Komisja, jaka jest, nikt nie wie

2 godzin temu

Analiza dostępnych dokumentów wskazuje, iż kierownictwo KEP robi wszystko, aby Komisja ds. wykorzystywania seksualnego została formalnie powołana, ale realnie nie miała żadnej istotnej sprawczości.

„Nie ukrywam wewnętrznej radości, jaką mam w moim sercu, wynikającej z faktu, iż dzisiaj właśnie Konferencja Episkopatu Polski ustami swojego rzecznika mogła zakomunikować fakt podjęcia przez biskupów decyzji o powołaniu tejże komisji” – obwieścił 12 marca bp Sławomir Oder. Chodzi oczywiście o „Komisję niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce” (dalej: Komisja).

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

To rzeczywiście piękny prezent na trzecią rocznicę decyzji inicjującej prace nad powstaniem Komisji, która została podjęta przez Konferencję Episkopatu Polski (KEP) w marcu 2023 roku. Zaledwie 36 miesięcy i 10 zebrań plenarnych KEP później wreszcie mamy Komisję! A precyzyjniej: Komisji nie mamy.

Co uchwalili biskupi?

Z doniesień prasowych i komunikatu KAI wynika, iż na podstawie prawa kanonicznego KEP powołała publiczną osobę prawną pod nazwą Komisja. Biskupi utworzyli zatem byt prawno-kanoniczny, na razie bez składu osobowego. Portal Więź.pl starał się na gorąco zrozumieć tę decyzję (zob. „WYJAŚNIAMY: Komisja powstała. Ale wciąż nie wiadomo, jaka będzie”), ale wątpliwości wciąż pozostają.

Obecnie Komisja to tylko kilka kartek papieru. Zresztą, choćby nie wiemy ile. Nie opublikowano bowiem jej statutu, a więc podstawowego dokumentu determinującego cele i zadania osoby prawnej. Jak wyjaśnił na konferencji prasowej bp Oder, statut zostanie ujawniony w późniejszym terminie, gdyż ma jeszcze być przekazany „do konsultacji z instytucjami państwowymi w związku z ubieganiem się o osobowość prawną w przestrzeni państwowej”.

Biuro Rzecznika KEP odmówiło przekazania redakcji „Więzi” uchwalonego statutu, choć redakcja przekonywała, iż „udostępnienie tych informacji pozwoli nam na adekwatne zrozumienie treści uchwał i zamiarów KEP. Bez tego skazani jesteśmy na domysły”. Biuro w niepodpisanej odpowiedzi wyjaśniło, iż ewentualne wskazanie zmian przez ministerstwo skutkować może koniecznością zmiany uchwały ustanawiającej Komisję i przyjęcia nowego statutu.

Trzeba więc samodzielnie analizować i domyślać się.

Dlaczego nie ujawniono statutu Komisji?

Po pierwsze, zaskakujące jest cytowane wyżej wyjaśnienie bp. Odera. Dlaczego po 36 miesiącach prac wewnętrznych bliżej nieokreślone instytucje państwowe mają konsultować uchwalony już statut Komisji?

W polskim porządku prawnym istnieje przecież konstytucyjna zasada poszanowania autonomii oraz wzajemnej niezależności państwa i kościołów. Na podstawie art. 10 ustawy z 17 maja 1989 roku o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego kościelne jednostki organizacyjne mogą uzyskać osobowość prawną w drodze rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji, wydanego na wniosek adekwatnej władzy kościelnej. Minister uznaje nową kościelną osobę prawną w porządku państwowym, wydając stosowne rozporządzenie. Szanując autonomię Kościoła, nie powinien w żaden sposób ingerować w treść jej statutu.

Decyzja władzy świeckiej ma zatem charakter rejestracyjny, a kontrola sprowadza się do weryfikacji spełnienia warunków formalno-prawnych. Sprawdza się więc, czy wniosek złożył podmiot do tego uprawniony (tu: Konferencja Episkopatu Polski), czy określono charakter i zakres działania jednostki, nazwę, adres i siedzibę. Trzeba też sprawdzić, czy działalność jednostki nie narusza prawa polskiego lub porządku publicznego.

Sale!

Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

I jeszcze dwa drobiazgi: czy został określony organ uprawniony do reprezentowania tej osoby prawnej i czy został wskazany piastun tego organu. Tu rzeczywiście może być problem, bo, jak wskazałem wcześniej, przewodniczącego/przewodniczącej tymczasowo brak. Nie to ma być jednak przedmiotem konsultacji, a sama treść aktu założycielskiego.

