Żydzi, list episkopatu i grzech zaniedbania

3 godzin temu

Pokłóciliśmy się o coś, co w Kościele powszechnym od sześćdziesięciu lat jest oczywistością.

Emocje, jakie wywołał niedzielny list Konferencji Episkopatu Polski, najlepiej pokazują, iż w Polsce, owszem, chętnie mienimy się katolikami i gotowi jesteśmy za ów „katolicyzm” iść na barykady. Tyle iż bić się chcemy za religię, którą sami sobie wykreowaliśmy na własne doraźne potrzeby i która z Kościołem Rzymskim nie ma wiele wspólnego.

Kto bowiem z komentujących zastanowił się nad tym, iż budzące ponoć największe kontrowersje zdanie, przez niektórych nazywane wręcz heretyckim, ma już ponad dziesięć lat? Przecież słowa: „nie ma żadnych wątpliwości, iż Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” znalazły się w dokumencie opublikowanym przez watykańską (!!!) Komisję ds. Relacji Religijnych z Judaizmem w grudniu 2015 roku.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Nie są one niczym odkrywczym ani choćby nowym. Nie wprowadzają absolutnie żadnego przełomu. Słowa, które wypowiedziane przez polskich biskupów (za których sztuką epistolarną nie przepadam), mają być zdradą, hańbą, herezją i co tam jeszcze niechętnym przyjdzie do głowy, od dziesięciu lat spokojnie żyją sobie w oficjalnych dokumentach Kościoła. I Kościół się od tego nie rozpadł. I Bóg nie przestał nas zbawiać.

Może po prostu wcześniej mało kto nad Wisłą interesował się tym, jakie dokumenty ukazują się w Watykanie, czym żyje Kościół powszechny, jak rozwija się teologia.

Smutny fakt

Nie od dziś wiadomo, iż mamy w Kościele w Polsce do czynienia z olbrzymim grzechem zaniedbania na polu edukacji. Trudno nie odnieść wrażenia, iż dyskusja wywołana listem KEP tylko ten problem uwidoczniła. Dlatego nie od wyjaśniania pojęć trzeba tu zacząć, a od głośnego wołania o edukację wierzących dorosłych oraz o stałe wychodzenie z kościelnego polskiego podwórka – jeżeli nie w stronę Kościoła Powszechnego, to przynajmniej w kierunku Rzymu.

I to jest dla mnie meritum sprawy: bo pokłóciliśmy się o coś, co w Kościele od dziesięciolecia, a w zasadzie od sześćdziesięciu lat, jest oczywiste. Odgrzaliśmy stary kotlet, przekonani, iż oto właśnie my ocalamy świat.

Oczywiście do listu KEP można mieć zarzuty. Tym głównym jest jednak nie jego treść, a czas i kontekst publikacji. Sześćdziesiąta rocznica opublikowania deklaracji „Nostra aetate” o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich przeszła niemal niezauważona w październiku ubiegłego roku. Czterdziesta rocznica przełomowej wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze była ostatnim możliwym wydarzeniem, które można było wspomnieć i przypomnieć w ramach świętowania.

Nie mamy powodu patrzeć Bogu zazdrośnie na ręce i pilnować Go, żeby przypadkiem nie zbawił nikogo poza nami

Monika Białkowska

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Rocznice czcić trzeba. Polscy biskupi działają zaś raczej w kalendarzu rocznic i wspomnień, niż wydarzeń, które niesie świat. Samo pisanie i redagowanie listu trwać może kilka tygodni, jeżeli nie miesięcy. Fakt, iż list potępiający (absolutnie słusznie) antysemityzm i przypominający (teologicznie poprawnie), iż Żydzi pozostają ludem wybranym, opublikowany został po kilku latach toczącej się w Izraelu i Palestynie wojny, w której to Izraelczycy wykazują się niespotykanym okrucieństwem wobec palestyńskich cywilów, mógł być w gruncie rzeczy tylko nieprzewidzianą przez biskupów okolicznością.

Nie bronię ich ani nie usprawiedliwiam: stwierdzam po prostu smutny fakt. Czy mogli „nie zauważyć”, jakie oburzenie w świecie i w Polsce budzą działania Benjamina Netanjahu? Tak, mogli tego nie zauważyć. Jak to o nich świadczy, Czytelnicy ocenią, ale osobiście uważam, iż dopatrywanie się w tym skomplikowanej politycznej gry i wielowarstwowych iluzji jest zbyt dużym komplementem.

