Wolne media? Czasem tylko wolne żarty

3 godzin temu

Okładka „Polityki” jest kompromitacją dziennikarską. Niestety nie pierwszą i choćby nie największą w tym tygodniu. Na szczęście są też pozytywni bohaterowie medialnych afer.

Wiedzieliście, iż w wieku 38 lat można cieszyć się godną emeryturą w Polsce? Może nie myślimy o tym często, ale emerytury mundurowe dają możliwość wcześniejszego przejścia na świadczenie osobom pracującym w służbach mundurowych (i nie tylko, bo sprawa dotyczy również innych grup zawodowych) po osiągnięciu określonego stażu pracy. Czy to sprawiedliwe, by przed czterdziestką cieszyć się emeryturą, gdy inni pracują kilkadziesiąt lat dłużej? Czy jesteśmy z takiego systemu zadowoleni jako obywatele?

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

To ważne pytania, które postanowiła zadać „Polityka” w tekście Joanny Solskiej. Problem w tym, iż sposób, w jaki to zrobiła, jest kompromitacją dziennikarską — i to niestety nie pierwszą, a choćby nie największą w tym tygodniu.

Na czym polega wolność mediów?

Najpierw był „Kałownia” w wykonaniu Tomasza Lisa, wiele miesięcy później powtórzony z uśmieszkiem samozadowolenia przez Tomasza Sekielskiego. W międzyczasie pojawili się opłacani przez instytucje kontrolowane przez ludzi z Koalicji Obywatelskiej internetowi hejterzy, którzy szykanowali Szymona Hołownię.

Byli też dziennikarze „Newsweeka” czy Onetu, którzy o spotkaniu marszałka Sejmu z liderem opozycji – tak, nocnym; i tak, zorganizowanym w sposób nietransparentny; ale nie udawajmy, iż polityka dzieje się tylko między 9 a 17 i tylko przy ul. Wiejskiej – pisali jako o „odlocie”, „knuciu”, „spiskowaniu”, „stawianiu premiera Tuska pod ścianą” itd.

Popularni dziennikarze, pracujący dla tytułów określających się jako „wolne media”, uczynili z Szymona Hołowni kozła ofiarnego koalicji 15 października. Powielali i promowali tym samym wewnętrzną narrację liderów Koalicji Obywatelskiej, którzy w liderze Polski 2050 dostrzegli zagrożenie dla prezydenckich planów Rafała Trzaskowskiego. Żarty z kupy, abdykacja z wyjaśniania czytelnikom rzeczywistości, a zamiast tego narzucanie interpretacji w kluczu partyjnym – na tym ma polegać „wolność” tych tytułów?

Hołownia stał się obiektem ataków mediów liberalnych w stopniu porównywalnym (a może choćby większym) do Karola Nawrockiego. U tego drugiego chodziło jednak o kwestie moralne i obyczajowe, które mogły mieć znaczenie z perspektywy interesu obywateli. W przypadku Hołowni powodem największych ataków było to, iż spotykał się z liderem opozycji jako marszałek izby, który odpowiada zarówno za większość sejmową, jak i… opozycję, a także fakt, iż wypełniał swoje obowiązki konstytucyjne i zdecydował się odebrać przysięgę od prezydenta elekta.

Media politycznych plemion

Ale medialna rozprawa nad byłym już marszałkiem przekroczyła kolejne tabu w tym tygodniu. Tym razem media uderzyły w jego życie prywatne. Najpierw Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” wyautował Hołownię – bez jego wiedzy i zgody – jako osobę chorującą na depresję. W leczeniu chorób i zaburzeń psychicznych takie zachowanie jest czynnikiem dokrzywdzającym cierpiącą osobę. A wszystko wydarzyło się w Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją, po czym… Hołownia potwierdził, iż choruje, ale nie na depresję. Trudno o dłuższy ciąg dziennikarskich kompromitacji.

Czy medium głównego nurtu naprawdę nie potrafi opowiedzieć o istotnej kwestii polityczno‑społecznej bez odwoływania się do plemienności politycznej?

Bartosz Bartosik

Ledwie dwa dni później ukazało się nowe wydanie „Polityki” ze wspomnianym tekstem Joanny Solskiej. Jej obserwacje i pytania dotyczące emerytur mundurowych – powtórzę to raz jeszcze – są ważne i wartościowe. Obecny system najprawdopodobniej wymaga reformy. A na pewno zmiany wymaga traktowanie przez Rzeczpospolitą tych emerytów, którzy pełnili ważne funkcje publiczne, pracowali w wojsku lub służbie cywilnej. Ich doświadczenie i wiedza powinny pozostawać zasobem państwowym choćby po okresie ich służby.

Nic jednak nie usprawiedliwia redakcji, która na okładkę i do tytułu wyciągnęła żony prezydenta i byłego marszałka. Owszem, Marta Nawrocka (jako była funkcjonariuszka Krajowej Administracji Skarbowej) i Urszula Hołownia (jako pilotka myśliwców w Wojsku Polskim) skorzystały z przywileju wcześniejszej emerytury. Ale czy na pewno to one są najlepszą ilustracją problemu z emeryturami stażowymi? Czy pilotka myśliwca z niemal 20-letnim stażem wojskowym naprawdę jest osobą, której powinno się odebrać prawo do świadczenia?

Wobec wspomnianego już kontekstu trudno odczytać okładkę „Polityki” inaczej niż jako wejście z butami w życie prywatne osób, które nie wyrażały zgody, by publicznie je eksponować. Wykorzystanie żon nielubianych przez liberalne media polityków do zilustrowania problemu systemowego – i dodatkowe podkreślenie kontrastującym kolorem ich wieku oraz statusu zawodowego – mogło zostać odczytane jako sygnał do ataku dla internetowych trolli i cyfrowych chuliganów. I gdy się przyjrzeć mediom społecznościowym, dokładnie tak się stało.

Czy medium głównego nurtu naprawdę nie potrafi opowiedzieć o istotnej kwestii polityczno‑społecznej bez odwoływania się do plemienności politycznej?

Moment autorefleksji

Nie chronię Szymona Hołowni czy Karola Nawrockiego przed krytyką. Hołownia zaliczył wiele politycznych błędów i potknięć, a spadek notowań Polski 2050 jest w istotnej mierze ich wynikiem. Karol Nawrocki merytorycznie nie ma racji w wielu kwestiach, a jego ostateczne stanowisko wobec ustawy wdrażającej wykorzystanie przez Polskę funduszy z instrumentu SAFE będzie wskaźnikiem tego, czy reprezentuje przede wszystkim polską, czy amerykańską rację stanu.

Nie na tym jednak skupia się uwaga „wolnych mediów”, ale na klikalności, politycznym MMA, w którym ostatecznie nie ma zwycięzców. Jest tylko obywatel jednocześnie bardziej oburzony i słabiej poinformowany, medialni faworyci i wrogowie oraz media tradycyjne ze spadającą z roku na rok sprzedażą.

Są w tej historii na szczęście także pozytywni bohaterowie. Jednym z nich jest redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, Michał Szułdrzyński, który po tekście swojego podwładnego wystosował prawdziwe przeprosiny w stronę Hołowni, a także zdjął artykuł z sieci. Hołownia wybaczył, dzięki czemu temat, który mógł być kolejną okazją do długiej, symbolicznej nawalanki politycznej, ucichł. Warto docenić taki moment autorefleksji w naszej debacie publicznej.

Idź do oryginalnego materiału