Niezrozumiałe jest więc wyjaśnienie, iż statut nie może być w tej chwili podany do publicznej wiadomości. choćby gdyby okazało się, iż trzeba go w jakimś zakresie poprawić, trudno zrozumieć nieujawnienie jego treści. Decyzja KEP z pewnością nie jest przypadkowa, ale niestety nie znamy jej rzeczywistych motywów – bo oficjalne poznaliśmy.

Ustanowiono Komisję czy nie?

Wiemy tyle, iż w tej chwili nie ma składu osobowego Komisji i nie znamy treści jej statutu. Poznaliśmy za to treść dwóch innych dokumentów, które, choć są zwięzłe, wiele mówią. Pierwszy to: „Porozumienie zawierane pomiędzy KEP oraz Konferencją Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce i Konferencją Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce”. To dwie kartki, na których zainteresowane strony „postanawiają” (nawet nie „zobowiązują się”), iż „udzielą jej [Komisji – przyp. JS] wszelkiej niezbędnej pomocy w granicach swoich kompetencji w celu umożliwienia Komisji realizacji jej celów statutowych”.

W drugim (i ostatnim) merytorycznym paragrafie Porozumienia znalazły się ogólne deklaracje co do źródeł finansowania Komisji („powinna być finansowana”) oraz wskazanie jej uzasadnionych kosztów. Więcej miejsca zajmuje w tym tekście określenie stron i podpisy, niż sama treść. Czy naprawdę tego typu – w istocie miękkie, czyli nieegzekwowalne – ustalenia pomiędzy organizacjami kościelnymi wymagają podpisywania pisemnych porozumień?

Drugi dokument to „Zasady działania Komisji” (dalej: Zasady). Nie jest to dokument kreujący osobę prawną, ale raczej spis wytycznych i szczegółowych dyrektyw, na podstawie których akt założycielski Komisji, czyli statut, ma zostać przygotowany. Tak, to nie moje przejęzyczenie – według treści Zasad statut
dopiero ma zostać przygotowany. Zgodnie z pkt. 18 Zasad: „Przygotowanie statutu Komisji, zgodnego z niniejszymi zasadami i ustanowienie Komisji jako odrębnej osoby prawnej powierza się Prezydium KEP”.

Powyższe postanowienie można odczytać na dwa sposoby: albo, jedynie dla poprawności formalno-prawnej, udzielono Prezydium KEP upoważnienia do wprowadzenia ewentualnych drobnych zmian wynikających z konsultacji z organami państwowymi do już gotowego statutu Komisji, albo ostatecznej treści statutu jeszcze nie wypracowano. Choć pozostało opcja trzecia: postanowienie to zdezaktualizowało się wobec podjęcia przez KEP uchwały o ustanowieniu Komisji. Złośliwi wskazaliby tu na brak „precyzji prawnej”, jednak takie rzeczy zdarzają się, szczególnie gdy sytuacja jest dynamiczna i ustalenia zmieniają się w trakcie posiedzenia organu. Nie zawsze jest możliwość wprowadzenia zmian do przygotowanych dokumentów.

Czytając pkt. 18 Zasad, można jednak mieć wątpliwości, czy Prezydium KEP zostało prawidłowo upoważnione do dokonywania zmian statutu Komisji, o których wspomniało Biuro Rzecznika KEP – statut przyjęła i Komisję ustanowiła ponoć KEP, a nie jej Prezydium. Problem ten można jednak łatwo rozwiązać przy użyciu metod wykładni o wdzięcznych łacińskich nazwach, tyle że… można mieć wrażenie, jakby pomysł ustanowienia Komisji powstał 15 minut przed głosowaniem, a nie 3 lata wcześniej.

Czy po 36 miesiącach mamy Komisję? Na pewno nie mamy jej składu. Czy mamy choć byt prawny? jeżeli wierzyć oficjalnym komunikatom – mamy; a jeżeli czytać dokumentację przyjętą i ujawnioną przez KEP – nie mamy

Jakub Sewerynik

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Ciekawsza jest jednak druga część zacytowanego zdania: „ustanowienie Komisji jako odrębnej osoby prawnej powierza się Prezydium KEP”. Znów: albo jest to przeoczenie, bo przecież wiemy z komunikatu KAI, iż KEP już ustanowiła Komisję, albo też, wbrew komunikatom medialnym, Komisji jako odrębnej osoby prawnej jednak nie ustanowiono. W takim przypadku nie tylko nie byłoby osobowego substratu Komisji, ale też samej Komisji jako odrębnej osoby prawnej. Byłaby co najwyżej dojrzała idea, czy
– mówiąc inaczej – Komisja wciąż in statu nascendi. Aktu kreacji, zgodnie z Zasadami, dokonać miałoby
dopiero – w bliżej nieokreślonej przyszłości – Prezydium KEP.

