Bronię karnego jeżyka. Superniania miała rację w jednej sprawie

12 godzin temu

W jednym z popularnych podcastów dwaj prowadzący przez ponad dwie godziny nie zostawili na „Superniani” suchej nitki. Z częścią zarzutów się zgadzam. Kiedy jednak usłyszałam, iż karny jeżyk to przestarzała metoda, której dziś już się nie stosuje, postanowiłam zabrać głos.

Pokazywanie prywatności dzieci nigdy nie jest OK

Zacznę od tego, czego bronić nie będę. Reality show, w którym ekipa telewizyjna wchodzi do domu i nagrywa dziecko w najtrudniejszych chwilach, odbiera mu prywatność, a ono samo nie mogło się na to zgodzić. Dziś miliony rodziców robią to samo bez telewizji: nagrywają dzieci płaczące albo wkręcane w żarty i wrzucają filmiki na TikToka dla zasięgów. W „Superniani” przynajmniej pokazywano przy tym, jak sobie radzić z trudnym zachowaniem dziecka.

I to akurat trafiało do widzów. Badacze z australijskiego Uniwersytetu Edith Cowan przeprowadzili sondaż telefoniczny wśród 400 osób, które obejrzały co najmniej jeden odcinek „Supernanny”. Aż 88 proc. z nich mówiło, iż dzięki programowi poznało sposoby radzenia sobie z zachowaniem dzieci, a 53 proc., iż już je wypróbowało. To oczywiście tylko deklaracje widzów. Jednak sondaż pokazuje, jak bardzo przekonuje rodziców metoda, którą mogli obejrzeć w działaniu.

Time-out pod ostrzałem

W polskim internecie panuje dziś przekonanie, iż time-out to relikt behawioryzmu, a dziecka nie wolno w żaden sposób dyscyplinować. Tymczasem Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) przez cały czas go zaleca. Psycholodzy z Uniwersytetu Michigan pod kierunkiem Rachel Knight postanowili wręcz sprawdzić, czy time-out szkodzi dzieciom. Przeanalizowali dane rodzin obserwowanych od wczesnego dzieciństwa do piątej klasy. Dzieci, których rodzice stosowali time-out, radziły sobie co najmniej równie dobrze co dzieci, których rodzice stosowali inne metody wychowawcze.

Część tych samych autorów przejrzała wcześniej 102 strony internetowe z poradami dla rodziców. Mniej więcej co trzecia przedstawiała time-out jako szkodliwy lub nieskuteczny. Żadna nie opisywała poprawnie wszystkich warunków, od których zależy jego skuteczność. A pominięcie choćby jednego z nich osłabia całą metodę.

Jak zrobić dobry time-out

Oto zasady według AAP i badaczy z Michigan.

Podstawa: wysokiej jakości czas z rodzicami. Time-out działa wtedy, gdy na co dzień dziecko dostaje od rodzica dużo uwagi i wspólnej zabawy. Dopiero wtedy kilka minut bez tej uwagi coś dla niego znaczy. W poradnikach internetowych ten warunek prawie się nie pojawia: wspominały o nim 4 proc. stron.

Na początek: jedno ostrzeżenie. Spokojnie nazwij zachowanie, które ma się skończyć: „Jeśli będziesz krzyczeć na brata, pójdziesz uspokoić się na krzesło”. Każde kolejne ostrzeżenie osłabia metodę. jeżeli zachowanie się powtórzy, time-out zaczyna się od razu, bez gróźb i negocjacji.

Miejsce: spokojne, nudne bez publiczności. Wystarczy krzesło albo kąt pokoju, bez zabawek i ekranów, ale też bez widzów. Obecność innych, obserwujących to osób nakręca emocje. AAP odradza sypialnię i pokój do zabawy, bo dziecko ma tam pod ręką to, co lubi. jeżeli dziecko jest w silnych emocjach, można mu dać przytulankę pomagającą się uspokoić.

Czas: krótko. Orientacyjnie minuta na każdy rok życia, czyli dwie minuty dla dwulatka i pięć dla pięciolatka. O końcu decyduje dorosły: time-out kończy się po chwili, w której dziecko jest już spokojne.

Gdy dziecko protestuje: bez dyskusji. jeżeli wstaje, spokojnie odprowadź je z powrotem, bez tłumaczeń i bez złości. Krzyk i płacz przeczekaj, chyba iż dziecku grozi krzywda. AAP radzi wtedy liczyć czas od nowa.

Na koniec: powrót do sprawy. Gdy time-out był za nieposłuszeństwo, wróć do polecenia, bo klocki przez cały czas czekają na sprzątnięcie. Ten krok pomijało 90 proc. stron z poradami. Bez niego kilka minut na krześle staje się sposobem na wymiganie się od sprzątania.

Do tego konsekwencja: ta sama reakcja na to samo zachowanie, także u dziadków. AAP podsuwa też time-out dla rodzica. Gdy czujesz, iż tracisz panowanie nad sobą, zostaw dziecko w bezpiecznym miejscu i daj sobie kilka minut na uspokojenie.

Gałganek z wódką w nowej wersji

Jakie są konsekwencje odrzucenia wypróbowanych metod wychowawczych? Natura nie znosi pustki. Dziecko bez granic, bez konsekwencji będzie rozedrgane. A rodzic będzie chciał odrobiny spokoju. Sięgnie zatem po sposoby zapewniające mu spokój. Dawniej w tym celu płaczącemu niemowlęciu dawano ssania gałganek nasączony wódką. Dziecko było spokojne, rodzice też. Mam nadzieję, iż dziś nikt tego nie robi. Znaleźliśmy za to zamiennik, który jest w pełni akceptowany społecznie: telefon z niekończącymi się bajkami i rolkami. Z badania IBRiS dla Fundacji Banku Millennium wynika, iż własne urządzenie elektroniczne ma już dwoje na troje dzieci w wieku 3–7 lat. Najczęściej jest to telefon, który ma 32% dzieci w tym wieku.

Time-out wymaga od rodzica konsekwencji i wytrzymania kilku minut płaczu. telefon uspokaja od razu, tyle iż niczego dziecka nie uczy, a prowadzi do uzależnienia. Dlatego wolę karny jeżyk.

Na podstawie: Ganeshasundaram i Henley (2009), AAP (2018), Knight i in. (2020), Drayton i in. (2014), IBRiS dla Fundacji Banku Millennium (2026).

Czytaj także:Pierwszy telefon dopiero w liceum – rozmowa z medioznawczynią
Czytaj także:Zakaz telefonów w szkołach. Pomysł minister edukacji, czy to ma sens?
Czytaj także:Jak rozmawiać z nastolatkiem, który nie chce rozmawiać?
Idź do oryginalnego materiału