Drewniana winda w klasztorze staroobrzędowców w Wojnowie na Mazurach od ponad wieku przypomina, iż największe wynalazki rodzą się z troski o drugiego człowieka.
Przekraczając próg klasztoru, dostrzegamy przede wszystkim ikony, stare księgi, zapach drewna i ciszę. To właśnie cisza wydaje się tutaj najstarszym mieszkańcem. Przetrwała wojny, zmiany granic, odejście kolejnych pokoleń i nieustanny bieg historii. Dopiero po chwili uwagę przyciąga niepozorna drewniana konstrukcja przypominająca wąski szyb.
To nie jest eksponat muzealny, tylko winda. Nie elektryczna, hydrauliczna, ani sterowana komputerem. To jest winda drewniana. Powstała pod koniec XIX wieku. Na pierwszy rzut oka wydaje się zaskakująco prosta. Kilka drewnianych prowadnic, lina, przeciwwaga i niewielka kabina. Dopiero kiedy poznajemy jej historię, zaczynamy rozumieć, iż patrzymy na coś znacznie ważniejszego niż dawny mechanizm.

Ta winda została zbudowana dla jednej osoby
Dla zakonnicy, która z powodu choroby nie była już w stanie pokonywać stromych schodów prowadzących do jej celi na piętrze i do klasztornej kaplicy. Ktoś nie uznał tego za nieunikniony los. Nie powiedział, iż „tak już musi być”. Pomyślał i wykorzystując prostą zasadę przeciwwagi – podobną do działania wagi szalkowej – stworzył urządzenie, które przywróciło chorej siostrze samodzielność.
To właśnie tutaj zrozumiałam, iż patrzę nie tyle na zabytek techniki, ile na niezwykle szlachetną definicję innowacji. Dzisiaj kojarzymy ją z laboratoriami, sztuczną inteligencją, robotami czy technologiami kosmicznymi. Tymczasem prawdziwa innowacja zaczyna się znacznie wcześniej. Rodzi się wtedy, gdy człowiek dostrzega problem drugiego człowieka i postanawia go rozwiązać.
Nie znamy nazwiska konstruktora tej windy. prawdopodobnie nigdy go nie poznamy. W tamtych czasach nikt nie zgłaszał podobnych rozwiązań do urzędów patentowych ani nie myślał o rozgłosie. Liczył się efekt – możliwość normalnego życia dla chorej zakonnicy. Paradoksalnie właśnie ta anonimowość nadaje tej historii niezwykłą siłę. Największe dzieła nie zawsze mają podpis autora.
Klasztor w Wojnowie
Historia klasztoru również opowiada o ludziach, którzy potrafili zachować wierność swoim przekonaniom mimo przeciwności losu. Staroobrzędowcy przybyli na Mazury, uciekając przed prześladowaniami religijnymi. W XVII wieku sprzeciwili się reformom liturgicznym patriarchy Nikona i przez dziesięciolecia byli zmuszani do opuszczania rodzinnych stron. Na mazurskiej ziemi znaleźli miejsce, gdzie mogli żyć zgodnie ze swoją tradycją.
Tutaj zbudowali klasztor. Modlili się i pracowali. Wychowywali kolejne pokolenia. Nie tworzyli wielkich manifestów, ale pozostawili po sobie coś znacznie cenniejszego. Świadectwo życia opartego na prostocie, pracy i wzajemnej odpowiedzialności.
Może właśnie dlatego drewniana winda wydaje się tak naturalnym elementem tego miejsca. Nie jest symbolem luksusu, tylko troski o człowieka.

Księga pamiątkowa
Podczas zwiedzania klasztoru mój mąż Marek Tomaka zatrzymał się przy księdze pamiątkowej. Napisał kilka prostych zdań. Wspomniał, iż po raz pierwszy odwiedził Wojnowo w 1990 roku. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Klasztor został odrestaurowany. Powstało muzeum. Przybywa odwiedzających. Ale jedno pozostało niezmienne – atmosfera.
To jest niezwykłe poczucie spokoju, którego nie da się sfotografować ani zamknąć w muzealnej gablocie. Patrząc na wpis Marka, pomyślałam, iż są miejsca, do których nie wraca się wyłącznie po to, by zobaczyć, co się zmieniło. Wraca się po to, by sprawdzić, co pozostało takie samo.
W Wojnowie takim niezmiennym świadkiem czasu jest właśnie drewniana winda. Od ponad stu lat przypomina, iż największe innowacje nie zawsze rodzą się w laboratoriach. Czasem powstają z drewna, kilku lin i prostych praw fizyki. Ale przede wszystkim – z uważności na drugiego człowieka.
Ten esej ma jeszcze jedną, ukrytą warstwę. Jest opowieścią o innowacji, ale nie w znaczeniu technologicznym. Pokazuje, iż rozwój cywilizacji nie polega wyłącznie na tworzeniu coraz bardziej skomplikowanych urządzeń. Prawdziwy postęp zaczyna się tam, gdzie wiedza spotyka się z empatią.
Patrząc na drewnianą windę w Wojnowie, trudno oprzeć się myśli, iż właśnie takie rozwiązania – ciche, skromne i tworzone z myślą o drugim człowieku – najdłużej opierają się upływowi czasu.
Jolanta Czudak Tomaka





![Tak bp. Solarczyk budzi pielgrzymów! Zobacz nagranie [WIDEO]](https://stacja7.pl/wp-content/uploads/2026/08/bp-solarczyk-pielgrzymka.jpg)