Ta zaskakująca konkluzja znajduje odzwierciedlenie w słowach bp. Odera: „Ten zespół dokumentów, który został przeze mnie, przez mój zespół pracowników, przygotowany, przewiduje pewien iter prawny pozwalający na w miarę sprawny i – powiedziałbym – gwarantujący w naszych zamiarach całkowicie niezależny charakter tejże komisji, jej powstanie i później funkcjonowanie”. Czy jednak nie jest to błędna interpretacja, skoro ten sam hierarcha powiedział KAI: „Na chwilę obecną Komisja została powołana do życia, ma swoją osobowość prawną, jest osobą publiczną w przestrzeni prawa kanonicznego”? Ezopowy język biskupa gliwickiego nie pozwala na wyciągnięcie jednoznacznych wniosków. Wszelkie wątpliwości rozwiałoby upublicznienie uchwały KEP i statutu. Z nieznanego powodu są to jednak dokumenty o wysokim stopniu tajności.

Fundacja Świętego Józefa przymuszana do finansowania Komisji?

Zamiast dywagować o nieznanych dokumentach, warto skupić się na tych ujawnionych. Ich treść wiele mówi o podejściu biskupów do Komisji i osób zainteresowanych.

W Zasadach wskazano źródło finansowania Komisji: Fundację Świętego Józefa KEP (dalej: FŚJ). Nie znajdziemy jednak choćby szacunkowego budżetu. Przypomnę, iż komisja powołana przez francuski episkopat nie miała osobowości prawnej, za to otrzymała całkowitą swobodę dysponowania budżetem ok. 3 milionów euro, przy czym było to 8 lat temu.

W Zasadach wyraźnie brakuje projektu zmiany statutu FŚJ lub choćby wskazania, iż powinien on być odpowiednio zmieniony, aby umożliwić zarządowi przeznaczenie znacznej części budżetu na ten cel. Nie ma także żadnego postanowienia o zwiększeniu składki na FŚJ, co oznacza, iż finansowanie Komisji pochłaniać ma dotychczasowe środki fundacji. W praktyce może to oznaczać ograniczenie środków przeznaczonych na pomoc Skrzywdzonym i działania profilaktyczne.

Warto zauważyć, iż Magdalena Bogdan, prezeska zarządu FŚJ, powiedziała na posiedzeniu plenarnym KEP, iż chce rozwijać działalność fundacji, a jednocześnie obserwuje spadek wpłat na fundację (czyli składek wpłacanych przez diecezje i zakony, proporcjonalnie do liczby biskupów i księży; licząc 150 zł od każdego księdza, 2000 zł od biskupa). Tym samym po raz pierwszy oficjalnie potwierdzono informację o braku wpłat z niektórych diecezji, jaką kilka miesięcy wcześniej ujawnił kwartalnik „Więź”, pisząc iż składek na FŚJ nie płacą diecezje krakowska i gliwicka (zob. „Diecezje abp. Jędraszewskiego i bp. Odera nie płacą składki na Fundację Świętego Józefa”).

Sale!
  • Zbigniew Nosowski

Krytyczna wierność

28,39 35,49 Do koszyka

Obawiam się, iż obecnemu zarządowi FŚJ trudno będzie realizować plany rozwoju, gdy wpływy maleją, a istotną część budżetu będzie trzeba przekazać Komisji… Nic dziwnego, iż tuż po obradach KEP zarząd FŚJ wydał oświadczenie, w którym wyraził stanowisko, iż „Wszelkie porozumienia, które Fundacja zawiera z
różnymi podmiotami, zawsze muszą gwarantować pełną realizację tej podstawowej misji”. Zarząd czuł się także zobowiązany do zapewnienia, „że jest i będzie wierny pierwszej i podstawowej misji, jaką jest finansowanie pomocy terapeutycznej, edukacyjnej, psychologicznej, duchowej i prawnej osobom skrzywdzonym wykorzystaniem seksualnym w Kościele”.

