciw – brakiem pokory.

Dlatego dziś uważam, iż czas przestać mówić tylko o rozczarowaniu, a zacząć mówić wprost o przemocy.

Czas nazwać rzeczy po imieniu. Czas oddzielić Ewangelię od struktur, które ją wykorzystują.

Czas uwierzyć kobietom – nie wtedy, gdy mówią „ładnie”, spokojnie i bez emocji, ale wtedy, gdy mówią prawdziwie.

Nie piszę tego z pozycji kogoś, kto chce zniszczyć życie konsekrowane. Piszę jako ktoś, kto zbyt dobrze wie, ile istnień zostało zniszczonych w imię jego idealizowania.

Jeśli mamy być sobie Siostrami i Braćmi, to nie poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu, ale poprzez odwagę stanięcia po stronie skrzywdzonych – choćby wtedy, gdy prawda boli, kompromituje i kosztuje.

Nie potrzebujemy więcej duchowych usprawiedliwień. Potrzebujemy prawdy, odpowiedzialności i realnej zmiany. I potrzebujemy jej teraz. Z szacunkiem i w solidarności z tymi, które wciąż boją się mówić.

Idź do oryginalnego materiału