Rozmaite tematy
Dodano: 18 kwietnia 2026
Za miesięcznikiem „W naszej Rodzinie”
O niespokojnym sercu człowieka…
Szybko, by nie rzec, natychmiast, matka lub ojciec podbiegają do łóżeczka swojej pociechy, gdy tylko niemowlak poruszy się niespokojnie czy zagaworzy. Może mu niewygodnie, coś go uwiera, zmoczyło się albo jest po prostu głodne? Sprawdza się wszystkie ewentualności, by jak najszybciej zaradzić potrzebie, by uspokoić, ukoić dziecko. Ot, sielski obrazek, który w następstwie tych kilku słów bez trudu staje przed naszymi oczyma.
Nietrudno też przypomnieć sobie, czy to z własnego doświadczenia, czy też z obserwacji, jaką troską rodzice otaczają maluszki, swoje starsze dzieci czy dojrzewające nastolatki.
Dobrzy rodzice nie zapominają o należytej trosce, o zdrowym pokarmie, świeżym powietrzu, a w późniejszych latach o treningach, kursach, nauce rozmaitych umiejętności. O odpowiedniej odzieży, obuwiu, sprzęcie do realizacji pasji itp. Wyliczać by można długo te przejawy ogromnej rodzicielskiej troski i starania.
Gdy jednak mam okazje, choć ograniczone, spotkań z ludźmi, posłuchania ich życia, pooglądania ich świata, rodzi się we mnie wątpliwość. Widzę zadbane ciało, nakarmiony umysł, ale co z sercem, co z duszą dziecka…?
Przecież niespokojny bywa nie tylko niemowlak w zmoczonym beciku, ale takie jest serce każdego, choćby tego najmniejszego człowieka – ono chce więcej, jest stworzone ku temu, co przekracza otaczający nas, materialny jedynie świat. Ono jest otwarte na nieskończoność, prościej ją przyjmuje, głębiej, bezsłownie i bezpojęciowo doświadcza. Oczywiście, jeżeli ma ku temu okazję, jeżeli dana mu jest taka możliwość… jeżeli tak troskliwie, jak przy najmniejszej infekcji niesiemy je do Przychodni, równie skwapliwie przynosimy je do Kościoła, oswajamy z przestrzenią Bożego działania i obecności.
Tak, myślę też bardzo konkretnie o Chrzcie świętym, który jest bramą do Królestwa, obmyciem oraz realną i skuteczną osłoną od nachalnych działań złego ducha. Naznaczone krzyżem ciało dziecka staje się Bożą świątynią, domownikiem Boga, jego umiłowanym dzieckiem.
Chrzest małych dzieci pojawił się bardzo wcześnie w dziejach chrześcijaństwa. Niektórzy wnioskują, iż już w pierwszym wieku, na co mamy potwierdzenia Ojców Kościoła. Przywołam choćby synod w Kartaginie (252 rok), podczas którego św. Cyprian potwierdzał panującą już praktykę, by nie odkładać chrztu niemowląt. A mówimy tu jeszcze o okresie sprzed Edyktu Mediolańskiego (313r.), który zakończył okres prześladowań, przez co powszechną stała się swoboda przyjmowania i praktykowania wiary, także chrztu już od czasu niemowlęctwa.
Bardziej boli, niż dziwi mnie fakt, iż tak wiele młodych małżeństw przestaje chrzcić swoje dzieci. Rozumiem, iż może to być akt uczciwości wobec braku własnej wiary. Bo jak wyznawać przy chrzcie dziecka wiarę, której się nie wyznaje w życiu, jak zapewniać, iż wychowa się je w wierze, skoro tej wiary nie ma w domu, jak ochronić światło żyjącego Pana, które symbolizuje zapalona świeca chrzcielna, gdy w domu jest ciemność niewiary…? Ale skoro od najmłodszych lat daję dziecku wybór – wolisz soczek czy herbatę, zieloną czy niebieską kurtkę, chcesz uczyć się pływać czy tańczyć? – to dlaczego nie stosujemy tego sposobu postępowania także do spraw wiary? Ale by postawić przed dzieckiem, lub kiedyś przed młodym człowiekiem, taką możliwość wyboru, trzeba wiedzieć, iż odróżnia ono smak soku od smaku herbaty, kolor zielony od niebieskiego, wie, co to jest pływanie, malowanie, a czym jest jazda konna. Innymi słowy, trzeba mu dać poznać Boga. Może nie potrafisz tego sam zrobić, bo przywiędło drzewo twojej wiary, straciło swą witalność. Możesz jednak, choćby nieochrzczone dziecko posłać na religię, na katechezę; pozwolić mu rozmawiać z ludźmi wiary (a nie zawsze tak jest…), uczciwie odpowiadać na jego pytania nie zbywając tych niewygodnych.