Biskupi napisali swój list o Żydach, czyli o tych ludziach, którzy są wyznawcami judaizmu. Nie pisali o Izraelczykach, zatem o tych, którzy są obywatelami państwa Izrael.

List pasterski KEP, abstrahując całkowicie od bieżących wydarzeń, jest listem o relacji dwóch religii: o ich historii i o przyszłości. Prawda zaś o tej relacji jest taka, iż to chrześcijanie w relacji z judaizmem odkrywają swoje korzenie i swoją tożsamość. Czy mogliby to zrobić, odrzucając judaizm? Teoretycznie wydaje się to możliwe. Kościół już w 49 roku na Soborze Jerozolimskim, w sporze między Pawłem a Piotrem, ustalił, iż poganie przyjmujący Jezusa nie muszą brać na siebie religijnych zobowiązań judaizmu. Uwolnieni zostali z przestrzegania przepisów żydowskiego Prawa i z obowiązku obrzezania.

Tyle iż oni sami przesiąknięci byli do szpiku kości judaizmem, tak samo zresztą, jak z judaizmu wyrastał Jezus. Rozumieli Go. Dla nas Jezus Chrystus pozbawiony kontekstu judaizmu, oderwany od ówczesnych tradycji i rytuałów, odarty z ówczesnej religijności, staje się niezrozumiały. Jest tylko płaską postacią na religijnych obrazkach, naiwnie uśmiechniętą. Bez rozumienia judaizmu nie jesteśmy w stanie pojąć ani głębi przypowieści, ani znaczenia gestów Jezusa, ani choćby Jego słów.

Sale!
  • Piotr Matywiecki

Dwa oddechy
OUTLET

10,00 32,00 Do koszyka

Bez żydowskiego przecież Starego Testamentu Jezus traci wszystkie proroctwa i dramat oczekiwania, i choćby ów brak zrozumienia Jemu współczesnych, kim ma być Mesjasz, staje się dla nas niezrozumiały. Bez judaizmu zostajemy bez psalmów. Bez judaizmu zostajemy bez Paschy. Bez judaizmu zostajemy bez Eucharystii, która wprawdzie była i jest działaniem Boga, ale przecież jej ludzki rytm i porządek mają swoje źródło w kulcie w Świątyni.

Już tylko to sprawia, iż musi się w nas rodzić szacunek i wdzięczność. Już samo to sprawia, iż jako chrześcijanie powinniśmy stanąć w pokorze i uczyć się, nie spłycać swojej własnej wiary, nie okradać Jezusa z tego, co było tak bardzo Jego – czyniąc go przystojnym blondynem.

Kościół zrozumiał, co zrobił

Jednym z poważniej brzmiących argumentów, używanych w niektórych kręgach, jest ten, iż nauczanie o zbawieniu Żydów to zerwanie z nauczaniem Kościoła, odejście od tego, co się nazywa hermeneutyką ciągłości – bo przez niemal dwa tysiące lat Kościół uczył przecież, iż Żydzi nie dostąpią zbawienia. Ci sami ludzie będą mówić, iż sytuację zmienił Holokaust, po którym nauczanie Kościoła przestało rzekomo spełniać warunki politycznej poprawności.

Najlepiej będzie tu chyba zacytować słowa ks. Grzegorza Michalczyka, które padły w programie „Reportaż z wycinków świata”. – Bez wątpienia Holokaust był katalizatorem w zmianie spojrzenia na Żydów. Był też kubłem zimnej wody na głowy wielu. Nagle okazało się, iż stworzyliśmy w Kościele przestrzeń, w której tak potworna rzecz mogła się wydarzyć. Jak to możliwe, iż z pokoleń, które uczyły się od dziecka katechizmu i recytowały „Nie zabijaj”, wyrastali ludzie, którzy potem mordowali kobiety, dzieci i starców tylko za to, iż byli Żydami? – zastanawiał się ks. Michalczyk.

