Życie obok różnicy. Chrześcijanie i muzułmanie w Jordanii

3 dni temu

W domu różnice religijne łagodzono mi wyjaśnieniem. W szkole zarządzano nimi przez separację. W żałobie ani jedno, ani drugie nie działało.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026. W wolnym dostępie można przeczytać jedynie jego fragment. W całości jest otwarty tylko dla prenumeratorów naszego pisma i osób z wykupionym pakietem cyfrowym. Subskrypcję można kupić TUTAJ.

Moje najwcześniejsze wspomnienie dotyczące religijnych różnic nie było związane z doktrynami czy modlitwą. Wynikało z zazdrości – zazdrości o zabawki, by być precyzyjnym.

Jako dziecko wychowujące się w Jordanii byłem zafascynowany obchodami Bożego Narodzenia na długo, zanim zrozumiałem, czym jest chrześcijaństwo. Obsesyjnie oglądałem filmy świąteczne, filmy animowane, odcinki specjalne seriali z dubbingiem – słowem wszystko, gdzie mogłem zobaczyć udekorowane choinki, zapakowane prezenty i przytulne wnętrza mieszkań. W Bożym Narodzeniu, tak przynajmniej wyglądało to na obrazkach, chodziło nie o religię, tylko o filmową aurę – było ono symbolem ciepła, spektaklu i obfitości. Nie wiązałem go z kościołami ani doktryną, tylko z przyjemnością.

Po drugiej stronie ulicy, przy której stał mój dom, mieszkało kilka chrześcijańskich rodzin. Co roku 23 grudnia pod ich dom podjeżdżał świątecznie udekorowany autobus – był głośny, jaskrawy i niemożliwy do zlekceważenia przez dziecko. Grała muzyka, dorośli się śmiali, a gdy tylko z pojazdu wychodził św. Mikołaj, najmłodsi zbiegali się w oczekiwaniu na prezenty, które były rozdawane na ulicy. Pamiętam, iż stałem z boku i patrzyłem na te niezwykłe wydarzenia. Czułem wtedy zazdrość, ale nie niechęć. Chciałem tego, co oni dostawali, a nie tego, w co wierzyli.

Ta różnica jest dość ważna. Moja zazdrość nie miała tła religijnego – dotyczyła raczej emocji i statusu. Chodziło mi wówczas o to, kto jest doceniony i ma swoje miejsce w przestrzeni publicznej, kogo dało się powiązać z przejawami szczęścia. Różnica między muzułmanami a chrześcijanami nie dotyczyła Boga, tylko bycia widzianym.

Kiedy zapytałem rodziców, dlaczego nie dostajemy prezentów tak jak tamte dzieci, odpowiedzieli spokojnie i stanowczo. Nie zabraniali mi interesować się Bożym Narodzeniem ani nie przedstawiali świąt chrześcijańskich jako grzesznych lub groźnych. Zamiast tego skierowali moje dziecięce życzenie na inne tory: „Nie otrzymujemy prezentów teraz – powiedzieli mi. – Otrzymujemy nasze prezenty w niebie”.

Wyjaśnienie moich rodziców osiągnęło jednocześnie kilka celów. Pozwoliło w tej sytuacji zachować społeczną harmonię i uniknąć wrogości. Chrześcijaństwo nie zostało mi przedstawione jako błędne lub gorsze, a jednocześnie słowa rodziców wzmocniły we mnie – w niekonfrontacyjny sposób – poczucie moralnej wyższości mojej religii. Nieobecność dóbr doczesnych została mi pokazana jako forma dyscypliny, a nie niedostatek. Muzułmanie wykazują się cierpliwością, powściągliwością i skupieniem na życiu wiecznym – a chrześcijanie, w kontraście, mogą okazywać widoczną euforia „tu i teraz”.

To access this content, you must purchase a product that grants access.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2026 w dziale „Dzieci Abrahama”.

Idź do oryginalnego materiału