Jako legalista doceniam „plan B” i próbę oddania sędziom głosu w wyborach do Krajowej Rady Sądownictwa. Jak się nie ma, co się lubi, to może warto polubić to, co można mieć, zamiast godzić się na coś, czego polubić nie sposób.
Uwaga prawników, w szczególności sędziów, koncentruje się w ostatnich dniach na sprawie wyboru nowych członków Krajowej Rady Sądownictwa. A dokładniej na tym, czy możliwa jest realizacja tzw. „planu B”, przedstawionego przez ministra sprawiedliwości, Waldemara Żurka, który to koncept znalazł aprobatę największych stowarzyszeń sędziowskich, czyli Iustitii i Themis. Realizacji projektu podjęło się dziesięciu spośród jedenastu prezesów Sądów Apelacyjnych. Pojawiło się jednak także wiele głosów krytycznych.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
W tej niejednoznacznej sytuacji milczenie mogłoby zostać potraktowane jako ucieczka od ważnego zagadnienia, dlatego postaram się nakreślić także i swoje stanowisko Będzie to odpowiedź prawnika, który zawsze starał się i przez cały czas stara się być jak najdalej od polityki, chociaż politycy od lat czynią wszystko, aby jak najbardziej prawo upolitycznić, oczywiście z korzyścią dla aktualnie rządzącej opcji. Jednocześnie postaram się, aby ta odpowiedź prawnika była maksymalnie czytelna także dla nie-prawników.
Obecny stan prawny i jego konsekwencje
Jak zatem wygląda obecny stan prawny i co z niego wynika?
Obowiązującą ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa w jej aktualnym brzmieniu uważam za niekonstytucyjną. Kwestia reform sądowych z 2017 roku była komentowana szeroko na licznych łamach, w tym w portalu Więź.pl, sam wielokrotnie wygłaszałem swoje stanowisko, więc nie będę tego robił po raz kolejny. Podkreślę jedynie to, co ma znaczenie dla dalszych wywodów, a więc dla oceny istoty tzw. „nakładki” do tej ustawy, proponowanej w ministerialnym „planie B”.
Fundamentalną wadą ustawy było od 2017 roku (i jest nadal) przekazanie, z naruszeniem zasady trójpodziału władzy, w ręce parlamentarzystów – a więc polityków większości rządzącej, niezależnie od tego, przez którą stronę sceny politycznej większość ta nie zostałaby ukształtowana – dokonywania wyborów nie tylko tych członków Rady, o których mowa w art. 187 ust. 1 pkt 4 Konstytucji, ale także tzw. sędziowskiej części Rady, o której mowa w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji, co doprowadziło do nieakceptowalnego upolitycznienia tego organu.
W efekcie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dalej jako TSUE) i Europejski Trybunał Praw Człowieka (dalej jako ETPCz) uznały te przepisy za naruszenie standardów europejskich i konwencyjnych w zakresie praworządności. Z osobami, które nie zgadzają się z konstatacją faktów, zawartą w tym punkcie, nie znajdę wspólnej płaszczyzny dyskusji.
Stan prawny, który moglibyśmy mieć, ale mieć go nie będziemy
Za dobre rozwiązanie uważam uchwaloną w styczniu b.r. nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Po pierwsze ustawa ta implementuje ona wszystkie wyroki TSUE, ETPCz, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, w których orzeczono, iż tzw. neo-KRS (czyli Rada utworzona w myśl ustawy aktualnie obowiązującej) nie jest niezależna od polityków. W rezultacie może prowadzić to do podważania jej rekomendacji na stanowiska sędziowskie, a w dalszej konsekwencji do podważania orzeczeń wydanych przez składy z udziałem osób nie dających obywatelom gwarancji prawa do niezależnego i bezstronnego sądu, osób nominowanych bowiem w procedurze z udziałem wadliwie ukonstytuowanego organu.
Niektórzy przedstawiciele świata akademickiego wykazują teraz nieprzeciętną aktywność w krytykowaniu nowych rozwiązań, a nie dostrzegłem ich aktywności, gdy warto było w okresie minionym poddać prawniczym ocenom ustawy sprzeczne z Konstytucją
Stanisław Zabłocki
Ustawa nowelizująca została przedstawiona do podpisu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, ale wszelkie sygnały płynące z pałacu prezydenckiego, a także z wypowiedzi samego prezydenta, wskazują na to, iż zostanie ona zawetowana i nie wejdzie w życie. Nie miejsce tu na szersze uzasadnianie, dlaczego taką decyzję uważałbym za fundamentalnie niesłuszną z prawnego punktu widzenia; chociaż prawdopodobną, niestety, z punktu widzenia z gruntu mi obcego, czyli politycznego.