A miała być precyzja prawna

Nie pomijajmy jednak pozytywów. Biskupi odrzucili dokument, który ks. dr Grzegorz Strzelczyk wskazywał jako najbardziej szkodliwy. Chodzi o projekt porozumienia między Komisją a KEP oraz Komisją a poszczególnymi diecezjami i zakonami.

Projekt ten miał w znaczący sposób zawężać uprawnienia Komisji, co wywołało ponoć ostre kontrowersje także wewnątrz KEP. To w tym dokumencie znalazły się postanowienia zagrażające niezależności Komisji i jej zdolności docierania do prawdy, np. zabraniające wzywania biskupów do składania wyjaśnień ustnych lub pisemnych, jak też nakazujące natychmiastowe informowanie przełożonych kościelnych o wszystkich zgłaszanych i badanych przypadkach.

Mało kto dziś pamięta, iż zespół prymasa Polski, któremu niemal rok temu odebrano zadanie przygotowania dokumentacji Komisji, wskazywał, iż porozumienie to powinno być przygotowane przez przewodniczącego/przewodniczącą Komisji jako wyraz jego/jej niezależności. Bp Oder miał jednak inne zdanie.

Wyraźnie jednak dokument przygotowany przez zespół anonimowych ekspertów biskupa gliwickiego nie wytrzymał krytyki nie tylko ks. Strzelczyka i skupionego wokół niego grona ekspertów, ale najwidoczniej także większości członków KEP. Przypomnieć trzeba, iż prawie rok temu bp Oder wskazywał na potrzebę zastąpienia „języka wrażliwości duszpasterskiej” precyzją prawną. Tymczasem po kolejnych 9 miesiącach biskupi wrócili w sferze prawnej do punktu wyjścia, przy czym idea Komisji utraciła wiarygodność oraz zaufanie ogółu społeczeństwa i zwłaszcza osób skrzywdzonych.

Przeczekamy?

Mam wrażenie, iż stopień znużenia obserwowaniem chocholego tańca członków KEP wokół Komisji osiągnął już tak wysoki poziom, iż w zasadzie przestało mieć znaczenie, czy Komisja jest, czy też jej nie ma. jeżeli ostatecznie powstanie, może podzielić losy komisji państwowej – coś będzie robić, ale nie będzie to miało większego znaczenia.

Cała ta sytuacja wskazuje, iż kierownictwo KEP robi wszystko, aby Komisja została formalnie powołana, ale realnie nie miała żadnej istotnej sprawczości. Nieustanne powtarzanie przez hierarchów słowa „niezależność” sprawia, iż nieufność co do rzeczywistej autonomii Komisji jedynie rośnie.

Nawet najpiękniejsze słowa w statucie Komisji nie będą miały żadnego znaczenia, jeżeli podmiot ten nie będzie miał środków, w tym finansowych, do prowadzenia badań, wysłuchiwania osób skrzywdzonych, uzyskiwania ekspertyz i analiz. Czy w tych warunkach abp Wojciech Polak, jako delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, znajdzie odpowiedniego kandydata/kandydatkę na osobę przewodniczącą? Artur Sporniak napisał w „Tygodniku Powszechnym”, iż prymas będzie musiał znaleźć „desperata”. Trudno odmówić mu racji.

Czy po 36 miesiącach mamy Komisję? Na pewno nie mamy jej składu. Czy mamy choć byt prawny? jeżeli wierzyć oficjalnym komunikatom – mamy; a jeżeli czytać dokumentację przyjętą i ujawnioną przez KEP – nie mamy.

Z pewnością mamy 7 (słownie: siedem) kartek zapisanych luźnym drukiem. To średnio pięć miesięcy pracy nad jedną stroną tekstu. Trudno nie przywołać tytułu cyklu reportaży śledczych Zbigniewa Nosowskiego „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie”. Pracując dalej w takim tempie, uda się episkopatowi wiele przeczekać – a z każdym rokiem przedawniają się kolejne przestępstwa. W Sosnowcu bp Artur Ważny pokazał, iż można działać pomimo systemowego oporu. Dlaczego w innych diecezjach i w zakonach nie można już teraz podjąć prac badawczych, które w przyszłości przekazane zostaną Komisji? Wciąż są jeszcze osoby skrzywdzone, które ufają, iż doczekają choćby symbolicznej sprawiedliwości. Czy się nie zawiodą?

Idź do oryginalnego materiału