Niech się dowie, jakie rysują się przed nim drogi. Niech przeczuje, iż nie jedynie mama i tata, ale jest Ktoś nieskończenie większy, Kto jest ostatecznym autorytetem miłującym na sposób mamy, taty i po tysiąckroć bardziej. Wtedy można mieć nadzieję, iż dziecko, czy młody chłopak lub dziewczyna, faktycznie dokonają w którymś momencie życia wyboru między znanymi już sobie światopoglądami. I nie ma co się obawiać, iż ta aptekarska wręcz dawka godzina katechezy w tygodniu przyćmi dziesiątki godzin innych przedmiotów, słów lektur, obrazów ukazujących się nieustannie na włączonym telefonie. Nie ma takiej obawy! Nadto Bóg nie pogwałca niczyjej wolności.
Warto przytoczyć tu – z przymrużeniem oka, ale także nutą powagi – pewną anegdotę:
„Kiedyś do rabina przyszedł młody żyd i powiedział:
– Rabbi, ja jestem ateista
– No dobrze – rzekł rebe – a Torę ty przeczytałeś?
– A po co mnie czytać Torę, jak ja jestem ateista?
– A o Mojżeszu, prorokach o Dawidzie to ty coś wiesz?
– Nie rabbi, przecież ja jestem ateista…
– A Dziesięć przykazań ty znasz?
– Oj rabbi, nie znam tego wszystkiego, bo ja jestem ateista…
– To jak ty nie czytałeś Tory, jak ty nie wiesz nic o Mojżeszu, prorokach i Dawidzie, jak ty nie znasz tego wszystkiego, to ty jesteś zwyczajny nieuk, a nie ateista!”
Nie chcąc nikogo obrazić, rodzi się jednak we mnie pytanie, czy wielu z tych, którzy mienią się choćby agnostykami, wiedzą czemu i komu nie dowierzają…?
W tym kontekście jednak zastanawiać musi fakt, iż coraz więcej ludzi już dorosłych prosi o chrzest. W 2025 roku we Francji chrzest przyjęło (głównie w Wigilię Paschalną) 10.384 dorosłych osób. Rekordowa liczba! Oni dotarli do bramy Kościoła, przeszli przez nią, mogą odetchnąć z ulgą – już nie muszą nieść sami własnego życia, bo zostali wprowadzeni w życie Trójcy Świętej, naznaczeni nieusuwalnym znamieniem, należą do Boga, który jak Ojciec, prowadzi ich pewnie. Jak wynika ze świadectw, wielu z tych dorosłych nim uspokoiło swe serce w Bogu, przeszło długą i bolesną drogę błędów, złych wyborów, cierpień i udręk. Można i tak, można dotrzeć do Boga prawie w ostatnich godzinach dnia, ale Ci, którzy Go wreszcie prawdziwie spotkają z bólem podobnym do tego, jaki wyrażał św. Augustyn, wołają:
„Późno Cię ukochałem, Piękności dawna i zawsze nowa! Późno Cię ukochałem! We mnie byłeś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę. Zajaśniałeś, Twoje światło usunęło moją ślepotę. Zapachniałeś wokoło, poczułem i chłonę Ciebie. Raz zakosztowałem, a oto łaknę i pragnę; dotknąłeś, a oto płonę pragnieniem Twojego pokoju…”
s. E.











![Dzień Ziemi w Centrum Przyrodniczym [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/04/970623248bcb1f210a8fd8282faae118_xl.jpg)

![Strzegomianie wysprzątali Górę Krzyżową [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/Sprzatanie-Gory-Krzyzowej-w-Strzegomiu-2026-9.jpg)