Jeśli mamy być sobie Siostrami i Braćmi, to nie poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu, ale poprzez odwagę stanięcia po stronie skrzywdzonych.
Dwa dni temu, z okazji Dnia Życia Konsekrowanego, opublikowaliśmy list s. Dyzmy skierowany do osób konsekrowanych. Na list odpowiedziała Izabela Mościcka, kierująca Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym.
Siostro, czytam Twój list uważnie i z wdzięcznością za odwagę mówienia o rozczarowaniu. Ale muszę odpowiedzieć inaczej, bo moje doświadczenie domaga się innego języka.
Nie zawiodłam się na życiu zakonnym. Doświadczyłam w nim przemocy.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
To nie były tylko pęknięte wyobrażenia ani rozpad iluzji. To nie było bolesne dojrzewanie ideałów. To było systematyczne naruszanie granic: psychicznych, duchowych, cielesnych, ekonomicznych. To było nadużycie władzy, ukryte pod słowami: „posłuszeństwo”, „ofiara”, „dla dobra wspólnoty”, „dla Boga”.
I nie jestem wyjątkiem.
Dziś mogę powiedzieć to z całą odpowiedzialnością: przez Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym, które prowadzę, pomogłam już niemal dwustu kobietom, które doświadczyły przemocy w życiu zakonnym. Często dużo brutalniejszej niż ja. Przemocy, której nie da się nazwać „kryzysem” ani „rozczarowaniem”. Przemocy, która łamała psychikę, niszczyła ciało, wypaczała obraz Boga i pozostawiała długotrwałe traumy.
Dlatego nie mogę zgodzić się na język, który – choćby w dobrej wierze – rozmywa odpowiedzialność.
- Tośka Szewczyk
Nie umarłam. Od krzywdy do wolności
Nie chodzi tylko o to, iż ideały się nie spełniły.
Chodzi o wszechwładzę wynikającą z posłuszeństwa, które przestaje być ewangeliczne, a staje się narzędziem kontroli.
Chodzi o przemoc ekonomiczną, w której dorosłe kobiety muszą prosić o pieniądze na podstawowe potrzeby, tłumaczyć się z każdej złotówki i uczyć się, iż zależność jest cnotą.
Chodzi o zniekształconą wizję czystości, w której jakakolwiek potrzeba seksualna zostaje nazwana brudem, słabością albo winą – zamiast częścią ludzkiego życia, wymagającą dojrzałości, wiedzy i szacunku.
To nie są pojedyncze „niewłaściwe zachowania”. To są mechanizmy. To jest system.
I właśnie w tym system przemoc przez lata był zamiatany pod dywan w imię dobra Kościoła, świętości powołania i fałszywie rozumianej jedności. Milczenie przedstawiano jako cnotę, a mówienie prawdy jako zdradę. Ofiary uczono, iż ich cierpienie jest próbą wiary, a sprzeciw – brakiem pokory.
Dlatego dziś uważam, iż czas przestać mówić tylko o rozczarowaniu, a zacząć mówić wprost o przemocy.
Czas nazwać rzeczy po imieniu. Czas oddzielić Ewangelię od struktur, które ją wykorzystują.
Czas uwierzyć kobietom – nie wtedy, gdy mówią „ładnie”, spokojnie i bez emocji, ale wtedy, gdy mówią prawdziwie.
Nie piszę tego z pozycji kogoś, kto chce zniszczyć życie konsekrowane. Piszę jako ktoś, kto zbyt dobrze wie, ile istnień zostało zniszczonych w imię jego idealizowania.
Jeśli mamy być sobie Siostrami i Braćmi, to nie poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu, ale poprzez odwagę stanięcia po stronie skrzywdzonych – choćby wtedy, gdy prawda boli, kompromituje i kosztuje.
Nie potrzebujemy więcej duchowych usprawiedliwień. Potrzebujemy prawdy, odpowiedzialności i realnej zmiany. I potrzebujemy jej teraz. Z szacunkiem i w solidarności z tymi, które wciąż boją się mówić.

3 godzin temu