Duchowny znalazł w „Ateneum Kapłańskim” z 1938 roku artykuł ks. Michała Morawskiego (skądinąd w 1940 roku zamordowanego przez nazistów) o „stanowisku Kościoła wobec niebezpieczeństwa żydowskiego w dawnej Polsce”. Zestawił on ze sobą cytaty z kościelnych dokumentów i wypowiedzi biskupów. To właśnie polskie synody oficjalnie głosiły: „Obrzydliwa przewrotność żydów […] doszła już do tego zuchwalstwa i bezczelności, iż żydzi górują nad chrześcijanami […]. Tym bardziej zaś jest to bolesne, iż przecież żydzi za własne grzechy i niewierność odrzuceni zostali przez Boga i poddani w wieczną niewolę” (Synod chełmski 1604); „Żydzi z pogardy i nienawiści do religii chrześcijańskiej szerzą wszędzie zepsucie, bezbożność i zgorszenie wśród chrześcijan […]. Co gorsza, niewiasty chrześcijańskie będące, jak to się niestety często zdarza, karmicielkami dzieci żydowskich, uwodzone są przez żydów, za umówioną cenę pieniężną do strasznych zbrodni, do pijaństwa i rozpusty i o zgrozo, do wydawania im własnych dzieci, zabijanych następnie okrutnie przez żydów dla celów rytualnych” (Synod wileński 1685).

– Żydzi w Polsce nie mogli budować domów blisko kościoła. Musieli uciekać do domu, kiedy szła procesja z Najświętszym Sakramentem, nie było im wolno być wtedy na ulicy. Setki lat religijnej praktyki ukształtowały takie postawy. Niewygodnie jest dzisiaj o tym mówić. Kościół w pewnym momencie zauważył, co się stało, zauważył, co zrobił. I dlatego radykalizm dokumentów kościelnych po „Nostra aetate” jest tak mocny. Zrozumieliśmy – mówi ks. Michalczyk.

Sale!
  • Krzysztof Bielawski

Zagłada cmentarzy żydowskich

39,98 49,98
Do koszyka
Książka – 39,98 49,98 E-book – 35,98 44,98

Kościół, który był jednocześnie przed II Soborem Watykańskim, ale po II wojnie światowej, zobaczył wyraźnie jak nigdy, do czego prowadzić może nienawiść. Zobaczył też, jak łatwo można ową nienawiść nakarmić i jak gwałtownie wyrosnąć może ona w zdarzenia, nad którymi łatwo przestać mieć kontrolę. Zrozumiał też, iż nie tego od chrześcijanina chce Bóg.

Magisterium Kościoła nie zmienia dogmatów. Rozwija się i dojrzewa w kolejnych epokach, pogłębiając rozumienie Boga i świata. „Nostra aetate” odpowiedziała na pytanie, jak głosić Ewangelię życiem i jak traktować tych, którzy nie są chrześcijanami. Tą odpowiedzią nie jest ani nienawiść, ani odbieranie komukolwiek nadziei zbawienia.

Nie nasza to sprawa

I zdarza się, iż ludzie reagują tu znów dość nerwowo. Czy w takim razie nie lepiej wrócić do palenia menory i nie zawracać sobie głowy sakramentami? Skoro wszyscy i tak mamy nadzieję być zbawieni, to po co nam Kościół?

To, iż Jezus Chrystus w Kościele właśnie daje nam pełnię życia: od chrztu, przez Eucharystię i pełnię łaski – to, iż obdarzył nas najhojniej, jak tylko się da – naprawdę nie oznacza, iż mamy na innych patrzeć z zazdrością i wyliczać, ile tamci powinni otrzymać. Nie mamy powodu patrzeć Bogu zazdrośnie na ręce i pilnować Go, żeby przypadkiem nie zbawił nikogo poza nami. Zazdrościć komuś łaski Bożej jest – przypomnę tylko – jednym z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu.

W Kościele wiemy, iż Bóg działa i wiemy, jak Bóg działa. Wiemy, iż działa w pełni i skutecznie, iż znajdziemy tu wszystko, co do zbawienia jest nam konieczne. Ale nie jest naszą sprawą krępować Boga i wyliczać ludziom, kto i dlaczego zbawienia nie dostąpi. Nie naszą sprawą jest zbudować dla Boga klatkę i powiedzieć Mu, iż dalej ani rusz. Duch naprawdę wieje, kędy chce, a nam wypada się pokornie zgodzić, iż za Nim nie nadążymy.

Naszą sprawą jest tylko żyć miłością Jezusa i tą miłością innych zachwycać tak, żeby też mieli szansę Go odkryć. Zazdrosny o łaskę facet z ponurą gębą, wygrażający Żydom, iż pójdą do piekła, naprawdę nikogo do Jezusa nie przyciągnie. Apostoł ma pozostać apostołem, nie sędzią.

Idź do oryginalnego materiału