Jeżeli okażę się zbytnim pesymistą i pan prezydent podpisze uchwaloną nowelizację, mój wywód adekwatnie zdezaktualizuje się, a procedura przebiegająca wg „planu B”, czyli w oparciu o aktualne brzmienie ustawy, ale z interpretacyjną „nakładką”, zostanie wstrzymana i KRS zostanie wybrana w oparciu o stan prawny zgodny zarówno z ustawą, jak i – co najistotniejsze – z Konstytucją i standardami międzynarodowymi. Między innymi jednak dlatego publikuję ten tekst, by przestrzec przed możliwymi konsekwencjami prezydenckiego weta.
Istota planu „B”, czyli konstytucyjny wspornik do niekonstytucyjnej ustawy
Uruchomienie „planu B” i dokonanie wyboru nowego składu Rady w oparciu o aktualny, niekonstytucyjny stan prawny – ale z nałożeniem nań interpretacyjnej „nakładki”, konstytucyjnego wspornika – uważam za mniejsze zło zarówno od przeprowadzenia tych wyborów na podstawie ustawy w brzmieniu z końca 2017 roku, jak i od sytuacji, w której do wyborów nowego składu Rady w ogóle nie doszłoby.
Sytuacja pierwsza, to jest wybór w oparciu o dotychczasową ustawę bez dodatkowych zabiegów interpretacyjnych, oznaczałaby, iż godzimy się na niekonstytucyjną procedurę tylko dlatego, iż wyboru dokona obecna większość rządząca, które to rozumowanie może odpowiadać politykom, ale nie prawnikom, a w szczególności sędziom, którzy winni stronić od sympatii politycznych i dla których najważniejsza jest wierność ustawom, ale przede wszystkim Konstytucji oraz standardom międzynarodowym.
Paradoksalnie, byłoby to przyzwolenie na ziszczenie się słów, wypowiedzianych dwukrotnie (w 2017 roku i trzy lata później) podczas debat w Senacie RP przez ówczesnego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobrę. Mówił on, iż jeżeli opozycja wygra wybory, będzie mogła wybrać „swoich sędziów”, czy – w wypadku drugiej wypowiedzi – „…tych sędziów, których uważacie za adekwatnych”.
- Adam Strzembosz
- Stanisław Zakroczymski
Między prawem i sprawiedliwością
W replice wygłoszonej „na gorąco” w sali Senatu, w odpowiedzi na słowa o „swoich sędziach”, a następnie w szeregu moich publicznych wystąpień, ukazywałem niedopuszczalność takiego myślenia, stanowiącego wyraz pogardy dla Konstytucji i dopuszczającego jawne upolitycznienie sądów i sędziów. Tak więc – pomimo uruchomienia już procedury wyborów do KRS na nową kadencję przez marszałka Sejmu – nie wyobrażam sobie jej finalizacji przez polityków zgodnie z radą ministra Ziobry, a wbrew zasadom konstytucyjnym.
Sytuacja druga, a więc niedokonanie jakiegokolwiek wyboru, może mieści się w głowach polityków, dla których ważniejsze od stanu praworządności są polityczne wojenki i dla których pogłębianie się stanu zapaści w sądownictwie nie tylko nie jest problemem, ale – być może – wręcz przeciwnie, stanowi łakomy kąsek. Jako prawnik, jako sędzia – co prawda już w stanie spoczynku, ale nie może to zmienić sposobu mojego odczuwania i myślenia – z takim stanem się nie godzę. Prawnicy, sędziowie, nie powinni zaakceptować rozumowania „po nas choćby potop”.
Dlatego też „plan B”, polegający na przeprowadzeniu wyborów do KRS co prawda w oparciu o ustawę, którą przez osiem lat krytykowałem i którą przez cały czas uważam za niekonstytucyjną, ale przy takim zabiegu interpretacyjnym, jaki stanowi zaproponowana „nakładka” konstytucyjna w postaci swoistych prawyborów przeprowadzonych przez sędziów, uważam za mniejsze zło.
Co prawda formalnie skład piętnastki, stanowiącej sędziowski człon Krajowej Rady Sądownictwa, o którym mowa jest w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji, zostanie przegłosowany (tak jak wymaga tego ustawa w brzmieniu z 2017 roku) przez polityków, niemniej jednak – przy założeniu, iż nie będą oni ingerowali w propozycję wyłonioną w powszechnym, transparentnym wewnętrznym głosowaniu-opiniowaniu przez wszystkich sędziów uprawnionych do udziału w wyborach do KRS – nastąpi to w oparciu o decyzje samych sędziów. Sejm może wszak dokonać, np. w drodze uchwały, takiego sui generis samoograniczenia.
W tych warunkach zasada trójpodziału władz i stanowiąca jej odzwierciedlenie idea zawarta w treści samego art. 187 Konstytucji zostanie, w istocie, zachowana. Jednocześnie można twierdzić, iż obowiązująca ustawa nie zostanie naruszona, a jedynie odmiennie zinterpretowana niż w wypadku wyłaniania składów Rady ostatnich dwóch poprzednich kadencji. Sędziowie przedstawią propozycję, która powstanie w wyniku przeprowadzenia demokratycznych wyborów wewnętrznych, parlamentarzyści wybrani w demokratycznych wyborach powszechnych tę propozycję przegłosują. Przegłosują, jestem przekonany, w myśl zasady pacta sunt servanda, także i w sytuacji, gdy na liście tej zaleźliby się – w wyniku uzyskania stosownego poparcia w demokratycznych prawyborach wewnętrznych – sędziowie znani ze swych jednoznacznie deklarowanych sympatii politycznych bynajmniej nie wobec aktualnie rządzącej większości.
