W swoich filmach przepracowywał własne fobie, ale oddawał w nich również egzystencjalne lęki epoki, podkreślając samotność jednostki w starciu z istnieniem.
Czy kino może być popularyzatorem filozoficznych lub metafizycznych refleksji? Różni twórcy podejmują przecież w swoich filmach wątki egzystencjalne, zastanawiają się nad istotą człowieczeństwa albo nad naszą, ludzi, odpowiedzialnością moralną.
Mistrzem pozostaje tu Alfred Hitchcock, dla którego kino stało się narzędziem filozofowania. Co istotne, Brytyjczyk łączył problemowy charakter historii z symboliczną techniką – długie ujęcia obecne w jego dziełach wzniecały dramaturgię, a operujący napięciem suspens oddawał tragizm bohaterów wyrwanych z rutyny codzienności.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Hitch poświęcił wiele miejsca zagadnieniom moralnym, które towarzyszą jego opowieściom o jednostkach wciągniętych w splot kłopotliwych zbiegów okoliczności, a tym samym – w spiralę odpowiedzialności. Typowy bohater mistrza suspensu to człowiek niesłusznie oskarżony o przestępstwo, który na własną rękę musi dowieść swej niewinności. Motyw ten otwiera przestrzeń na rozważania, w których zawiłości psychologiczne oraz skomplikowane relacje międzyludzkie utrudniają moralnie dobre działanie.
Jednocześnie Hitchcock opowiadał się za uniwersalnymi wartościami, a ponadto za autentycznością. Jego niedoskonałe postacie – popełniające błędy, ograniczone poznawczo czy naznaczone wadami charakteru – okazują się bliskie widzom i stronią od zakłamania. Ostatecznie zdają się wierzyć w ideę sprawiedliwości wykraczającą ponad biurokrację, a także poza nieuchronne konsekwencje podjętych decyzji.
Zbrodnia i kara
Zdobywający uznanie po obu stronach Atlantyku reżyser dokonywał anatomii zbrodni, przyglądając się mrocznym motywacjom złoczyńców – od „Nieznajomych z pociągu” (1951) do „Psychozy” (1960). Wnikliwe portrety bywały podyktowane freudowską psychoanalizą, kompleksem Edypa wiążącym zbrodniarzy z toksycznymi matkami czy kontrowersyjną filozofią (np. błędna interpretacja nietzscheanizmu przez antagonistów „Sznura” zabijających wyłącznie dla doświadczenia zła).
Hitch spoglądał na kryminalne intrygi również pod kątem odwiecznego starcia dobra ze złem. W znakomitej większości obrazów natrafimy na finalne potępienie ekranowych łotrów – czy to dzięki ludzkiego prawa, czy makabrycznego stylu twórcy.
Dobrym przykładem tego drugiego jest wspomniana już „Psychoza”, opowieść o nieszczęśliwie zakochanej złodziejce, która za skradzione 40 tysięcy dolarów planuje ułożyć sobie życie od nowa z pogrążonym w długach partnerem. Antybohaterka otrzymuje bodaj najsurowszą karę w dorobku Hitchcocka, czego świadectwem pozostaje kultowa scena zabójstwa pod prysznicem.
Hitchcock opowiadał się za autentycznością. Jego niedoskonałe postacie – popełniające błędy, ograniczone poznawczo czy naznaczone wadami charakteru – okazują się bliskie widzom i stronią od zakłamania
Paula Apanowicz
A co z motywem przeniesienia winy, który naznaczał twórczość ojca kinowej grozy? Pojawiał się on zwłaszcza w thrillerach szpiegowskich, które – wbrew pozorom – przeważały w filmografii wirtuoza napięcia. Hitch podtrzymał zasadę gatunku, w której zwykły człowiek musi znaleźć się w niezwykłych okolicznościach, ale urozmaicił sensacyjną regułę figurą uczciwego bohatera oskarżonego o zbrodnię, której nie popełnił.
W książce „Hitchcock – autor wśród gatunków” Krzysztof Loska dopełnia ów schemat opisem „sytuacji kryzysowej, której muszą stawić czoła bohaterowie, pozbawieni bezpiecznego oparcia, postawieni w obliczu konieczności dokonania wyborów moralnych, zmierzenia się z własną słabością, zwątpieniem, groźbą utraty tożsamości, a choćby życia”.
