„Polacy są gotowi”. Biały Dom wobec reform gospodarczych w Polsce w 1989 r.

3 dni temu

Wielkim sukcesem była wizyta Leszka Balcerowicza w Waszyngtonie we wrześniu 1989 r. Zaledwie dwa tygodnie po powołaniu na urząd wicepremiera „Balcy” przedstawił plan działań, który idealnie trafiał w oczekiwania zachodnich polityków i ekonomistów.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026. W wolnym dostępie można przeczytać jedynie jego fragment. W całości jest otwarty tylko dla prenumeratorów naszego pisma i osób z wykupionym pakietem cyfrowym. Subskrypcję można kupić TUTAJ.

Już od połowy lat 80. Stany Zjednoczone aktywnie nakłaniały władze PRL do reformowania polskiej gospodarki1. W 1989 r., po osiągnięciu zasadniczych celów politycznych, administracja amerykańska skupiła prawie całą swoją uwagę na kwestiach ekonomicznych. W ocenie Białego Domu to właśnie pogłębiający się kryzys gospodarczy – a nie działania partyjnej nomenklatury czy polityka Kremla – stanowił największe zagrożenie dla pokojowego przebiegu transformacji w Polsce.

Kiedy w sierpniu 1989 r. premierem został Tadeusz Mazowiecki, administracja prezydenta George’a Busha jasno deklarowała: najważniejsze jest, aby nowy solidarnościowy rząd podążał drogą reform rynkowych uzgodnionych z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (dalej: MFW). Dla Białego Domu decydujące znaczenie miał kształt planowanych reform oraz osoba firmującego je wicepremiera Leszka Balcerowicza.

Wobec bezkrwawej rewolucji

W drugiej połowie lat 80. Amerykanie wspierali demokratyzację życia publicznego w Polsce i dążenia do przeprowadzenia reform gospodarczych. Waszyngton realizował tę politykę dzięki dwóch narzędzi.

Po pierwsze, wspierał podziemną „Solidarność”. Po drugie, obiecywał gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu, iż reformy będą nagradzane nowymi kredytami oraz koncesjami ekonomicznymi. Ówczesna Polska od lat nie spłacała zagranicznego zadłużenia, a jej gospodarka chyliła się ku upadkowi – pozyskanie zagranicznego wsparcia było dla reżimu komunistycznego kluczowe.

Rozmowy Okrągłego Stołu na początku roku 1989 oraz czerwcowe częściowo wolne wybory do parlamentu, zakończone politycznym zwycięstwem „Solidarności”, były dla Białego Domu potwierdzeniem skuteczności przyjętej strategii. Stworzyły jednocześnie nowe wyzwanie.

W kwietniu 1989 r. prezydent Bush wygłosił w Hamtrack przemówienie, w którym zobowiązał się do wynagrodzenia Polaków za przeprowadzenie reform. Amerykanie znaleźli się między młotem a kowadłem. Brak znaczącego wsparcia podważyłby ich wiarygodność, a w przyszłości ograniczył wpływ na kształtowanie polityki polskiego rządu. Problem polegał na tym, iż reformy gospodarcze pozostawały w tyle za politycznymi – Biały Dom widział to jako poważną przeszkodę.

W lipcu 1989 r. przywódcy najbogatszych państw świata postrzegali sytuację w Polsce w czarnych barwach. „W Budapeszcie oraz Warszawie oni walczą o przeżycie” – stwierdził kanclerz Helmut Kohl

Tomasz Kozłowski

Departament Stanu oraz Departament Skarbu przestrzegały przed udzielaniem wsparcia bez gwarancji, iż nie zostanie ono zmarnotrawione. Amerykanie sygnalizowali to wielokrotnie, m.in. w czasie waszyngtońskiej wizyty Józefa Czyrka, członka Biura Politycznego oraz osobistego wysłannika generała Jaruzelskiego. Jeszcze w maju 1989 r. usłyszał on, iż Biały Dom jest pod wrażeniem przemian w Polsce. Jednocześnie jednak dawano mu do zrozumienia, iż prezydent Bush „jest przeświadczony, iż wdrażanie reform jest niezbędne. USA miały wiele przykładów, kiedy udzielona przez nie pomoc, wobec braku reform, została zmarnowana”2. Już po wyborach to samo powtarzał polskiemu ambasadorowi Robert Blackwill z Rady Bezpieczeństwa Narodowego: „trudna sytuacja finansowa USA jest znana, nie mogą więc wchodzić w grę żadne miliardy dolarów [wsparcia dla Polski]”. Stwierdzenie to powtórzył dwukrotnie w czasie tej samej rozmowy3.

To access this content, you must purchase a product that grants access.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026 w dziale „Historia”.

Idź do oryginalnego materiału