Mieć spokojnie sumienie, czyli zrobić tyle, ile się da
Rozwiązanie takie można wręcz uznać za wychodzące naprzeciw idei współdziałania władzy ustawodawczej i sądowniczej. Jednocześnie rozwiązania takiego ustawa w jej brzmieniu ustalonym w 2017 roku nie zakazuje. Można zatem przyjąć, iż jest ono rezultatem prokonstytucyjnej wykładni niekonstytucyjnej (nadal) ustawy. Zgodność ze standardami międzynarodowymi osiągnięta zaś zostanie w sposób jeszcze pełniejszy niż zgodność ze standardem konstytucyjnym.
W aspekcie traktatowym aktualne rozwiązanie było krytykowane przez sądy europejskie głównie nie w nawiązaniu do treści konkretnych przepisów prawa, ale do sytuacji, którą te przepisy wytworzyły, polegającej na niedopuszczalnym upolitycznieniu organu, który w myśl założeń teoretycznych miał dbać o coś zgoła przeciwnego, a więc o niezależność sądów i niezawisłość sędziów i który to organ zamiast chronić przed ingerencją polityki w wymiar sprawiedliwości, wręcz polityczne wpływy w sądownictwie pogłębiał.
Last but not least, tym wszystkim, którzy wysuwają argument, iż nie warto przeprowadzać wyborów do KRS według procedury z konstytucyjną „nakładką”, bo i tak niektórzy politycy nie uznają dokonanego wyboru, a prezydent nie będzie liczył się z przedstawianymi przez Radę kandydatami i nie będzie dokonywał nominacji, odpowiadam w sposób, w jaki powinien odpowiedzieć prawnik. W takiej sytuacji to politycy, w tym głowa państwa, wezmą na siebie całkowitą odpowiedzialność za dalszą dewastację wymiaru sprawiedliwości, w tym za lawinowe narastanie zaległości w sądach wszystkich szczebli i za określoną ocenę stanu praworządności w naszym kraju przez sądy europejskie i szerzej – przez społeczność międzynarodową.
Prawnicy, w tym sędziowie wierni regułom prawa będą mieli jednak spokojne sumienie, iż uczynili wiele, a może choćby wszystko, co w aktualnej sytuacji mogli uczynić. Nie stali bezradnie, nie dyskutowali w nieskończoność, wreszcie spróbowali!
Rada będzie mogła nadto spełniać w sposób adekwatny swą rolę w sferze niezwiązanej bezpośrednio ze skutecznym przedstawieniem prezydentowi kandydatów do nominacji i awansów, a więc w autentyczny sposób dbać o niezawisłość sędziów i niezależność sądów, o której to roli przez ostatnie osiem lat zdążyliśmy już zapomnieć.
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma
Tako rzecze legalista, który stara się uwzględniać to, co na dziś możliwe, choćby jeżeli nie jest to produkt z jego marzeń. W tym sensie dziwią mnie zatem ostre ataki skierowane przeciwko „planowi B” zarówno przez niektórych prawników, którzy przez lata w dzielny sposób opowiadali się przeciwko niekonstytucyjnemu rozwiązaniu, wprowadzonemu pod koniec 2017 roku, jak i przez prawników, którzy pozostawali przez lata, jak to sami określali, „całkowicie pochłonięci pracą o charakterze organicznym”. Mieli na myśli np. konstruowanie prawniczych platform cyfrowych czy koncentrację jedynie na codziennym procesie orzekania.
Zaskakuje mnie zwłaszcza daleko idąca krytyka ze strony niektórych przedstawicieli świata akademickiego, którzy w ostatnim okresie wykazują nieprzeciętną aktywność w krytykowaniu nowych rozwiązań, a nie dostrzegłem ich aktywności, porównywalnej choćby w minimalnym stopniu z obecną, gdy warto było w okresie minionym poddać prawniczym ocenom ustawy sprzeczne z Konstytucją.
Raz jeszcze sentencjonalnie powtórzę: jak się nie ma, co się lubi (ustawa zgodna z Konstytucją i bez „nakładki”), to może warto polubić to, co można mieć (ustawa z „nakładką”, ale starająca się maksymalnie zbliżyć stan prawny do standardu konstytucyjnego), zamiast godzić się na coś, czego polubić nie sposób (ustawa wprawdzie „bez nakładki”, ale niekonstytucyjna).

9 godzin temu

![Siostra zakonna do skrzywdzonych: nie musicie przeżywać swojego cierpienia w samotności [ROZMOWA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2019/05/cathopic_149540765558694.jpg)