Niezawiniona wina oraz starania protagonisty na drodze do triumfu sprawiedliwości demaskują absurdy świata. To nie przypadek, iż taką problematykę odnajdziemy na dobrą sprawę w każdej produkcji Hitchcocka – jego lęk przed nieuzasadnioną karą zrodził się jeszcze w dzieciństwie. Legendę zgrabnie podtrzymała historyjka (prawdopodobnie zmyślona przez samego artystę na potrzeby promocyjne) o zamknięciu małego Alfreda w policyjnej celi, aby nauczył się, co spotyka „niegrzecznych chłopczyków”.
Świeże spojrzenie
Reżyser nie podchodził do tematu moralności zero-jedynkowo. Mający blisko 100 lat „Szantaż” (1929) doskonale pokazuje jego nowatorskie podejście, które otwiera dyskusję nad etyczną oceną działań oderwaną od nieelastycznych, niekiedy rozczarowujących przepisów prawnych. Na pierwszym planie filmu, który powstał w wersjach niemej i dźwiękowej, artysta umieścił niedoszłą ofiarę wykorzystania seksualnego, mordującej we własnej obronie napastnika.
Po tej tragedii Alice White (Anny Ondra) żyje w poczuciu winy, ale też strachu, próbując zmylić śledczych w ustaleniu sprawcy z pomocą narzeczonego, detektywa Scotland Yardu. Hitchcock zdaje się potępiać działania pary, ostatecznie skutkujące śmiercią postronnego człowieka – szantażysty, znającego sekret Alice, ale z drugiej strony wykazuje sporo zrozumienia dla młodej dziewczyny, która unika kary. Tym samym zabiera przełomowy głos w kwestii kultury gwałtu obwiniającej ofiary, a wybielającej faktycznych sprawców – subtelnie kibicuje swej ambiwalentnej bohaterce.
- Katarzyna Mąka-Malatyńska
Agnieszka Holland
OUTLET
Alice dobrowolnie udaje się do mieszkania nowo poznanego malarza, odrzuca jednak jego amory. Reżyser jasno manifestuje wystarczającą reakcję kobiety, uznając przekroczenie granic ze strony jej agresora. Biorąc pod uwagę kontekst czasów z silnie zakorzenionym patriarchatem – 1929 rok! – punkt widzenia Hitchcocka jest tu naprawdę postępowy.
Konflikt równorzędnych racji
„Niepokojący sens moralny”, który, zdaniem krytyka Robina Wooda, definiuje filmy Hitchcocka, podsycają techniczne elementy znamienne dla jego stylu. Suspens, emocjonalne kompozycje muzyczne zastępujące dialog i operowanie przez reżysera symboliką cienia oddają dramat bohaterów zobligowanych do podejmowania niełatwych decyzji.
Postacie tego kina wyjątkowo często mierzą się z dylematem moralnym. Jacek Jaśtal w tekście na łamach „Diametrosa” definiował je jako równorzędność powinności, z których żadna nie może być przedłożona nad drugą.
Warto dodać, iż tym, co odróżnia tego typu konflikt etyczny od dylematu politycznego, są fundamenty dwóch sprzecznych działań, czyli wartości moralne, a także poczucie winy towarzyszące podmiotowi po wyborze jednej z opcji. Hitchcock manewruje sytuacją dylematyczną, aby uwydatnić wewnętrzne starcie jednostki, a tym samym – egzystencjalne rozterki, zajmujące go tak na ekranie, jak w życiu prywatnym.
Dylemat etyczny to główny wątek filmu „Wyznaję” (1953) – historii ojca Logana (w tej roli Montgomery Clift), rozdartego między zasadą tajemnicy spowiedzi a obowiązkiem wobec świeckiego prawa. W trakcie sakramentu pokuty kościelny dozorca przyznaje się księdzu do popełnionego zabójstwa. Duchowny wie, iż nie może złamać przysięgi, a z drugiej strony czuje, iż w stosunku do ludzkiej sprawiedliwości powinien powiadomić policję bezradną w prowadzonym śledztwie.
Na drodze zbiegów okoliczności sam Logan zostaje niedługo głównym podejrzanym. Cierpliwie dźwiga swój prywatny krzyż – stara się odnaleźć złoty środek i angażuje się w dochodzenie.
W wierności samemu sobie
Wspomniany obraz łączy hitchcockowską kontemplację nad moralnością z wymiarem teologicznym. Jednymi z pierwszych teoretyków filmu, którzy zwrócili uwagę na to zagadnienie, byli reżyserzy Claude Chabrol i Éric Rohmer.
Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?
Ich zdaniem zainteresowanie Alfreda Hitchcocka kwestiami moralnymi było spowodowane katolicyzmem. Korzenie jego wiary sięgały dzieciństwa, a także pobytu w jezuickiej szkole słynącej z rygorystycznego wychowania. To w jej murach rozwinął się lęk reżysera przed niezawinioną winą, później przepracowywany na ekranie, począwszy od „39 kroków” (1935) do „Północ, północny zachód” (1959), w których protagoniści uzasadniali swą niewinność na tle szpiegowskich afer.
Filmowiec nie szczędził religijnej symboliki: od chrześcijańskiej ikonografii w „Wyznaję” do zatrzymującego śmiertelną kulę modlitewnika z „39 kroków”. Mimo to tylko w jednym filmie dopuścił się zasugerowania ingerencji Opatrzności.
Mowa o inspirowanym prawdziwymi zdarzeniami „Niewłaściwym człowieku” (1956). Główny bohater Manny Balestrero (Henry Fonda) zostaje niesłusznie posądzony o dokonanie przestępstwa, za kratami Ktoś jednak wysłuchuje jego modlitwy. Przy pomocy montażu równoległego i ujęć z góry sugerujących Boskość twórca wskazuje na istny palec Boży bezpośrednio wspomagający rozwikłanie śledztwa na korzyść sprawiedliwości.
P jak pożądanie
Filmy Hitchcocka eksplorowały ponadto ludzkie namiętności – niekiedy ukazywane jako zgubne dla jednostki, a przy innej okazji ujmowane w kategoriach pokrzepienia względem absurdów otaczającego świata.
Nieczystość pragnień hitchcockowskich bohaterów kwestionowała moralną doskonałość, ukazując przy tym niemożliwość przezwyciężenia pierwotnych instynktów.
- Andrzej Stanisław Kowalczyk
Toledo i inne przygody w Kastylii
Hitch czyni z pożądania jedną z głównych motywacji swych postaci. Często wykorzystuje przy tym symbolikę miłosnego trójkąta, jak w „Osławionej” (1946), gdzie pracująca dla amerykańskiego wywiadu Alicia Huberman (Ingrid Bergman) odgrywa partnerkę zauroczonego kobietą nazistowskiego szpiega, jednocześnie żywiąc głębokie uczucie do wspierającego jej misję pracownika rządu.
U Hitchcocka miłość przeplata się z intrygą, a choćby zbrodnią, podkreślając jeden z podstawowych popędów – freudowski eros. Dopełniający go popęd śmierci napędza fabułę licznych arcydzieł suspensu m.in. „Kłopotów z Harrym” (1955), w których pojawiające się znikąd ciało tajemniczego mężczyzny w osobliwy sposób zbliża do siebie dotychczas samotnych mieszkańców (pozornie) idyllicznego miasteczka.
Czołowym przykładem współmierności erotyzmu ze sferą śmierci pozostaje enigmatyczny „Zawrót głowy” (1958) z odrealnioną, spętaną demonami przeszłości Madeleine Elster (Kim Novak), budzącą obsesję w cierpiącym na lęk wysokości detektywie.
Przerażenie
Etyczne zainteresowania Alfreda Hitchcocka składają się na ponadczasowy charakter jego dorobku. Rozważania nad moralnością i kondycją współczesnego człowieka wciąż pozostają aktualne, dzięki czemu współcześni odbiorcy mogą utożsamiać się z wieloma postaciami z jego filmów.
Co znaczące, reżyser opowiadał się za prawdą, która w żadnej dziedzinie nie jest czarno-biała, pełno tu szarości, niedomówień, niełatwych decyzji. Filmowiec podkreślał skomplikowaną naturę człowieka, a także utrudniające wybór ścieżki prawości czynniki zewnętrzne: polityczne zawiłości, konflikty zbrojne, wpływ innych czy środowisko, w którym zostaliśmy wychowani. Na ekranie przepracowywał własne fobie, ale oddawał również lęki natury egzystencjalnej, podkreślając samotność jednostki w starciu z istnieniem.
Oglądając jego produkcje, możemy nauczyć się wiele o nas samych. Przejrzeć się w lustrze. I czasem przerazić tym, co zobaczymy.

2 godzin temu















